Narodził się mój Syn

Dec 22 2022
[Napisałem to trzynaście lat temu… a teraz, w pierwsze nastoletnie urodziny Sama, znów o tym pomyślałem. Cieszyć się.

[Napisałem to trzynaście lat temu… a teraz, w pierwsze nastoletnie urodziny Sama, znów o tym pomyślałem. Cieszyć się.]

Urodził się mój syn.

Siedem dni temu, po trzech miesiącach leczenia bezpłodności, dziewięciu miesiącach ciąży, sześciu godzinach porodu i całym życiu czekania, o którym nawet nie wiedzieliśmy, przyszedł na świat mój synek. Leżący na piersi mamy na oddziale porodowym jest lekko żółty, lekko niebieski i bardzo różowy. Nosi płaszcz z werniksu, krwi i kałuży. Jego głowa jest zgnieciona i wydłużona, a jedno oko robaka zaklejone. Jest ssakiem, drapie się po piersi i uderza głową w sutek, próbując zdobyć. Ma mocną szyję. On sika. On jest chłopcem.

Przecinam pępowinę i ciężar odpowiedzialności wyraźnie się przesuwa. W ciągu sekundy staliśmy się dorośli. Wycieram oczy, żeby właściwie przyjąć moją nową rolę, ale one wciąż ciekną i wydaję z siebie ogromny, urywany szloch. Moje łzy witają i opłakują. Moje stare życie się skończyło. Dobranoc.

Przez następne pięć dni jesteśmy zamknięci w kokonie w szpitalu. Miłe i kompetentne pielęgniarki są na wyciągnięcie ręki. Przypisujemy mu cechy osobowości. Jest bezczelny, ma silną wolę, jest uparty. Ale nie wiemy, mamy tylko nadzieję. Mamy nadzieję, że jeszcze będzie oddychał, kiedy wrócimy z łazienki. Mamy nadzieję, że nigdy nie zaśniemy, jeśli nie usłyszymy jego płaczu. Mamy nadzieję, że wyniki jego testów są pozytywne lub negatywne, czy cokolwiek innego. Rewidujemy nasze stanowisko w sprawie ateizmu i modlimy się jak szaleni. Bóg jest dobry.

Jedzenie i sranie zdarzają się regularnie, co jest błogosławieństwem. Sen przychodzi do naszego chłopca sporadycznie, a jego widoczny dyskomfort nas boli i przepraszamy go za naszą nieadekwatność. Szereg gości na szpitalnej sali oferuje masaże dla mamy (mamy!), porady dotyczące karmienia piersią, filiżanki herbaty, kwiaty, termometry, badania ginekologiczne, badania krwi, kąpiele, terminy przyszłych wizyt, skrawki papieru i rozmowy. Pielęgniarki mają rację, kiedy pytamy „czy to normalne?” piętnaście razy dziennie.

On jest bardzo mały.

Muszę wyjść ze szpitala i za każdym razem świat wygląda inaczej. Pewnego dnia kupujący w mieście są dowodem cudu życia, każda osoba była kiedyś maleńka, każda urodziła się nienaganna i doskonała. Wyczuwam ich wrodzoną dobroć. Kupuję synowi (mój synu!) kamizelkę z traktorem (to chłopiec) i promienieję, gdy dziewczyna w sklepie mi gratuluje.

Następnego dnia, gdy mało śpimy, wszyscy stanowią zagrożenie ze swoimi dużymi stopami, grymasem i porywczym temperamentem. Jak oni mogą się do siebie grymasić? Czy oni nie wiedzą, że mam chłopca? Czy oni nie wiedzą, że nic innego nie jest ważne? Wycofuję się w bezpieczne miejsce na oddział położniczy i przytulam go, gdy wije się i pierdzi. Obiecuję mu, że zawsze będę go chronić, a potem spędzam dwie godziny zastanawiając się, jak sobie z tym poradzę.

W dniu ślubu myślałem, że nigdy nie zobaczę piękniejszej żony. Teraz, krzątając się ciężko po sali szpitalnej, z nieumytymi włosami, cieniami pod oczami, obwisłym brzuchem i nabrzmiałymi piersiami, w cienkim jak papier szlafroku, majteczkach z siateczki i za dużej wkładce chłonnej między nogami, zdaję sobie sprawę, że było źle. To właśnie dzisiaj nigdy nie była piękniejsza. Nie jest już ładną śródziemnomorską dziewczyną z baru, nie jest już zwieńczeniem pięciu lat zalotów i siedmiu miesięcy zaręczyn, nie jest już tylko moją żoną. Jest błogosławiona między niewiastami. Jest matką mojego dziecka.

Droga ze szpitala do domu trwa trzy lata. Każdy wybój na drodze to pułapka, każdy krawężnik to klif, a co drugi samochód to broń. Mój chłopak będzie lepszym kierowcą niż ja, będzie lepszym muzykiem, lepszym sportowcem. Będzie kochał chętniej i przebaczał ostrożniej. Będzie wiedział, kiedy walczyć, a kiedy zapomnieć. Będzie kochany zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Ale najpierw musimy zabrać go do domu.

Pierwsza noc jest trudna. W sypialni jest za gorąco lub za zimno. Płacze, a my się martwimy. Śpi, a my wtykamy mu palce w uszy, żeby uzyskać reakcję. nie śpimy. Praca wydaje się być na całe życie. Będę dostawcą, ale na razie jestem obrońcą. Praca może poczekać. jestem z synem.

Minęło już kilka dni. Wszystko wraca do normy i już nigdy nie będzie takie samo. Naszą rolą jest teraz kochać, kochać jak szalona i utrzymywać naszego chłopca przy życiu, dopóki nie będzie już nas potrzebował. A potem, jeśli Bóg pozwoli, opuścimy tę ziemię na długo przed nim.