Wyć do księżyca
Pozwól, że opowiem ci historię.
O dziewczynie, która wyła do księżyca.
Urodziła się dzika. Jako dziecko głęboko w swoich zwierzęcych kościach wiedziała, że jest dzika, z natury, a nie osobno. W szkole wyła, w domu wyła, w nocy wyła, mocno wierzyła w swoje prawo do wycia. Nie czytała pokoju, nie wykrzywiała się, nie szarpała ani nie zawstydzała swojego małego, miękkiego ciała do posłuszeństwa, po prostu wyła w otchłań, miejsce, z którym była wtedy ściśle związana, to samo miejsce, z którego przybyła, i w młodym wieku jakoś to zrozumiała, zrozumiała, że między nią a nieskończonością jest niewidzialny most, między nią a księżycem, że są jednym i tym samym.
Ku wielkiemu rozczarowaniu rodziców, odpowiedziała z całą powagą świata: „Kiedy dorosnę, zostanę wilkiem”, gdy zadano jej niesławne pytanie, co będziesz robić, maleńka, kiedy się zestarzejesz, uspołecznisz i indoktrynowani na nasz sposób? Co przyniesie Ci przyszłość? Czy wszystko będzie w porządku?
Często myślę o tej małej wilczycy. Ona wciąż jest ze mną, a ty, zawsze, wyjąc z głębi mnie, wołając o coś więcej, coś wolnego, coś dzikiego. Jest potężna, żywa, mistyczka; musi tylko posłuchać jej wezwania do dzikości, do natury, do księżyca, jej łagodnego, życzliwego władcy. Nie waha się; porusza się z niezachwianą, pewną siebie pewnością siebie instynktownej istoty, którą jest. Ufając swojemu ciału, gdy doznania wznoszą się z jej niewidzialnych, niezgłębionych głębin, a ona bezmyślnie, odruchowo działa z tego miejsca, uczciwie, pełnią i z najwyższą wiarą.
Rodzimy się na tym świecie z intuicją, głęboką wiedzą,
Naszym zadaniem jest pamiętanie, odzyskiwanie, powrót do
Nasze prawo do bycia, nasze prawo do czucia się bez skruchy takimi jakimi jesteśmy,
Miękkie, zwierzęce istoty, połączone ze źródłem,
Wyjąc przy pełni księżyca,
Nasza przynależność, nieodłączna, nasze działania, święte,
Nasze istnienie,
Jedna część,
Nieskończony, niezmienny, wieczny,
Cały.
Carl Jung w swoim dzienniku, pamiętniku, autobiografii, Memories, Dreams, Reflections (1963), zastanawia się nad dwiema osobowościami, które obserwuje w sobie, duetem, który twórczo nazywa №1 i №2.
№1 to jego ekstrawertyk, skupiony na zewnątrz w kierunku świata żywych, rozkoszujący się światłem dziennym; jest posłusznym synem, skromnym chrześcijaninem, aspirującym, intelektualnym psychiatrą, obrazem, personą, inaczej znaną jako Ego. A potem jest №2, który budzi się, żywo, żywo, w nocy. Numer 2 jest skupiony do wewnątrz, a potem trochę, wychodząc poza granice ego i indywidualnego doświadczenia do tego, co Jung później słynnie określił jako „zbiorową nieświadomość”. Jung jest świadkiem tej nocnej jaźni, nr 2, również w swojej matce, zwykle pobożnej, zakochanej żonie, która nagle stała się nie z tego świata, prawie niebezpieczna, ale niezwykle potężna, granicząca z „wiecznością”. Porównał numer 2 do „starego człowieka” w sobie, którego doświadczenie i mądrość rozciągały się poza to, co mógł zrozumieć w swoim bezpośrednim, budzącym się życiu, ucieleśniając wspólną, nieograniczoną, pamięć przodków obejmująca eony i eony. Jung pisze o numerze 2:
„Doświadczyłem go i jego wpływu w dziwnie bezrefleksyjny sposób; kiedy był obecny, osobowość nr 1 zbladła do punktu nieistnienia, a kiedy ego, które stawało się coraz bardziej identyczne z osobowością nr 1, dominowało na scenie, starzec, jeśli w ogóle go pamiętano, wydawał się odległym i nierealnym snem”.
