Kosmos

Dec 24 2022
Byli kropkami w rozległym wszechświecie. Dzieci oczywiście.

Byli kropkami w rozległym wszechświecie. Dzieci oczywiście. Czerwona kamizelka i spodnie khaki w kropki. Mundurek szkolny. Tam powinni być. Szkoła. Obudzili się tego ranka z najszlachetniejszymi intencjami pójścia do szkoły, ale kiedy rodzice ucałowali ich na pożegnanie i rozpoczęli wędrówkę, siła, powołanie, prawie taniec, powiedział im, że dzisiaj nie jest dzień na naukę . To był dzień modlitwy, objawienia.

Teraz klęczeli z czcią w gotyckiej bazylice, wpatrując się w swojego twórcę. Dwie płyty z katolickiego drewna i krwi. Przez. Głosili w milczeniu jeden do drugiego. Dwóch wierzących potwierdzających swoje przekonania.

„Bóg nas kocha i ma dla nas miejsce w swoim królestwie” — mówi jedno dziecko.

„Tak, tak, my też musimy go kochać i kochać naszego bliźniego” – odpowiada drugi. Potem obaj zaczynają mówić. Niewinna modlitwa zapamiętana przez zakonnice.

„Albowiem Pan czuwa nad nami. Ponieważ jest naszym stwórcą. Zawsze będzie, bo zawsze był”.

W miarę jak mówili, chwyt ich różańców zacieśnił się, a ich krótkie palce straciły nieco krążenie. Zaczęli się jeszcze modlić. Czekali na objawienie, które intuicja (być może Duch Święty) im podpowiadała.

Chociaż byli dziećmi Boga, byli wtajemniczeni jedynie w świat materialny. Energia, która wirowała wokół nich, która wiruje wokół nas wszystkich, pozostała niewykryta. Pamiętaj, że te dzieci nie były wyjątkowe. Byli zwykłymi istotami ludzkimi, zdolnymi do dorastania, być może podążania konwencjonalną ścieżką zdobywania pracy za biurkiem, pięknej panny młodej z pięknymi dziećmi i umierania spokojną śmiercią. Nigdy nie wiedząc, jak wszyscy, którzy byli tu wcześniej, jaki jest sens czegokolwiek. Autor tej historii uważa obecnie, że celem wszystkiego jest znalezienie okruchów satysfakcji z tego, co uznamy za interesujące. Z drugiej strony uważa, że ​​ta odpowiedź jest równie bezsensowna, jak jej brak. Ale to są jej myśli. Tańcząc przez te strony, oferując się każdemu czytelnikowi, który chce ich powitać.

