Monachium, Niemcy… Ein Prosit!
Monachium, Niemcy, wrzesień 2022 r
Chciałbym rozpocząć ten esej od wstępu. Jeśli trafiłeś do tego artykułu, oczekując analizy unikalnych aspektów kulturowych Niemiec i Bawarii, to z przykrością stwierdzam, że ten artykuł prawdopodobnie nie jest dla Ciebie. W przeciwieństwie do moich zwykłych treści, ten artykuł posłuży jako dygresja. Dzisiaj próbuję opowiedzieć wam historię, historię o wielkiej przyjaźni, w której troje ludzi o intensywnym życiu znalazło czas, aby wspólnie odbyć jedną z najbardziej epickich podróży w historii. Zostanie wam podany w trzech częściach, a ja zacznę w Monachium.
Po raz pierwszy poruszyłem pomysł eurotripu zeszłej wiosny z moją główną grupą przyjaciół i choć spotkałem się z pewnym optymizmem, co zrozumiałe, zakomunikowałem, że wahają się z powodu braku nawet luźnego planu podróży. Przyznam szczerze, że nigdy nie stanęłam nogą na kontynencie europejskim, bałam się zaplanować wyprawę, która w całości byłaby w zupełnie nieznanych mi miejscach. Przy wcześniejszym zaangażowaniu mojego drogiego przyjaciela, Jonaha Lyonsa, i wstępnym harmonogramie wczesnej jesieni, pomyślałem, że będę musiał znaleźć miejsce, które zafascynuje zarówno Jonaha, jak i mnie, i będzie łatwe do sprzedania komuś z grupy, kto miał zdolność do podróżowania. Patrząc na luźny kalendarz starając się omijać wakacje (podróżowanie w weekendy zawsze jest droższe) zdecydowałem się na koniec września i początek października… październik… wtedy do mnie dotarło, Oktoberfest!
Po zrealizowaniu tego festiwalu, zaangażowaniu Jonaha i mnie oraz pewnym luźnym budżecie nie było trudno przekonać kolejnego bliskiego powiernika i biegle mówiącego po niemiecku Kyle'a, aby dołączył do nas w tym, co miało stać się jednym z najbardziej oczekiwanych wydarzenia w moim życiu. Od wielu lat marzyłem o tym, żeby eurotrip się urzeczywistnił, ale brak funduszy, problemy zdrowotne i covid uniemożliwiły realizację któregokolwiek z tych licznych planów, ale tym razem było inaczej. Tym razem mieliśmy pieniądze, mieliśmy wakacje, nie mieliśmy ogólnoświatowych blokad związanych z pandemią i wiedziałem, że moje marzenie w końcu się spełni.
Po wielu miesiącach planowania i zakupie „autentycznych” lederhosen bezpośrednio z Lahore w Pakistanie dzięki uprzejmości Kyle'a (przepraszam Kyle'a, szczegóły są zbyt komiczne, by je pominąć), naszym celem było Monachium na 23-26 września .