№2, kontynuuje Jung, należy do sfery samej w sobie, osobowości „nie mającej żadnego określonego charakteru – narodziny, życie, śmierć, wszystko w jednym, totalna wizja życia”. On kontynuuje:
„Decydującym pytaniem dla człowieka jest: czy jest on związany z czymś nieskończonym, czy nie? To jest wymowne pytanie jego życia. Tylko wtedy, gdy wiemy, że tym, co naprawdę się liczy, jest nieskończoność, możemy uniknąć skupienia się na daremności i na wszelkiego rodzaju celach, które nie mają rzeczywistego znaczenia. Żądamy więc, aby świat obdarzył nas uznaniem za cechy, które uważamy za dobro osobiste: za talent lub za piękno. Im bardziej człowiek kładzie nacisk na fałszywe posiadanie i im mniej ma wrażliwości na to, co istotne, tym mniej satysfakcjonujące jest jego życie. Czuje się ograniczony, ponieważ ma ograniczone cele, a rezultatem jest zawiść i zazdrość. Jeśli zrozumiemy i poczujemy, że już tutaj, w tym życiu, mamy połączenie z nieskończonością, zmieniają się pragnienia i postawy”.
Zawsze tańczymy między dwoma światami,
Nr 1 i Nr 2, Ego i Duch,
Jeden widział, drugi czuł,
Jeden z formy, drugi z bezkształtu,
Jedno ciało stałe, drugie lśniące płynne srebro i złoto,
Wilkołak i jej księżyc.
Jedna zanurzona, dudniąca tuż pod powierzchnią, wodnista, płynna kraina pozbawiona liniowości lub rozróżnienia, ale pełna surowej, niezmienionej esencji, stopionej lawy prosto z ognistego rdzenia. To podobny do cienia świat mrocznych snów i tajemniczych symboli, które chwytają moją duszę, a potem równie szybko ją uwalniają, nocna wizja zanika, zsuwając się z powrotem do głębin, z których pochodziła, gdy mój alarm wyje, obudź się budzę się budzę się i chwytam swój dziennik i pióro i męczę swój zamglony umysł w poszukiwaniu jakiegoś języka, jakiegoś pojemnika, kilku słów, jedynych nośników jakie mamy dla świadomego zrozumienia, by uchwycić to co właśnie wydarzyło się za zamkniętymi powiekami, przetłumaczyć to, zalchemizować to zahacz, jak śliska, wijąca się, srebrna ryba wyrywa się z głębin głębokiego morza…
Czasami jestem w stanie zatoczyć się we śnie, ale często rozpływa się on w nicość i jestem przerażony, pewien, że coś głębokiego właśnie wydarzyło się gdzieś w rozległym i ekspansywnym eterze, wysyłając nieodwracalne i niszczycielskie fale uderzeniowe w całym świecie. atmosfera, kiedy leżę na wpół rozbudzony, mrugając głupio przez moją amnezję…
Szczerze mówiąc, przeraża mnie dzikość tego świata, widok z nr 2, jednak szukam go z lekkomyślną rezygnacją, pochłaniając książki o nieświadomości i świadomym śnieniu oraz psychologii głębi, wszystko po to, by zapewnić mi nieskrępowany dostęp i wracam do tego sekretnego, ukrytego miejsca, nawet jeśli moje odkrycia zagrażają podstawom, na których stoję, i zastanawiam się, czy moje poszukiwania są w pogoni za tym, co dobre, czy powinienem wiedzieć, czy... Jestem raczej gotów wiedzieć, czy ten taniec służy moim najwyższym ideałom, będąc żywo świadomym wyszukanych akrobacji, które wykonujemy codziennie, aby nie zasnąć w ciele fizycznym, zaangażowani w to, co zewnętrzne, nr 1, przestrzeń ego i we śnie do nr 2, duchowy, nieświadomość zbiorowa, dusza, bijące serce Boga…
