Shawarma na Geaux
Po inwazji Iraku na Kuwejt w sierpniu 1990 r. wojna w Zatoce Perskiej przyniosła prawie 3 miliony uchodźców — wśród nich Abbasa Alshereesa i jego rodzinę. Po spędzeniu czasu w Arabii Saudyjskiej rodzina Alsherees osiedliła się w Nowym Orleanie.
Prawie 30 lat po tym, jak miasto stało się jego domem, Abbas jest teraz właścicielem i operatorem stacji benzynowej Jetgo na Magazine Street oraz przylegającej do niej „Shawarma on the Go” wraz z żoną Shannon. Tam znajdziesz je w otwartej kuchni, między ladą przygotowawczą zaopatrzoną w świeże warzywa a ścianą pionowych rożnów obracających aromatyczne stosy mięsa.
„Zacząłem w branży spożywczej ponad 20 lat temu” – powiedział Abbas, odnosząc się do restauracji, którą prowadził przez pewien czas ze swoim bratem. „Ale potem odszedłem i zająłem się stacją benzynową. Po 20 latach, czwórce dzieci, studiach i szkole prywatnej potrzebowałem dodatkowego dochodu”.
Wtedy Abbas postanowił wrócić do jedzenia. Kiedy otwierał „Shawarma on the Go” w 2016 roku, nie wiedział, czego się spodziewać.
„Ale zadziałało. Przy wsparciu społeczności udało się. Nasze jedzenie jest codziennie przygotowywane na świeżo, a czasem nawet je kończymy i zamykamy wcześniej”.
Kiedy spróbujesz jego jedzenia, łatwo założyć, że Abbas przez całe życie pasjonował się gotowaniem. Ale znalezienie tej drogi wymagało czasu i ciężkiej pracy.
„Byliśmy bardzo rozpieszczani; Mama i tata zadbali o wszystko. Ale nauczyliśmy się też jednego. Pamiętam, że pierwszego dnia, kiedy przyjechałem do Stanów Zjednoczonych, mój tata powiedział: „Dobrze, teraz ciężko pracujemy, a potem damy radę”. A przez kilka następnych dni pracuję. Najpierw pracowałem na budowie, wszystko, żeby pomóc, bez proszenia nikogo”.
Lekcje, których nauczył się od swojego taty, pozostały w nim, nawet gdy porzucił budowę, aby pracować na stacji benzynowej. Jego ciężka praca opłaciła się, gdy kupił Jetgo przy 3716 Magazine St.
„Najpierw nauczyłem się biznesu, wewnątrz i na zewnątrz. A potem czekaliśmy na okazję. Nawet trochę zaniedbane miejsce, z energią, będziesz w stanie sprawić, by działało – tak właśnie zrobiłem z tym miejscem”.
W ciągu ostatnich sześciu lat zdobył bazę lojalnych klientów, a jego bogate menu było prezentowane w artykułach w Thrillist i GQ.
„Mamy arabski, mamy amerykański, mamy grecki. Trzy różne rzeczy w równowadze, więc każdy może tu zjeść. Od pracownika do lekarza, każdy może przyjść i cieszyć się. To rozsądna cena i jesteśmy hojni w naszym jedzeniu. Tylko dlatego, że nie mam czynszu, mogę ci przekazać trochę więcej… dodatkowego cukru” – śmieje się Abbas. „Gwarantuję, że jeśli tu zjesz, nie będziesz musiał szukać kolejnej przekąski”.
Abbas jest obecnie dobrze zadomowiony w Nowym Orleanie, ale wciąż pamięta niektóre zmagania związane z przeprowadzką do nowego miejsca.
„Dla każdego, gdziekolwiek, idziesz w inne miejsce, jest szok… kultura, ludzie. Wiele rzeczy różni się od mojego domu. Po prostu potrzeba czasu, aby się do tego przyzwyczaić, przyzwyczaić się do tego. Czasami nie masz wyboru, musisz po prostu to zrobić. Nie wiesz, co robić, co powiedzieć, co — w mojej kulturze — jest czasami uprzejmą rzeczą do zrobienia, a tutaj nie. Ale myślę, że z czasem go złamiesz, nauczysz się i wszystko będzie dobrze.
Szok kulturowy jest często gorszy, gdy tęsknisz za domem i chociaż Abbas już dawno przyzwyczaił się do tamtejszej kultury, Irak zawsze będzie dla niego miejscem szczególnym.