Dzieci nie mają takich myśli. Bo te idee nie przelatują przez gotycką bazylikę, w której czekają na prawdziwsze przeznaczenie, które przełamie ich konwencjonalną przyszłość. W bazylice spoczywają myśli o Bogu, który wszystko leczy i jest tylko miłością.

~~~~~~

Tymczasem na zewnątrz, gdzie materiał nie łączy się tak bardzo z duchowością, stoi starsza kobieta sprzedająca klementynki. Krzyczy nazwę owocu i przy okazji ujawnia brakujący przedni ząb. Na zewnątrz kościoła myśli zwątpienia w większej mocy przybliżają się jak niewidzialne osy. Przeszukują otwarte umysły i przyklejają idealne lądowania. Gdyby było widoczne, przypominałoby to rodzaj tańca.

Jedna taka myśl : Czy naprawdę istnieje miłujący Boga i wszechogarniający? Co byłoby złego w wierzeniu, że ktoś istnieje, nawet jeśli go nie ma? Może fakt, że w większości zachodnich społeczeństw jest przedstawiany jako biały, zakrwawiony mężczyzna nagi na dwóch drewnianych płytach.

Choć obecna w jej aurze, klementynka tak nie myślała. Nie otrzymała odpowiedniego wykształcenia, by tak myśleć. Po prostu sprzedawała klementynki w pobliżu lokalnego kościoła, aby nakarmić i ubrać swoją rodzinę - Oczywiście nie w kościele, ponieważ nie byłaby jak świątynni sprzedawcy Biblii, którzy spowodowali, że jej krwawy Jezus przewrócił stoły.

Ta myśl przemknęła obok niej przelotnie do nieco bardziej spostrzegawczo wykształconego mężczyzny w garniturze, który tego dnia miał ochotę na owoce. Ten człowiek został wychowany w hinduizmie, więc wierzył w wielu bogów. Ale był Amerykaninem w trzecim pokoleniu, więc odłożył próbę aranżowanych małżeństw i poślubił kobietę z Ameryki Południowej. Chciał pojechać do New Delhi, aby zobaczyć, gdzie dorastali jego dziadkowie. Zobacz, czy mógłby ponownie połączyć się z Kryszną i Wisznu i oczyścić się w jawnie zanieczyszczonym Gangesie. Chciał wielu rzeczy. Ostrożnie kupił klementynę od białej kobiety z krzyżem jako naszyjnikiem i pomyślał o Bogu zakrwawionym i nagim. To nie był jego Bóg, być może należał do jego żony. Była to jednak manifestacja miłości do kosmosu, jak wszystkie religie. Kosmiczna energia. Wszystko obejmujące pokazywanie się różnym ludziom w różnych formach i tworzenie w ten sposób podziałów. Ta myśl przemknęła niewyjaśniona przez Hindusa, gdy wpatrywał się w naszyjnik z krzyżem. Nie. W tej formie. To nie był jego Bóg.

„75 centów! 75 centów! DAJ TERAZ” – powiedziała dama od klementynek.

"Tak tak. Przepraszam – wręczył jej pieniądze i kontynuował swój dzień. Szedł wzdłuż dzielnicy finansowej, nieświadomy natłoku myśli, które czyhały na otwarty umysł. Jego umysł był robotem. Unoszący się w swojej codziennej rutynie. Każda myśl, która w jakiś sposób pasowała do jego życia, chwytała się i odchodziła… inflacja… Co jest na lunch… obiad… powinien zadzwonić do matki.

Lekka zmiana jego rytmu została spowodowana przez młodszą blondynkę z college'u, która miała na policzkach łobuza i obcisłą koszulę. Twarz mężczyzny opadła nieco, gdy ukradkiem spojrzał na jej sylwetkę i napięty biust. Potem przypomniał sobie, że jego żona i dzieci ugryzli kęs klementynki i pospieszyli do pracy.

Studentka poczuła wzrok mężczyzny i włożyła sweter na biodra. Zdecydowała się na poranny bieg przez rzekę, ale jej wściekłość i niepokój, myśli, które całkiem przyjemnie lądowały w jej umyśle, owinęły się w niej tak mocno, że musiała je uwolnić. Imprezowanie nie zadziałało, więc bieganie tak. Była sobota, więc nie musiała spieszyć się na zajęcia. Postanowiła przejść się po mieście. Dlaczego była zła, nie wiedziała. Nie wiedziała, na co była zła. Po prostu czuła tę anonimową siłę zewnętrzną, próbującą ją poniżyć lub wyszydzić. Dlaczego była zaniepokojona? Prawdopodobnie przez szkoły i presję, jaką pozwoliła sobie odczuwać świat.

Skończyło się jej paliwo i nie mogła już biec. Lekki euforyczny pot pozwolił jej uciec od tych myśli. mogła myśleć tylko o powietrzu. Żyjący. Ale kiedy znów zaczęła chodzić, doznała objawienia. Ale oczywiście te myśli nie należały do ​​niej. Po prostu tam unosiły się, tańcząc w powietrzu.

Zastanawiała się nad powrotem do kampusu, kiedy wpadła do swojego ulubionego sklepu. Pomyślała o cytacie, który niechcący wepchnął jej do gardła w szkole średniej. „Kiedy dziewczyny są smutne, nie zjadamy tego poza domem, tylko na zakupy!” Cytat widniał na plakacie z Marilyn Monroe stojącą z czerwonymi ustami i ubraną na biało pod otworem wentylacyjnym.

Położyła dłoń na burczącym brzuchu i znów poczuła gniew społeczeństwa. Stała się jak magnes na każdą gniewną myśl. Była zbyt wściekła, by być duchową lub myśleć o tym, w co wierzy. Młodzież nie odczuwa presji śmierci, ponieważ walczy ze swoimi demonami.

Na razie udało jej się choć trochę oderwać od natrętnych myśli. Miała dość ubrań. Była głodna. Poszła więc po bułkę.

W kawiarni jej blond włosy przykuły uwagę dwóch niebiańskich istot, które choć były piękne, kiedy chciały być, stonowały swoją niebiańską niebiańskość i nie przyciągały niczyjego wzroku. Nosili okulary przeciwsłoneczne w ciemnych oprawkach, a ich twarze zakrywały srebrzyste włosy. Jeden zadrżał.

„Czujesz, jak gniew wdziera się przez drzwi”.

Usłyszeli słodki głos dziewczyny, gdy składała zamówienie. Dziękowali kosmosowi za to, że jest w stanie zobaczyć myśli w powietrzu i poznać prawdę.

„Pluralizm i relatywizm. Nie zmuszaj mnie do rutyny. Jestem ponad to." Jeden powiedział.

„Rosłem, żeby to polubić”

„Po eonach, zaufaj mi, to się starzeje. Chcę iść do domu. Gdzie myśli i czas nie mają miejsca”

„Dlaczego znowu przyprowadzamy dzieci?”

„Aby połączyć światy. Aby taniec trwał dalej”. Oczywiście niebiańska istota odnosiła się do faktu, że nikt nigdy nie odchodzi, aby udać się gdzie indziej. Wszyscy jesteśmy tutaj w tańcu kosmosu. Ludzie tańczą poprzez myśli. Ponieważ autorka tej historii nie jest istotą niebiańską, może sobie jedynie wyobrazić, jak tańczą istoty niebiańskie. Wszyscy jesteśmy połączeni. Regeneracja, ulga. Myślę, że przynajmniej. To dość duże pojęcie.

„Nieopisany taniec. Widzę. Cóż, zrobię swoje. Niebiańska istota odrzuciła głowę do tyłu, a pod okularami jego oczy błyszczały złotem.

„Dzieci pod kościołem. Czekają na nas”

Obudzili się dziś rano i wiedzieli. Znowu jest taniec. Gardłowe uczucie wiedzy.

"Zatem chodźmy"

I tak minęli dzielnicę biznesową, minęli stoisko z klementynkami i weszli do kościoła. Gdzie na przednich krzesłach siedziały dzieci w czerwonych kamizelkach i khaki. Wpatrując się w krzyż. Trzymali się za ręce i tańczyli do wszystkiego, co nastąpi po tym życiu.