Podczas gdy №2 ożywa nocą, fizyczny świat №2 jest jasno oświetlony, solidna przestrzeń formy. To sposób, w jaki wydają się rzeczy, to moje oczy, uszy i palce, to grawitacja ciągnąca mnie w dół, w dół, w dół ku ziemi. Jest tu i teraz, ma strukturę, jest trudna — dotyczy społeczeństwa i kultury, zbudowanych od podstaw za pomocą języka, zawsze języka, dzięki czemu wszystko ma sens, utrzymując stały środek, wokół którego wszystkie nasze przekonania układają się w doskonałe, spójne miejsce. Ten świat też mnie przeraża, ale z zupełnie innych powodów — nie zawsze jest tak, jak się wydaje. Tuż poniżej czają się cienie i wzywa syrena. Zdrowy rozsądek wydaje się coraz mniej rozsądny, numer 1, tak często odłączony i wyobcowany ze swojej uroczej, tajemniczej siostry, numer 2, postać, od której odwracamy się ze strachu i niepewności, nasz własny brak zrozumienia, projektowany na nią,
Dla Junga znalezienie równowagi między tymi dwoma światami, nr 1 i nr 2, jest kluczem do indywiduacji, kluczem do życia, naszego przeznaczenia, które opisuje następująco:
„Indywiduacja jest doświadczeniem prawa naturalnego, wewnętrznym samoregulującym się procesem, dzięki któremu człowiek staje się całą istotą ludzką, uznającą siebie i przeżywającą cały zakres siebie. W procesie tym ego ostatecznie staje w obliczu czegoś większego niż ono samo, siły, której się poddaje i której służy. W ten sposób człowiek rozpoznaje siebie zarówno jako materialnego, jak i duchowego, świadomego i nieświadomego. Indywidualizacja oznacza nie tylko, że człowiek stał się prawdziwie człowiekiem w odróżnieniu od zwierzęcia, ale także, że ma stać się częściowo boski. W praktyce oznacza to, że staje się dorosły, odpowiedzialny za swoje istnienie, wiedząc, że nie tylko zależy od Boga, ale także, że Bóg zależy od człowieka”.
Oboje są mną. I od ciebie.
Sposób, w jaki łączymy te światy, jest wszystkim.
Jak tańczymy ten taniec jest wszystkim.
Jak wyjemy do księżyca, to wszystko.
Być może nie jest zaskoczeniem, że ta niewinna, piękna dziewczyna-wilk we mnie została pokonana, najpierw diagnozą ADHD i późniejszymi lekami pobudzającymi w wieku 7 lat, próbą oswojenia, skupienia moich wysiłków i dzikich sposobów, a następnie przez zastraszanie, jakkolwiek lekkie i ukryta i pasywno-agresywna (najwyraźniej wybór bycia wilkiem podczas zabawy w dom nie jest mile widziany), a następnie, w wyniku walki o władzę, która trwała lata z moją matką, niegdyś potężną wilczycą-mamą, która została zamknięta w domu, patriarchat, domostwo, oczekiwania dobrej gospodyni podważające jej ogromną moc, do wewnątrz, bo nie miała dokąd pójść, tylko tam, popychając jej ciężarny brzuch, aż implodował i to jej nieprzeżyte życie, inżyniera biomedycznego i dyrektora biznesowego była na szczycie stania się, zanim wyszła za mąż, zanim mnie urodziła,wyrwało się z jej wnętrza jak nuklearna fala uderzeniowa, zarażając wszystko na swojej drodze, jej urazę, złość, niechętną