Po raz pierwszy wyleciałem z lotniska JFK i bez dostatecznej znajomości odległości między moim biurem na dolnym Manhattanie a lotniskiem oraz ze śmiesznym brakiem planowania ruchu ulicznego w Nowym Jorku o godzinie 17:00 w czwartek, skróciłem trochę blisko. Na szczęście dla mnie stres zniknął, gdy dowiedziałem się, że mój lot jest opóźniony o 1 godzinę, dzięki czemu to, co byłoby niezwykle stresującym doświadczeniem, stało się tak błogą kontrolą bezpieczeństwa na lotnisku, jak to tylko możliwe. Standardowo zabrałem redeye'a prosto do Monachium i po spaniu nie więcej niż 30 minut wylądowałem w Monachium wcześnie rano z odpowiednio bardzo czerwonymi oczami. Oczekiwanie na podróż było lepszym paliwem niż mógłby być nawet napój energetyczny, a mimo braku snu nadal nie mogłem się doczekać. Jako lojalny klient United chciałbym poświęcić chwilę, aby wyrazić, jak przyjemnie było latać Lufthansą… Zawsze zastanawiałem się, jak to jest mieć wystarczająco dużo miejsca na nogi… i przyjazny personel, który by pomyślał? Wygodne siedzenia, pyszny obiad i śniadanie, bezpłatne piwo, teraz TAK traktujesz swoich klientów! Rób notatki United, ale dygresję. Po dotarciu do bramki i znalezieniu bramki przylotu Jonasza cierpliwie czekałem na jego przybycie. Wszedł po ruchomych schodach i nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Obydwoje bez wątpienia z uśmiechami na twarzach objęliśmy się, a B ustawiła się do odprawy celnej z bezgranicznym entuzjazmem. Kiedy dotarłem przed odprawę celną, wręczyłem paszport oficerowi i odbyliśmy dość humorystyczną wymianę zdań:
"Jak długo tutaj jesteś"
„Będę w Niemczech tylko kilka dni, potem jadę do Austrii, a potem do Czech”
„Co cię sprowadza do Niemiec?”
„Święto Październikowe”
Następnie oficer zaczął przewracać oczami, jakby chciał powiedzieć „o, kolejny świetny”, a następnie brutalnie stemplował mój paszport i wsunął go z powrotem do mnie.
Podążyłem za tym z „Danke” i zachichotałem do siebie, przechodząc dalej.
I tak po prostu wyruszyłem, stawiając pierwsze kroki na zupełnie nowym kontynencie. Jonah i ja natychmiast znaleźliśmy naszą drogę na stację kolejową i pojechaliśmy pociągiem z lotniska do sennej dzielnicy mieszkalnej, która była naszym hostelem. Pociąg zawiózł nas prosto na dworzec główny w centrum miasta, a my przesiedliśmy się i pojechaliśmy metrem na przystanek najbliższy naszego pobytu. Pamiętam, że kiedy wyszliśmy z komisariatu, byłem pełen niepokoju po obejrzeniu okolicy, którą wybraliśmy na nasze mieszkanie, ale kiedy zdałem sobie sprawę z bliskości posterunku policji i podmiejskiego charakteru pobliskich domów, większość moich obaw została rozwiana. Przystanek sąsiadował z burdelem, co mogło, ale nie musi, obrócić się w żart.
Do schroniska dotarliśmy na piechotę i po tak krótkim czasie snu byliśmy naprawdę wyczerpani. Po przyjeździe tak druzgocąco zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma tam nikogo, kto mógłby nas zameldować do późnej pory. Przeszukałem szybko telefon i udaliśmy się do najbliższej kawiarni, żeby się porozbijać. Eiscafe Via Veneto, sklep z lodami i kawiarnia, był wspaniałym pierwszym przystankiem i wprowadzeniem do Niemiec. Kawa, którą wypiliśmy, zdawała się nas głęboko odżywiać po długiej podróży, a siedząc na zewnątrz mogliśmy obserwować ludzi i chłonąć codzienne życie mieszkańców Monachium, zapoznać się z kupowaniem jedzenia i napojów oraz wdychać dym papierosowy tego, co wydawało się, że jest tam każdy pojedynczy patron. Wiedziałem, że Europejczycy palą, ale mój Boże, to było nieustanne, szczególnie w Niemczech.
