Jestem uzależniony od pracy

Dec 27 2022
Jestem w próżni. Ale nie to, że mnie to zabija, tylko to, że żyję.

Jestem w próżni. Ale nie to, że mnie to zabija, tylko to, że żyję. O nie, nie chodzi mi o to, że jestem w jakimś beznadziejnym stanie. Chodzi bardziej o wizualizację stanu, w którym nie ma nic do roboty. Nie mam nawet narzędzi do robienia czegokolwiek. Wszystko co mnie otacza to pustka.

Na szczęście to tylko wizualizacja. Bo na co dzień mam zawsze pod ręką coś, co mogę włożyć do pracy. Nawet nieistotne w danej chwili. Codziennie iw każdej chwili. Zacząłem od stwierdzenia, że ​​to tylko wizualizacja i całe szczęście. Jednak czy tak jest naprawdę?

Myślę, że są ludzie spośród zaledwie 8 miliardów, którzy nie mogą przestać. Cały czas muszą coś robić. Czuję, że jestem jednym z nich. Subiektywnie mogę powiedzieć, że to, co trzyma mnie przy życiu, to strach, że stracę kontrolę. Że sprawy potoczą się swoim torem i nic na to nie poradzę. Nie będę mógł na nich wpłynąć. A jeśli sprawy nie ułożą się po mojej myśli, będę mógł winić tylko siebie.

Przychodzi jednak taki moment, kiedy człowiekowi przychodzi do głowy myśl: dlaczego nie spróbować nic nie robić? Normalnie, gdyby nie Święta, szybko odepchnęłabym od siebie tę myśl. Jednak w tym czasie pozwoliłam mu trochę dojrzeć. Zawsze będzie chwila, w której go uśmiercę, gdy tylko zacznie przejmować kontrolę.

Chęć kształtowania swojej rzeczywistości po 36 latach życia jest tak wielka, że ​​wręcz uzależniająca. Żyję z tym cały czas, więc nie tylko to zaakceptowałem, ale nawet nie mogę bez tego żyć. W pracy, w domu. Kiedy mam czas na relaks, piekę chleb. Oczywiście wtedy oglądam Star Trek, ale ręce mam zajęte pracą. Kiedy wyjeżdżam w podróż służbową, słucham wykładów. Nie ma chwili, żebym czegoś nie robiła, czegoś się nie uczyła.

Ale czy chodzi tylko o strach przed odpuszczeniem rzeczy? A może chodzi o coś innego? Na przykład o strachu, ale w innym miejscu. Strach przed napływem myśli?

Ponieważ w rzeczywistości zajmowanie umysłu zapobiega wypływaniu wszystkich myśli. To nawet brama, przez którą mogą przejść tylko ci, którzy mają pozwolenie. A wszyscy inni muszą zawrócić, bo nie mają ważnego biletu. To oni są niebezpieczni. To oni pogłębiają depresję i frustrację. A jeśli pojawią się na horyzoncie, zagłuszam je pracą. Ale wiem, że kiedyś wrócą, więc w międzyczasie buduję taktykę walki ze skutkami tego, co niosą.

Może jednak chciałbym spróbować trochę odpocząć? Może teraz jest dobry moment, aby to zrobić pod koniec 2022 roku?