uległość, prześladowało nas, trzecią stronę wszystkich naszych krzyków o moje surowe, płonące, młodzieńcze pożądanie za wszystko, i wymknięcie się tylko po to, by znaleźć zamknięte drzwi po moim powrocie o trzeciej nad ranem, i wreszcie ucieczka, ucieczka daleko, tylko po to, by wrócić do domu, mój wilczy ogon wynędzniały, kudłaty, brudny i pobity, między nogami, przygnębiony i przygnębiony, ponieważ, jak się dowiedziałem, nie ma miejsca dla zdziczałych wilczyc, nie w domu, a już na pewno nie tam…i wymykać się tylko po to, by znaleźć zamknięte drzwi po moim powrocie o trzeciej nad ranem, i wreszcie uciekać, uciekać daleko, tylko po to, by wrócić do domu, mój wilczy ogon wynędzniały, kudłaty, brudny i pobity, między nogami, przygnębiony i przygnębiony, ponieważ, jak się dowiedziałem, nie ma miejsca dla zdziczałych wilczyc, nie w domu, a już na pewno nie tam…i wymykać się tylko po to, by znaleźć zamknięte drzwi po moim powrocie o trzeciej nad ranem, i wreszcie uciekać, uciekać daleko, tylko po to, by wrócić do domu, mój wilczy ogon wynędzniały, kudłaty, brudny i pobity, między nogami, przygnębiony i przygnębiony, ponieważ, jak się dowiedziałem, nie ma miejsca dla zdziczałych wilczyc, nie w domu, a już na pewno nie tam…
Piłem. Piłem, żeby stłumić jęk, który utkwił mi w gardle i nie mógł znaleźć ujścia poza (pisaniem tak, ale niestety podążałem po linii najmniejszego oporu, czyli…) szerzącym się używaniem substancji psychoaktywnych i wyuzdanym, zapomnianym seksem, który zabarwił moje dwudziestoparoletnie lata. , jedyną wolność, jaką mogłem znaleźć od tego, co wydawało mi się apodyktycznie świadomym, przemyślanym i wyważonym życiem, uginającym się pod oczekiwaniem sukcesu w świecie, którego nie akceptowałem, nie tolerowałem, a nawet nie lubiłem. To było bez znaczenia, to była nicość, to była potworność, a ja czułem odrazę. Jeżyłem się pod strukturą, pod konwencją, pustymi, fałszywymi pozorami. Piłem, aż straciłem przytomność i nieuchronnie obudziłem się w czyimś, czyimś łóżku. Wspominam ten czas i jest mi bardzo smutno. Smutno mi, że dzikie kobiety, dzieci, które kiedyś swym magicznym, świętym dźwiękiem przeszywają ciemną noc,
Pisząc to, część mnie opłakuje moją niewinność. A jednak część mnie też wie, że upajałem się tym, że tego szukałem, że wtedy był to mój sposób radzenia sobie z własnym świadomym uciskiem, piękna wilczyca, którą byłam, obudzona w świecie stworzonym dla bezmyślny, nieczuły, dominujący, machinista — uwielbiałem sposób, w jaki granice mojego ego-umysłu i ciała topniały, numer 1 zanikał z każdym strzałem, gdy numer 2 napływał, przejmując kontrolę nad całą moją istotą jedną z szerokim, dzikim bezkresem nieskończonego oceanu, który zawsze drzemie w każdym z nas, srebrnym jeziorem wspomnień, otula mnie ramionami, kiedy pozwalam jej zgarnąć mnie w dół i w morze, z zapałem, moje ciało jest lekkie i nieograniczony, moja głowa cofa się w chaosie, gdy zamykam oczy, poddając się wodzie, która trzyma i chłpie moje ciało słodkimi, delikatnymi pieszczotami,
… Puść.