Po jakimś czasie pokuśtykaliśmy z powrotem do hotelu i okazało się, że przyjechał właściciel. Tak łaskawie zabrał nasze torby do pokoju, mimo że nie pozwolono nam jeszcze wejść, i zapewnił nas, że nasze rzeczy będą bezpieczne. Wtedy uznaliśmy to za okazję do zwiedzania centrum Monachium. Udaliśmy się prosto z powrotem do metra i udaliśmy się na Marienplatz, archetypowy centralny plac, który wydaje się mieć każde europejskie miasto, gdzie Jonah i ja jedliśmy we wspaniałej restauracji o nazwie Donisl. Wypiliśmy pierwsze piwo niezliczonej ilości na tej wycieczce i zjedliśmy pyszną kiełbasę z sosem i dodatek do ziemniaków i ogórków, które nie przypadły mi do gustu, ale Jonah wydawał się uwielbiać. Muszę przyznać, że świetnie oczyszczał podniebienie między kęsami, jednak ogórek był nieco zbyt mocny jak na mój gust.
Po kilku kolejnych piwach pospacerowaliśmy po rynku głównym, nasiąknięci atmosferą i ponownie weszliśmy na Marienplatz. Próbując się porozumieć i dowiedzieć się, gdzie się spotkać, usłyszeliśmy znajomy głos, który wydawał się tak mile widziany w morzu mówiących po niemiecku. Głos powiedział „Sup skurwysyny”… i oto był, w całej okazałości, nasz trzeci muszkieter, nasz kompas przewodni w Niemczech, nasz tłumacz i nasz drogi przyjaciel, Kyle. Po mocnym uścisku i kilku mądrych rozmowach wróciliśmy do hotelu.
Po przyjeździe w pełni zameldowaliśmy się w naszym pokoju, który był bardzo goły, ale dokładnie to, co było konieczne i zaplanowaliśmy idealny pierwszy wieczór. Znaleźliśmy online coś, co wydawało się być obszarem, w którym było życie nocne i najwyraźniej restauracja serwująca autentyczne niemieckie jedzenie, które było późno. W uberze do restauracji wszyscy co prawda wszyscy zasnęliśmy, na pewno z powodu jet lag, i przyjechaliśmy majacząc. Po przybyciu do restauracji wypiliśmy kilka kufli, zjedliśmy kotlety schnapps i sznapsa. Trzeba przyznać, że wcześniej tego dnia Jonah i ja obiecaliśmy kupić przekąski dla Kyle'a i niestety zapomnieliśmy je zdobyć, nie zdając sobie sprawy, jak wcześnie zamykają sklepy w Niemczech. W efekcie po kolacji szybki postój w przydrożnym Kiosku (w którym sprzedawano papierosy, chipsy, napoje gazowane i piwo) złapaliśmy przekąski, które później zamienimy na nasze śniadanie następnego ranka. Pora wracać do domu z planem wczesnej pobudki następnego dnia.
Szorstki dźwięk standardowego budzika IOS gwałtownie wyrwał mnie ze snu następnego ranka. Wiedząc, że jest weekend, posłuchaliśmy rad internetowych blogerów podróżniczych i postanowiliśmy wstać wcześnie rano, aby udać się na festiwal i ustawić się w kolejce do namiotu Hofbrau, najbardziej znanego wśród młodych imprezowiczów, takich jak my. Ustawiliśmy się całkiem idealnie w kolejce do otwarcia domu Hofbrau i po odczekaniu i skonsumowaniu naszych żetonów z poprzedniej nocy pobiegliśmy prosto na otwarcie Hofbrau. Po dotarciu na miejsce i zabezpieczeniu stolika zaczęliśmy, na pustych żołądkach, walić piwa. Szybko zaprzyjaźniliśmy się z ludźmi przy sąsiednich stolikach, wkradając się w łaski obcokrajowców z wielu krajów (jak powiedziałem Oktoberfest to głównie obcokrajowcy) w tym z Indii, Wielkiej Brytanii, Meksyku m.in. Szczególnie chciałbym pozdrowić Oweza i Toma z Wielkiej Brytanii, mam nadzieję, że chłopcy to widzicie i dobrze sobie radzicie. Piwo w Hofbrau było wspaniałe, aw połączeniu z rzadkim preclem lub przeciętną kanapką działało szybko i dość szybko nas upoiło. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy do wielu niemieckich piosenek, których nauczył nas Kyle, i szybko przyjęliśmy inne, które często słyszeliśmy podczas festiwalu. Od czasu do czasu zespół grał te same kilka akordów i wszyscy śpiewali „Ein Prosit, ein Prosit Der Gemütlichkeit”. To melodia, którą każdy, kto był na Oktoberfest, z pewnością już słyszał. To doświadczenie było wszystkim, na co liczyłem. To było naprawdę jedno z najwspanialszych wspomnień, jakie mam, i choć skończyło się trochę mgliście, będę pamiętał do końca życia. W końcu dotarcie do Europy i pójście na oktoberfest z dwoma braćmi u boku było niezwykłe. Po niezliczonych ogromnych kuflach piwa przy małej ilości snu i pustym żołądku walczyłem o to, by nie zasnąć i wiedziałem, że to była moja wskazówka, aby opuścić teren.
