Problem z demokracją
I dlaczego nadszedł czas, aby ponownie przyjrzeć się przesłankom zarządzania politycznego (i organizacyjnego).
To ciekawe, że często mówimy o demokracji jako o „ideale etycznym”. Wydaje się, że przyjęliśmy jako absolutną prawdę, że demokracja jest czymś, do czego zawsze musimy dążyć – „ niedemokratyczny ” stał się synonimem nielegalnego – i często uważamy za stosowne ganić innych, którzy nie działają „demokratycznie”. Niestety, komentatorzy najczęściej uciekają się do czarno-białej dychotomii „demokratyczni kontra niedemokratyczni” – a głębia naszego pobudliwego postmodernistycznego dyskursu politycznego składa się głównie z powierzchownego populizmu i sprzeczek o wiek głosowania i zmiany okręgów wyborczych.
Niestety, przez jakiś czas było to wysoce odpowiednie. Kiedy demokracja została po raz pierwszy „wynaleziona”, intencją było wypędzenie niekompetentnych i samolubnych arystokratów lub królów i osiągnięcie powszechnego prawa do uczestnictwa obywatelskiego. Bez wątpienia dobry pomysł! Jednak, jak zawsze, gdy dyskurs staje się hegemonem, nadszedł czas, aby zrobić krok wstecz i zapytać, jakie inne „prawdy” są wypierane i dlaczego…
Będę argumentował, że dzisiejsza „demokracja” jest nie tylko bardzo kruchym systemem, ale w swojej obecnej formie często nieuzasadniona — ponieważ jej przesłanki etyczne i ideały są niespełnione. W większości „zachodnich demokracji” znajdujemy się w, jak sugerował Arystoteles, „wadliwej” formie ustroju, w której „zasadami” są interesy specjalne i ten, kto „krzyczy najgłośniej”. Grozi nam poważne niebezpieczeństwo zastąpienia niekompetentnych i samolubnych władców równie niekompetentną i samolubną publicznością – niezdolną i niechętną do powstrzymania ekscesów tych, którzy posiadają władzę instytucjonalną lub finansową.
Nawiasem mówiąc, to jest problem. Etyczna legitymacja demokracji opiera się nie tylko na równości, ale także na zdolności podmiotu politycznego do zapewniania sprawiedliwości każdej jednostce i wspólnego dążenia do dobra wspólnego. Innymi słowy, liczy się nie tylko idea sprawiedliwości dystrybucyjnej , która zawsze musi być stosowana w trosce o najsłabszych członków społeczeństwa, ale także taka, która opiera się na zasługach i wkładzie .
Aby być skutecznym, dobre społeczeństwo wymaga określonego sposobu ustroju i określonych zdolności decydentów. Jak sugeruje Arystoteles, to, ile osób powinno uczestniczyć w rządzeniu jakimkolwiek państwem, będzie zależeć od dostępności mądrych i kompetentnych obywateli — a także od zbiorowej potrzeby zdecentralizowanego podejmowania decyzji (w odpowiedzi na złożoność). Oczywiście istnieje wyższość form rządzenia, które angażują więcej obywateli, ponieważ umożliwią pomyślne uczestnictwo w społeczeństwie publicznym jako część dobrego życia — ale nie bez kompetencji i dojrzałości moralnej.
Podczas gdy dzisiejsi libertarianie mogą uznać za przekonujące argumentowanie za „skrajną” demokracją jako rządami wszystkich „w drodze konsensusu”, opartymi na „prawie jednostki do wyboru”; hayekowska epistemologia wszechwiedzącego rynku; lub rzekomej „mądrości tłumu” — pierwsza po prostu nie spełnia wymaganych wymogów etycznych dobrego społeczeństwa, druga jest nieinteligentna, a trzecia nie ma zastosowania do kwestii wartości i złożoności. Rząd narodu to poważna sprawa, a nie sklep samoobsługowy dla postmodernistycznej egoistycznej bigoterii.
Nawiasem mówiąc, to samo dotyczy kwestii rządzenia w nowoczesnych organizacjach — biorę udział w wielu dyskusjach, w których ludzie opowiadają się za większą „demokracją przemysłową”, bez żadnego zrozumienia warunków wstępnych lub dorozumianych wymagań dotyczących wkładu ze strony obywateli organizacji, a nawet troskę o cele lub jakość dobrego rządzenia.
Dopóki nie chcemy tego przyznać, nie powinniśmy się dziwić, że panuje miernota — w postaci głupiego populizmu, niekompetentnych polityków i niekontrolowanych grup interesów — ale powinniśmy być bardzo zaniepokojeni, że prędzej czy później totalitaryzm „ zbawiciel”, który obiecuje, że „to naprawi”. Musimy zrozumieć, że demokracja nie jest „ideałem” per se – ideałem etycznym jest „dobre i sprawiedliwe społeczeństwo”. Demokracja może umożliwić taki system, ale wymaga to ciężkiej pracy. Wymaga inwestycji w (moralną) edukację, aby obywatele byli odpowiedzialni i wykwalifikowani. Potrzebuje przejrzystości, wymiany informacji oraz aktywnego dyskursu i dialektyki w społeczeństwie, aby umożliwić właściwy osąd. I oczywiście zależy zarówno od urzędników, jak i elektoratu, aby byli wysoce kompetentni i mieli doskonały charakter. Jak kiedyś zasugerował JFK: „Ignorancja jednego wyborcy w demokracji zagraża bezpieczeństwu wszystkich”. Po prostu nie ma dobrego społeczeństwa bez dobrych obywateli.
Oznacza to również zaakceptowanie faktu, że nie każdy, kto ma opinię, ma również prawo do współdecydowania. A tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał się zakrztusić ;-) — ani faszyzm, ani totalitaryzm (z taksonomią tutaj pomoże słownik) wymagać od obywateli i polityków kwalifikacji i rozsądku — to czysty zdrowy rozsądek.
# przywództwo #transformacja #dobreorganizacje #liderzy #wef #csr #etyka
PS: Ta krótka refleksja była postem na linkedin, ale została „ocenzurowana” przez Linkedin — obawiam się, że LinkedIn nadal zawiera posty i artykuły związane z demokracją (zobacz ich adaptacje wobec Chin)

![Czym w ogóle jest lista połączona? [Część 1]](https://post.nghiatu.com/assets/images/m/max/724/1*Xokk6XOjWyIGCBujkJsCzQ.jpeg)



