Ponowne połączenie,
Z tą przestrzenią,
Z którego przybyłem,
Poza mną,
do miejsca,
Istnienie,
Uczucie,
Bezmyślny,
Całość,
Pazury, futro, dzikie, poszukujące, żółte oczy,
Mrugnięcie otwarte, a ja,
Wycie,
Jeden długi, smutny, żałosny dźwięk,
Dla wszystkich kobiet, które były przede mną,
I wszystkie kobiety, które przyjdą później,
I nasza piosenka poszybowała w górę,
Przebijając głęboką noc,
Przez dzikie i rozległe przestrzenie,
Nasza zbiorowa nieświadomość,
Nasza wspólna pamięć
Nasza wspólna historia,
Jedno wycie,
Na Księżyc,
Nasza matka.
I pozwól, że ci powiem,
Ona pamięta.
Ona to wszystko pamięta.
Gdzieś po drodze odnalazłem wiarę.
Odnalazłem wiarę w przebaczenie, w przejrzenie niewidzialnych systemów przywilejów i ucisku, które uciszają i pozbawiają mocy jednych, a innych podnoszą.
Odnalazłam wiarę w feminizm. W pracy socjalnej. Stając się matką i patrząc na własną matkę nowymi oczami.
Odnalazłem wiarę w walce o wolność, w świadomości, że nasze wyzwolenie jest nierozerwalnie związane z wyzwoleniem kolektywu. Że wolność dla jednego oznacza wolność dla wszystkich.
Odnalazłem wiarę we wspólnocie, w dziwny sposób, w jaki się znajdujemy, kiedy zobowiązujemy się do nieustannej służby innym.
Odnalazłam wiarę, kiedy zdałam sobie sprawę, że antidotum na mój wstyd jest bezbronność, że będę musiała pozwolić sobie na pomoc, aby wyzdrowieć.
Odnalazłam wiarę w sposób, w jaki moje serce się rozszerza, ciepło promieniujące z mojego centrum, kiedy jestem obecna w czyjejś historii, kiedy błysk zrozumienia rejestruje się w naszych oczach, lustrach odbijających się wzajemnie w naszym wspólnym człowieczeństwie.
Odnalazłem wiarę, kiedy zdałem sobie sprawę, że ta historia jest nie tylko moja, ale dzielona z wieloma. Zwłaszcza kobiety, córki i matki. Że jesteśmy o wiele bardziej podobni niż różni.
Odnalazłam wiarę, kiedy zdałam sobie sprawę, że język to nie wszystko. Odnalazłam wiarę w słuchaniu swojego ciała, uznając, że niektóre prawdy można tylko odczuć.
Odnalazłam wiarę w ciszy natury, w górach, rzekach i morzach.
Odnalazłam wiarę w to, że pilnie, ostrożnie uczę się nurkować w ocean nieświadomości i wracać na ląd, zachowując czujność, aby nie zatrzymywać się zbyt długo w jednym miejscu lub w drugim, abym pozostała w tej wędrówce skoncentrowana.
Odnalazłam wiarę w budowaniu życia, przekształcaniu tego, co zostało znalezione w marzeniach, w namacalne działanie tu i teraz, w trosce o związek, wspólnotę i powołanie z pilnością, wiedząc, jak kruche są te rzeczy, jak cenne.
Odnalazłem wiarę w sztukę, pisanie, terapię, twórczą ekspresję, naszą pracę i życie reprezentujące nasze wyjątkowe wycie do księżyca.