I stumbled to the underground railway station, and with some advice from the local German police (who no doubt were annoyed by my poor, overtly American, and incapable navigational skills) pointed me on the right train. Not far behind was Jonah, who arrived at the hotel before me; he may have taken a more direct route. We both passed out in the early afternoon, and awoke to find Kyle had returned and that it was night time. Having eaten almost nothing, and seeing that Jonah was awake, I asked him if he wanted food, to which his response was quote “uuuuuuuugghhhhhhh”. After some convincing he and I decided to head to the nearest open restaurant, again forgetting how early things close in Germany, and upon realizing it was closed, headed directly for the nearest place that said “open late” online. Kyle, who to his credit lasted the longest at the festival, was unable to join us. We landed on a pizza place, filled with mainly foreigners, that served up genuinely delicious pizza. It was situated directly next to the main club area in Munich, and despite the copious amounts of booze consumed earlier, we were surprisingly among the most sober folks in the restaurant. After we choked down 2 pizzas and countless “mineralwasser”s (that’s still water to the American’s reading), we headed back home and went right back to sleep. Despite the copious sleep we had already achieved, the day’s relentless drinking and our severe jet lag we fell right back asleep.
Następnego ranka, lecząc ciężkiego kaca, postanowiliśmy we trójkę udać się powoli na festiwal i rozstawić się w niektórych z bardziej oswojonych namiotów. Nie spieszyliśmy się, wzięliśmy prysznic, posprzątaliśmy pokój i dostaliśmy kawę i śniadanie na stacji metra. Po tym, jak strażnicy wpuścili nas na teren festiwalu, udaliśmy się do Paulaner, najbliższego namiotu, i powoli delektowaliśmy się piwem. Połączyliśmy je z zupą, która pomogła nam się odżywić i zapanować nad kacem. Drugiego dnia postawiliśmy sobie za cel przeszukanie namiotów z najlepszym piwem, co wymagało wypicia co najmniej kufla w każdym z namiotów. Tego dnia przeszliśmy przez każdy z następujących namiotów: Augustiner, Schonham, Spaten i Schottenhamel, zanim wieczorem wróciliśmy do Hofbrau. Naszym faworytem z namiotów tego dnia musiał być oczywiście Schottenhamel. Kiedy weszliśmy, od razu uderzył nas fakt, że w piekle nie było ani jednej szansy na zdobycie miejsca. Chodziliśmy po rzędach w desperackim poszukiwaniu miejsca do siedzenia i gdy już mieliśmy się poddać, pewien młody człowiek i jego rodzina zaoferowali nam miejsce przy ich stoliku. Przedstawili się jako rodzina Niedrigów, aw szczególności ich syn Jan nie mógł być bardziej gościnny. Rozmawiali z nami na różne tematy i byli jednymi z najbardziej życzliwych, autentycznych ludzi. Gdy schodziliśmy coraz głębiej w odmienny stan świadomości, piliśmy piwo i rozmawialiśmy z ludźmi przy stołach wokół nas i spędziliśmy tam dobre 5 godzin, pijąc, śpiewając, rozmawiając i ciesząc się życiem. Po wyczerpaniu tego namiotu postanowiliśmy w końcu po raz ostatni wystąpić w Hofbrau, gdzie spotkałem młodego brata i siostrę ze środkowego zachodu, którzy przypadkowo pojawiają się później w naszej historii. Hofbrau było o wiele bardziej oswojone później w nocy, ponieważ nie walczyliśmy o miejsce do siedzenia, ale weszliśmy od razu i wypiliśmy mój ulubiony kufel. Piosenki i piwo nie ustawały, podobnie jak nasze zmęczenie i późnym wieczorem postanowiliśmy wrócić do hotelu, aby trochę odpocząć (myśleliśmy), przygotowując się do podróży pociągiem do Wiednia następnego dnia.
