Ganeśa i ja

Dec 03 2022
Do pewnego stopnia
Skoro już kilka razy wspominałem tutaj o spotkaniu z Ganeśą, może powinienem przybliżyć wam tę historię. Pomyśl czego, do cholery, chcesz, ale tak właśnie się stało.

Skoro już kilka razy wspominałem tutaj o spotkaniu z Ganeśą, może powinienem przybliżyć wam tę historię. Pomyśl czego, do cholery, chcesz, ale tak właśnie się stało.

Prolog

Wiele lat temu wraz z kolegą z Indii (czyli naukowcem), moim wówczas jeszcze doktorantem, spacerowaliśmy po mieście, w którym odbywała się seria seminariów. Było już po kolacji i cieszyliśmy się względnym wieczornym chłodem w powietrzu po całym dniu siedzenia (lub wygłaszania wykładów) w salach wykładowych. Weszliśmy do ogrodu botanicznego, żeby się rozejrzeć. Był zamknięty na cały dzień, ale zawsze otwarty dla publiczności, chociaż nie było w nim personelu. Nasza trójka dyskutowała o religii hinduskiej, a szczególnie lubiliśmy Ganeśę (z oczywistych powodów [naukowcy, poeci, filozofowie, pisarze, muzycy, w sumie samozwańczy intelektualiści i co jeszcze, że Ganeśa {jak również Nawiasem mówiąc, Wotan dba o]?). Spojrzeliśmy na mapę ogrodu. — zdziwił się Indianin. "Hej! Mają tu marihuanę. (Niespodzianka! Jak oni się odważą?) Dyskutowaliśmy również, prawda, o powiązaniach Ganesha z konopiami indyjskimi (prawdopodobnie nie ma to związku, ale istnieje nawet rodzaj marihuany noszący jego imię). Prawie podskakiwał w górę i w dół. „Wezwijmy go. Znam obrządek, ale wymaga on od nas zadymienia w środku. Wszyscy zgodziliśmy się, że byłoby fajnie.

Wyjaśnił rytuał i miał on tyle samo sensu, co rytuały. Używanie marihuany: Po kilku przygotowaniach i zmieszaniu jej z innymi rzeczami oraz podpaleniu w skomplikowany sposób, każdy z nas powinien wdychać mały „łyk” oparów (powodem, jak pamiętam, było stworzenie lokalnej społeczności) , a następnie kontynuując rytuał, pozostaw resztę stosu płonącego na ziemi jako ofiarę dla Ganeśy w nadziei, że zechce przyjść i dołączyć do społeczności.

Podążaliśmy za mapą, aby wybrać dla nas kilka rytuałów (nowe słowo, pamiętaj: po raz pierwszy zobaczyłeś je tutaj). Kiedy znaleźliśmy lokalizację, jakiś szumowina już zabrał wszystko . Cóż, jak można się domyślić, byliśmy bardzo rozczarowani. Nie dla samej marihuany , ale dla straconej szansy na próbę wezwania Ganeśy.

Wiele lat później

Kiedy jestem niespokojny (tj. zawsze), mogę rozkoszować się długimi spacerami na łonie natury. Długie; w zależności od nastroju i pogody od kilku godzin do jednego lub dwóch dni (czas leci). Mieszkam na obrzeżach mojego miasta, a wokół są rozległe obszary mniej lub bardziej dzikiej przyrody.

Tym razem długa, kilkugodzinna.

Szedłem nieznaną drogą (dzicz obfituje w nieznane kierunki), znalazłem ścieżkę, której nigdy wcześniej nie używałem i podążyłem nią, no cóż, dokądkolwiek mogła prowadzić. Obejmował ciężki spacer po stromym wzgórzu. Po drugiej stronie wzgórza rozciągała się piękna dolina z małym jeziorkiem pośrodku. Ścieżka, którą widziałem z góry, wiodła dość prosto, wiodła blisko jeziora, aw oddali wspinała się na kolejne wzgórze – raczej łańcuch wzgórz otaczający dolinę – i tam, gdzie była blisko jeziora, rozgałęziała się, pod kątem prostym po mojej prawej stronie biegła inna ścieżka, również dość prosta, i wspinała się na łańcuch wzgórz w oddali. To wszystko było tak bardzo piękne do zobaczenia! Zszedłem do rozgałęzienia nad jeziorem. W pobliżu ⊢ między „moją” ścieżką a tą idącą w prawo znajdował się niezbyt wygodny duży kamień/kamień/jakkolwiek to nazwiesz prawo). Potrzebowałem krótkiego odpoczynku i chciałem wygrzać się w uroczystej ciszy doliny i jej rozproszonych drzew; w tym sensie przypominał bardziej ogród niż naturalną scenerię – drzewa mają tendencję do rozrastania się i tworzenia lasów, ale te leniwie tam stały, niemal tak samo akcentując charakter doliny i podkreślając różną wielkość odległości między nimi. Skała, jak już wspomniano, nie była wygodna, w rzeczywistości siedzenie na niej bolało, ale jedyną alternatywą byłoby siedzenie na ziemi. Potrzebowałem krótkiego odpoczynku i chciałem wygrzać się w uroczystej ciszy doliny i jej rozproszonych drzew; w tym sensie przypominał bardziej ogród niż naturalną scenerię – drzewa mają tendencję do rozrastania się i tworzenia lasów, ale te leniwie tam stały, niemal tak samo akcentując charakter doliny i podkreślając różną wielkość odległości między nimi. Skała, jak już wspomniano, nie była wygodna, w rzeczywistości siedzenie na niej bolało, ale jedyną alternatywą byłoby siedzenie na ziemi. Potrzebowałem krótkiego odpoczynku i chciałem wygrzać się w uroczystej ciszy doliny i jej rozproszonych drzew; w tym sensie przypominał bardziej ogród niż naturalną scenerię – drzewa mają tendencję do rozrastania się i tworzenia lasów, ale te leniwie tam stały, niemal tak samo akcentując charakter doliny i podkreślając różną wielkość odległości między nimi. Skała, jak już wspomniano, nie była wygodna, w rzeczywistości siedzenie na niej bolało, ale jedyną alternatywą byłoby siedzenie na ziemi. niemal tak samo akcentując charakter doliny i podkreślając różne rozmiary odległości między nimi. Skała, jak już wspomniano, nie była wygodna, w rzeczywistości siedzenie na niej bolało, ale jedyną alternatywą byłoby siedzenie na ziemi. niemal tak samo akcentując charakter doliny i podkreślając różne rozmiary odległości między nimi. Skała, jak już wspomniano, nie była wygodna, w rzeczywistości siedzenie na niej bolało, ale jedyną alternatywą byłoby siedzenie na ziemi.