I chociaż wiem, że forma, jaką przybrało moje życie, czerpie siłę z głębokiej studni duszy w każdym z nas, od czasu do czasu jakieś przesłanie, doznanie lub uczucie wypływa z tego ukrytego, ukrytego miejsca i jestem zaniepokojony, ponieważ chcę potraktować poważnie to, co tam znalazłem, bo wiem, że zawiera świętą mądrość, chcę posłuchać tego wezwania do dzikości, ale boję się, boję się, że wszystko, nad czym tak ciężko pracowałem, runie, moje wspomnienia są mrocznym przeczuciem, abym stąpał ostrożnie i konsultował się z wilczycą we mnie z najwyższym szacunkiem, czułością i współczuciem, pomagając jej zrozumieć, że rzeczywiście jest tu dla niej miejsce, tak, że jej miejsce tutaj, tak, ale żebyśmy stąpali lekko, moja droga, bo możemy kogoś skrzywdzić, możemy sobie zrobić krzywdę, że ten świat form to domek z kart, sklep z porcelaną,i że musimy być na to przebudzeni, świadomi naszej własnej ogromnej mocy, ujarzmić ją, aby upewnić się, że nasze wycie służy temu, co święte, dobre i prawdziwe…
…Nasza praca polega na znalezieniu równowagi między boskością a człowiekiem, tańcem między światem ducha a światem formy, między numerem 1 a numerem 2, wilkiem i jej księżycem…
To, jak wyjemy — jak tworzymy — to nasze dziedzictwo, nasz wkład w srebrne jezioro wspomnień przodków, wiecznych i wszechobecnych.
Zostawię was z definicją stworzenia Kima Krizana, zaczerpniętą z bardzo polecanego filmu Waking Life :
„Stworzenie wydaje się wynikać z niedoskonałości. Wydaje się, że wynika to z dążenia i frustracji. I stąd, jak sądzę, wziął się język. Chodzi mi o to, że wynikało to z naszego pragnienia przekroczenia naszej izolacji i nawiązania pewnego rodzaju więzi między sobą. I musiało to być łatwe, skoro chodziło tylko o przetrwanie. Jak, wiesz, „woda”. Wymyśliliśmy do tego dźwięk. Lub „Tygrys szablozębny tuż za tobą”. Wymyśliliśmy do tego dźwięk. Ale kiedy robi się naprawdę interesująco, myślę, że używamy tego samego systemu symboli do komunikowania wszystkich abstrakcyjnych i nienamacalnych rzeczy, których doświadczamy. Czym jest frustracja? Albo czym jest gniew lub miłość? Kiedy mówię „kocham”, dźwięk wydobywa się z moich ust i uderza w ucho drugiej osoby, podróżuje przez ten bizantyjski kanał w jej mózgu, wiesz, poprzez swoje wspomnienia o miłości lub jej braku, rejestrują to, co mówię i mówią: tak, rozumieją. Ale skąd mam wiedzieć, że rozumieją? Ponieważ słowa są bezwładne. To tylko symbole. Oni nie żyją, wiesz? I tak wiele z naszych doświadczeń jest niematerialnych. Tak wielu z tego, co postrzegamy, nie da się wyrazić. To nie do opisania. A jednak, wiesz, kiedy komunikujemy się ze sobą i czujemy, że jesteśmy połączeni, i myślimy, że jesteśmy rozumiani, myślę, że mamy poczucie prawie duchowej komunii. I to uczucie może być przejściowe, ale myślę, że po to żyjemy”. Tak wielu z tego, co postrzegamy, nie da się wyrazić. To nie do opisania. A jednak, wiesz, kiedy komunikujemy się ze sobą i czujemy, że jesteśmy połączeni, i myślimy, że jesteśmy rozumiani, myślę, że mamy poczucie prawie duchowej komunii. I to uczucie może być przejściowe, ale myślę, że po to żyjemy”. Tak wielu z tego, co postrzegamy, nie da się wyrazić. To nie do opisania. A jednak, wiesz, kiedy komunikujemy się ze sobą i czujemy, że jesteśmy połączeni, i myślimy, że jesteśmy rozumiani, myślę, że mamy poczucie prawie duchowej komunii. I to uczucie może być przejściowe, ale myślę, że po to żyjemy”.

![Czym w ogóle jest lista połączona? [Część 1]](https://post.nghiatu.com/assets/images/m/max/724/1*Xokk6XOjWyIGCBujkJsCzQ.jpeg)



