Jednak po przyjeździe do domu było dla mnie jasne, że z okazji naszej ostatniej nocy w Monachium musimy wyjść. Kyle był zbyt wyczerpany, by wyjść, i zdecydował się zostać w domu, zostawiając Jonaha i mnie, abyśmy wybrali się na ostatnią niemiecką hoo-rah. Kiedy byłem w Schottenhamel z Janem i jego rodziną, pomyślałem, że istnieje możliwość, że wyruszymy tej nocy, więc przygotowując się, zapytałem kilka młodych dam wokół nas, gdzie jest najlepsze miejsce na imprezę tej nocy w Monachium był, a konsensusem nr 1 był Neuram. Po niewielkich badaniach Jonah i ja wyruszyliśmy uberem i dotarliśmy do jednego z najwspanialszych klubów, w jakich kiedykolwiek byłem. Neuraum to trzy parkiety taneczne, jeden to hardcore techno (trochę za dużo jak dla mnie i nie do końca nasze tempo), drugi to klasyczne piosenki EDM, a trzeci był DJ grający gustowne remiksy klasycznych popowych i rapowych piosenek z lat 90. i 2000. DOKŁADNIE na co Jonah i ja byliśmy w nastroju. Tam tańczyliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy z miejscowymi, którzy w przeciwieństwie do sceny klubowej w USA byli mili, mili i gościnni. Aby udowodnić tę gościnność: w pewnym momencie Jonah odbył 15-minutową rozmowę z miejscowym Niemcem. Żadne z nich nie rozumiało ani jednego słowa, które mówili do siebie inni ze względu na ogromną barierę językową, ale jakimś cudem byli w stanie po pijaku cieszyć się przyjazną pogawędką. Po tańcach i piciu do syta, wróciliśmy do domu, podekscytowani drugim rozdziałem naszej przygody: Wiedniem. i gościnny. Aby udowodnić tę gościnność: w pewnym momencie Jonah odbył 15-minutową rozmowę z miejscowym Niemcem. Żadne z nich nie rozumiało ani jednego słowa, które mówili do siebie inni ze względu na ogromną barierę językową, ale jakimś cudem byli w stanie po pijaku cieszyć się przyjazną pogawędką. Po tańcach i piciu do syta, wróciliśmy do domu, podekscytowani drugim rozdziałem naszej przygody: Wiedniem. i gościnny. Aby udowodnić tę gościnność: w pewnym momencie Jonah odbył 15-minutową rozmowę z miejscowym Niemcem. Żadne z nich nie rozumiało ani jednego słowa, które mówili do siebie inni ze względu na ogromną barierę językową, ale jakimś cudem byli w stanie po pijaku cieszyć się przyjazną pogawędką. Po tańcach i piciu do syta, wróciliśmy do domu, podekscytowani drugim rozdziałem naszej przygody: Wiedniem.

![Czym w ogóle jest lista połączona? [Część 1]](https://post.nghiatu.com/assets/images/m/max/724/1*Xokk6XOjWyIGCBujkJsCzQ.jpeg)



































