Bułka tarta

Dec 10 2022
„Proszę, nie rób tego”. „Wiesz, że muszę.

„Proszę, nie rób tego”.

– Wiesz, że muszę.

"Proszę." Wypowiedziane cicho, kiedy udręczone zawodzenie byłoby bardziej odpowiednie.

„Muszę zrobić to, co uznam za słuszne”.

"Wiem. Zawsze robić."

Dlaczego brzmię jak suka, kiedy to mówię?

Patrzy na mnie tymi lodowatymi oczami. Jest tak wiele ukrytych przede mną pod powierzchnią, trzy mile głęboko, ale wiem, jak bardzo ją to boli. Muszę odwrócić wzrok.

Jej ramiona opadają, gdy opiera się o ścianę, a jej wzrok skupia się na rurkach i przewodach. Nigdy nie widziałem jej tak przygnębionej, może z wyjątkiem czasu, kiedy miałem dziesięć lat.

– Możemy się nim razem zaopiekować. Mówię, ale oboje wiemy, że to kłamstwo.

Nie radzę sobie z kapaniem płynów i wylewaniem się życia, i ona o tym wie. Widziała, jak wzdrygam się na zakrwawione kolano.

„Tak jest miliej”. Ona mówi. „Zakończenie jest takie samo”.

"Czy wciąż go kochasz?" Głupie pytanie. Widzę żal, który ten rok wyrył w tej niegdyś miękkiej skórze. Tyle razy moje palce pieściły tę twarz, czując siłę w eleganckich kościach policzkowych, gładząc jej usta. Złapała mnie za rękę i pocałowała palce. Pamięć nigdy nie zgaśnie. Chcę ją przytulić, ale przestrzeń między nami jest zbyt duża, by ją przekroczyć. Nie było mnie zbyt długo.

Siedzi obok niego ze zgiętymi i sękatymi palcami, zaciągając prześcieradło ciasno i schludnie. Ledwo drży, gdy jego pusta klatka piersiowa nie unosi się i nie opada. Cisza żeruje na mnie.

– Pamiętasz, jak pojechaliśmy do Cancun?

„Nie, to znaczy tak, chcę, ale…”

Lód topnieje, a maleńkie kropelki słonej wody zwisają z jej ciężkich rzęs.

„Tak, masz. Podobał mi się park wodny, ale ty chciałeś czytać. Byłeś na niego taki zły.

„Olał mnie wodą! Zrujnował mi włosy i książkę.

„Wskoczył do basenu, siedziałeś za blisko”.

„To były też moje wakacje”.

– Nie rozmawiałeś z nim od wielu dni.

"Dwie godziny. Nie odzywałem się do niego przez dwie godziny. Uszło mu to na sucho”.

Uśmiechnąłem się do niej i otrzymałem w zamian cień uśmiechu. Już mówimy o Papie, jakby go tu nie było.

Odeszłam z jej powodu. Z powodu jej wielkich planów na moje życie. Dlaczego nigdy nie sprostałem jej oczekiwaniom? Córka ambasadora powinna ukończyć uniwersytet z tytułem pierwszego stopnia z języka angielskiego lub nowożytnego. Historia sztuki byłaby lepsza. Ale nie 2:2 w informatyce, w połączeniu z dodatkiem w komiksach Manga. Okazywała wyrafinowanie i śmiała się z powtarzających się żartów gości jej rodziców na obiedzie. Z czasem poślubi syna maklera, być może nawet członka rodziny królewskiej. Nie byłaby „hipisowską weganką o wątpliwej moralności”.

Słowa mojej Mamy.

„Jadłeś?” Pytam.

Jej twarz ma kamienny szary odcień wyczerpania, a oczy, za które kiedyś można było zaprzedać duszę, wyblakły. Już nie spokojne lazurowe laguny, ale katarakta.

"Chyba tak." Ona mówi. „Chyba nie jestem głodny. Nie chcę niczego. Idź sobie coś kupić, jeśli chcesz. Strzepuje niewidzialne okruchy ze stołu i sprawdza koniuszki palców.

To sprawia, że ​​czuję się winny. Jestem głodny. Nadal muszę jeść. Smutek nie odbiera mi potrzeby, ale jak mogę teraz zostawić ją samą?