„Dom to dom, to znaczy nie ma nic do zastąpienia domu. Nie mogę powiedzieć, że mi tego nie brakuje; Tęsknię za tym. Nadal mam tam rodzinę, pojechaliśmy tam i zabraliśmy mojego najstarszego syna, a on to uwielbiał. Tutaj też jest większa odpowiedzialność, z dziećmi i rodziną, co sprawia, że jest to trochę trudniejsze. Później zaczynasz mieć „dom”, ale to wymaga czasu. To jest piękne miejsce tutaj; Mogę założyć rodzinę i myślę, że to dobrze”.
Najstarszy syn Abbasa również pracował razem z ojcem w restauracji, ale niedawno ukończył studia i opuścił dom, aby kontynuować karierę.
„Mój syn właśnie skończył studia jako inżynier mechanik, a następnie znalazł pracę w Kalifornii. I powiedziałem mu, żeby poszedł. Mamy czwórkę dzieci i staramy się inwestować w edukację. I uczymy ich tego, czego ja się nauczyłem, a mianowicie: dwa zawody są lepsze niż jeden. Chodził do szkoły, dodatkowo nauczył się gotować, jest szefem kuchni. Więc jeśli coś się stanie, jest dobry.
Dla Abbasa jedzenie to coś więcej niż tylko sposób na utrzymanie rodziny lub nauczenie jej zawodu. Pomaga mu również pozostać w kontakcie z domem i pozwala mu dzielić się swoją kulturą z dziećmi.
„Tutaj mam swoje jedzenie, czyli irackie jedzenie, takie jak iracki lula kebab. A moja żona gotuje całe moje jedzenie w domu. Nauczyła się gotować wszystko. I nie mówię, że nie jem amerykanów, ale moje dzieci jedzą arabskie jedzenie bardziej niż amerykańskie, chcą tego. To trochę inna, inna przyprawa”.
Chociaż Nowy Orlean i Irak mogą się różnić, oba mają niepowtarzalny smak, a Abbas znalazł wiele rzeczy, które pokochał w tym mieście.
„Jest pięknie, zupełnie jak w domu, z wyjątkiem wilgoci, mamy tam suche ciepło. Ale tutaj są piękni ludzie. Nie możesz powielić tego obszaru nigdzie indziej. To mój sukces z restauracją. Mówią mi, żebym otworzył kolejny, tak, mogę, ale nie zamierzam znaleźć tych ludzi. Nie zamknąłem kuchni, nie bez powodu zostawiłem ją otwartą. Możesz zobaczyć nas, to, co robimy, i możesz teraz zaangażować się w rozmowę, tak jak ona”. Abbas wskazuje na swoją żonę, Shannon, która rozmawia z klientem, pakując opakowanie świeżej shawarmy z kurczaka. „Mogą po prostu mówić. Czujemy się z nimi dobrze, a oni z nami. Dzielimy się, a oni dzielą się z nami. My narzekamy, a oni narzekają. To część nas, to mała rodzina”.
A w tej rodzinie przy stole jest miejsce dla wszystkich. W mieście znanym z kuchni Abbas rozumie, jak ważna jest współpraca, a nie rywalizacja.
„Mamy tu dużo wspaniałego jedzenia. Nazwij to, mamy tu Lilette, a Lebanon's Cafe to najlepsze miejsce, do którego kiedykolwiek pójdziesz na Carrollton Street. Właścicielem jest mój młodszy brat, który również używa najlepszych produktów. Nie czuję konkurencji i chcę, żeby wszystkim dobrze się żyło. Jeśli zdecydujesz się zjeść obok, nie ma za co. Cieszyć się.
„Jestem myśliwym, biorę to, czego potrzebuję, a resztę zostawiam ludziom do przeżycia. W tym życiu, jeśli nauczysz się jednej rzeczy: bierz to, czego potrzebujesz, nie bądź chciwy. Jeśli wezmę wszystko, nic nie zostanie dla ciebie ani dla moich dzieci w przyszłości. Ale jeśli wezmę tylko tę część, wszystko jest w porządku i nie muszę polować na kolejne zwierzę. Przynajmniej jest jeszcze jedna okazja, aby inna osoba otworzyła mały lokal. To jest moje myślenie. Nie wiem, czy się mylę, czy mam rację, ale jestem z tego zadowolony”.

![Czym w ogóle jest lista połączona? [Część 1]](https://post.nghiatu.com/assets/images/m/max/724/1*Xokk6XOjWyIGCBujkJsCzQ.jpeg)



