Jak relaksujące. Gdyby kamień nie ranił mnie w pośladki i gdyby nie było trochę trudno utrzymać równowagę, równie dobrze mógłbym zasnąć. Rozglądałem się dookoła, to było cudowne miejsce i chciałem je objąć, zanim będę kontynuował bezcelową wędrówkę.

Zauważyłem rosnącą chmurę, jakby pyłu, gdzieś na wzgórzach w miejscu, które wcześniej nazwałem swoją prawą stroną. Chmura zdawała się rosnąć i zbliżać w dość szybkim tempie.

Chmura najwyraźniej składała się z piasku/żwiru, który został wzniesiony przez kogoś lub coś poruszającego się z dużą prędkością. Spojrzałem na to, wirując wątpliwości. Co mogło się tak poruszyć i tak szaleńczo wzburzyć ścieżkę?

Miał humanoidalny kształt, ale, cholera, jego prędkość mogłaby rzucić wyzwanie BMW. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, obserwacja za obserwacją. Kształt faktycznie chodził. Podwójnie! Myślałem, że śnię, ale niegrzeczny kamień, na którym siedziałem, powiedział mi, że nie śpię. Rozpoznałem kształt Ganesha. Halucynacja? Nie. Z kilku powodów nie będę was zanudzać. To musiało być, nigdy nie widziałem niczego/-ciała o takiej sylwetce oprócz niego. Patrzył przed siebie i „chodził” jakby w wielkim pośpiechu.

Wątpliwości nieco zniknęły, gdy z odległości 1-2 m spojrzał na mnie i wbrew wszelkim fizycznym prawom ruchu zatrzymał się tuż przede mną. Gdyby to był komiks lub film animowany, brzmiałby „SCREEECH”! Odwrócił się do mnie ze zdziwieniem wypisanym na twarzy. On mówił. "Co? Nigdy nie spodziewałem się, że cię spotkam – tutaj ! Oba ostatnie słowa z silnym naciskiem i małą przerwą pomiędzy nimi. Piasek, który poruszył, dusił mnie i ranił oczy. Potem, z przyspieszeniem, które wybiłoby mu oczy, gdyby był istotą czysto fizyczną, przyspieszył, skręcił w prawo na skrzyżowaniu i zniknął za wzgórzami w chmurze piasku. Wszystko skończyło się po 30 s.

Kaszląc i przecierając oczy, wstałem i zwróciłem się w stronę, skąd przyszedł. Szedłem powoli, starając się znaleźć drogę powrotną do domu. Zdezorientowany. Myślący. Czy to się stało? Ale spojrzałem w dół. Psychoza nie zostawia śladów na ścieżce. Były świeże ślady kogoś lub czegoś z szybko poruszającymi się nogami.

Epilog

jestem naukowcem. Nie lubię tego, co niewytłumaczalne, dopóki nie będę w stanie tego w końcu wyjaśnić. Nie lubię szybkich rozwiązań wziętych z powietrza. Myślałem o wszystkim, co mogłoby dać temu ziemskie wyjaśnienie. nie mogłem. Nie będę podawał żadnych szczegółów ani argumentów, bo albo tę historię można przełknąć, albo nie, a już (z pewną dozą pewności) się zdecydowało. Nic, co mogę powiedzieć, nie przekona cię do niczego poza tym, co myślisz w tej chwili. I? Musiałem połknąć tabletkę. Jedynym wyjaśnieniem, jakie mogę znaleźć, nawet po latach, które minęły, jest:

Właściwie poznałem Ganeśę, a dokładniej, on spotkał mnie. I cholera mnie znał!