„Idź, jest czas. Nie muszę jeszcze nic robić”.

Zawsze sprawia, że ​​czuję, że ją zawiodłem. Głód jest moją obecną oznaką słabości. Współczucie też było moją wadą.

„Nie zachowujesz go”. Była nieugięta. Miałem dziesięć lat, stałem twardo przed nią, ściskając trójnożnego rudego kota, który znalazł drogę do mojej sypialni, nie chcąc go puścić.

„Prawdopodobnie jest zapchlony. Bóg jeden wie, jakie choroby złapiesz. Zadzwoniła do jednej ze służących.

„Dorothea, zabierz tego kota, wypuść go na ulicę”.

"Nie. Mamo, proszę, nie rób tego”.

Spojrzałem na nią i powiedziałem słowa, których żałowałem tyle razy, ale których nigdy nie cofnę.

„Dlaczego zawsze jesteś taki wredny? Tata nie jest złośliwy. Kocham tatę.

Wybiegłam z pokoju, goniąc Dorotheę, gdy otwierała drzwi i przeganiała kota na ścieżkę przejeżdżających samochodów. Ześlizgnąłem się po schodach, otarłem kolana i płakałem godzinami.

Kupuję kanapkę i kawę i konsumuję je w ponurym białym korytarzu. Nie je się z umierającymi, jakby byli jakimś niemym filmem, który ogląda się z tylnego rzędu. On by nie wiedział, ale ja bym wiedział i ona też. Nie zostawiłbym śladu z okruszków chleba, chociaż to wszystko, co sobie teraz oferujemy.

Nieznane jest mi blisko dwadzieścia lat ich życia. Rezydencje, ambasady i sześć krajów, w których nigdy nie byłem. Ledwo pamiętam, który dom opuściłem; Paryż, Wiedeń; Berlin? Raz pojechałem do nich do Finlandii. Przyjechali do mnie raz, do Londynu. Moja Matka dołączyła do szeregu honorowych gości i podała mi rękę, a ja się roześmiałem. Powiedziała coś, czego nie mogłem usłyszeć ponad hałasem tłumu lub czytaniem z ruchu warg. Te usta były ustami, które całowały moje palce, kiedy miałam cztery lata. Tata przytulił mnie i szepnął mi do ucha: „Jesteśmy z ciebie tacy dumni”. Zostali na dwie godziny, przechodząc od płótna do ramy, szepcząc sobie do ucha komentarze. Wyobraziłem sobie, jak mówi: „co to ma być?” a tata wzrusza ramionami. Mój francuski tata miał bardziej eklektyczny pogląd na sztukę. Matka była ściśle związana z Reynoldsem, Stubbsem i Constablem; szlachta, konie, i pejzaże, zarówno w jej sztuce, jak i stylu życia. Zastanawiało mnie, że jej wybór męża był tak awangardowy.

Miała 37 lat, kiedy się urodziłem, tyle ile ja mam teraz. Karierowiczka, która zakochała się w swojej firmie cateringowej i poślubiła ją. Szokujący dyplomatów, którzy najbardziej niedyplomatycznie przewidywali cichy rozwód w ciągu dwóch lat. Papa został mężem ambasadora. Nieoczekiwana uczona, która pomagała jej w badaniach i czołgała się po podłodze z klockami i plastikowymi kucykami, kiedy potrzebowałam rozrywki. Śmialiśmy się zbyt głośno i biegaliśmy po korytarzach miejsca, które wtedy nazywaliśmy domem. Słyszałem słowa „szkoła z internatem” więcej niż raz. Tata mrugnął do mnie pięknym tygrysim okiem, mówiąc, że bardziej nadaję się do cyrku.

Cicho zamykam za sobą drzwi. Nie żeby jakikolwiek hałas przeszkadzał teraz mojemu ojcu. Biedny Papa był zawsze w tle. Po co zostawiać to tak późno, by znaleźć się w centrum uwagi? Upadek na oczach osiemdziesięciu nieznajomych. Nie zniósłby tego, tak jak nie znosiłby bycia przykutym do tego łóżka przez ostatnie dwanaście miesięcy. Dlaczego nie przyszedłem wcześniej? „Wszystko w porządku” – mówiła. Jej palce błądzą po luźnej bawełnianej nitce na jego kurtce od piżamy. „Wiemy, że jesteś zajęty swoją pracą. Widzi cię na ekranie.

Później rozciągną wokół niego ekran.

Wegańska faza hipisowska trwała rok. Miałem dziewiętnaście lat. Paliłam trawkę z moim pierwszym poważnym chłopakiem i rzuciłam go, kiedy odkryłam, że nie ma moralności. Moje nigdy nie były. To był ostry komentarz, który chybił celu, kiedy mama znalazła jego ubranie w moim pokoju. Pragnąłem miłości, dzieci i bezpieczeństwa, a cztery lata później, jak myślałem, znalazłem je z Dianą.

Rozmawialiśmy o kwiatach wiśni, targach w Scarborough i dawcach nasienia.

„Zadzwoń do rodziców, powiedz im o nas. Zaproś ich, aby zostali”.

— Zrobię — powiedziałem. Ale nigdy tego nie zrobiłem. Co powiedzieliby goście obiadu?

Diana poradziła sobie z byciem odsuniętą na bok przez dwa lata, powiedziała mi: „dorośnij, bądź prawdziwy, chociaż raz bądź szczery” i zostawiła mnie, bym tarzał się w samotności. Kupiłam rudego kota do towarzystwa i przelałam smutek i poczucie winy na płótna i kieliszki do wina.

– Myślisz, że wie, że tu jesteśmy? Pytam. Chcę zapytać, czy wie, że tu jestem. Aby to było osobiste. Chcę powiedzieć: „Tato, kocham cię”. Ale czy po tylu latach uwierzyłby mi? I jeszcze bardziej by ją to zraniło. Dlaczego nie mogę okazać jej życzliwości i wybaczyć jej tego, że bardziej pragnęła swojej kariery niż mnie?

„Przeprowadzamy się do Helsinek”. Powiedziała.

„Ale ja idę tutaj na studia, mamo”.

„Helsinki mają uczelnie Yvette, możesz tam iść na studia. Będziesz miał tam dobre życie”.

„Nie, mamo. Tato, powiedz jej, że chcę, żebyśmy tu zostali. Powiedz jej, że chcesz tu zostać, tato.

Spakowałem wszystko, co mogłem, do dwóch walizek i przeprowadziłem się do akademika. Przyszli się pożegnać w dniu, w którym wyrzuciłam Louisa. Najpierw mama, potem tata, a potem Louis. Odrzucenie wisiało nade mną jak przeładowana chmura, gotowa utopić mnie w ulewie łez.

„Chciał, żebyś przyjechała, wiedział, że już czas”.

Podaje mi mały portfel. W środku jest fotografia. Siedzę na ramionach Papy; ma nogawki spodni podwinięte do kolan, a morze pluska mu do stóp. Moje palce chwytają jego gęstą brązową grzywę. Śpiewa mi, jak francuska szanta morska, słowa, których mam nie słyszeć przez następne dziesięć lat. W myślach słyszę jego głos, głęboki i serdeczny, i chichoczę. Jest inny głos, śmiejący się i uciszający go, gdy wydaje dźwięk, by zagłuszyć przekleństwa.

"Byłeś tam!"

„Oczywiście, że zrobiłem zdjęcie. Zrobiłem wszystkie zdjęcia. Zawsze tam byłem. Z tobą i twoim tak cennym tatą. Jej ręce się trzęsą.

"Pracowałeś. Zawsze pracowałeś.

Stoimy cale od siebie, dzieli nas przepaść.

„Myślałem, że mnie nie chcesz”.

Dwa głosy. Jedno oskarżenie.

Rozpadam się na jej oczach. Ona trzyma się razem z pękniętym sznurkiem. Kłamstwa, które sobie wmawiałem, wychodzą na jaw. Jestem dziesięcioletnim dzieckiem przeciążonym poczuciem winy.

– Chciał, żebym przyjechał?

„Chciałem, żebyś przyszedł. Musisz sobie wybaczyć. Być znowu moją córką.

Nie mogę mówić, bo okruchy utknęły mi w gardle. Mama bierze mnie za rękę i całuje palce. Szepczę.

„Proszę, nie rób tego, nie sam”.

Razem wyłączamy aparat podtrzymujący życie Papy.