Cześć
Wszyscy wczoraj robili to samo. Przerwali na długą chwilę, być może po to, by powstrzymać chęć płaczu, zanim w ogóle odezwali się słowem. Każda z ich twarzy była początkowo pozbawiona wyrazu, co świadczyło o długiej tradycji stoicyzmu wobec trudności, które ich spotkały. I z oczami utkwionymi w niewyobrażalnym, w ten czy inny sposób, wszyscy powiedzieli to samo słowo – niewiarygodne .
Według Accuweather aż dwadzieścia tornad przetoczyło się przez Mississippi między wtorkiem 29 listopada 2022 r. a kolejnym porankiem w środę 30 listopada 2022 r. Zostały one zrodzone przez gwałtowny system burzowy pędzący na wschód przez stan. Znacznie więcej tornad nawiedziło również sąsiednie stany Luizjanę i Alabamę. Dewastacja spowodowana tymi wydarzeniami była powszechna i masowa. W rzeczywistości wśród tornad, które nawiedziły Mississippi w nocy, jedno z intensywnością EF1 poważnie uszkodziło domy i budynki w pobliżu Magnolii w stanie Mississippi, a na jego drodze stał dom rodzinny Carter.
Prawie siedemdziesiąt lat temu JJ i Willie Mae Carterowie zbudowali swoją farmę na wiejskiej ziemi siedem mil na południowy zachód od najbliższego miasta. Tam wychowali jedenaścioro dzieci. To nie byli bogaci ludzie. Podobnie jak wiele innych afroamerykańskich rodzin swoich czasów, jednocześnie pracowali pracochłonnie i na roli, pasli bydło, regularnie chodzili do kościoła i prowadzili bardzo skromne życie, jak na dzisiejsze standardy. Ale zrobili też coś więcej - coś, co, choć nie do końca wyjątkowe, położyło podwaliny pod niezwykłą historię, która nastąpiła później. W swoim domu JJ i Willie Mae podkreślali znaczenie wiary, edukacji, charakteru i odwagi; kładli nacisk na miłość do rodziny i łączących ich tradycji; i nie akceptowali niczego innego niż doskonałość. Wychowywali swoje potomstwo z konsekwencją, cierpliwością, inteligencją, a nawet surową ręką. Tak więc ich dzieci i kolejne pokolenia, które spędzały czas w ich domu, wywarły znaczący wpływ na cały kontynent.
I tak stał przez dziesięciolecia - coś więcej niż zwykły, biały dom przy cichej wiejskiej drodze. To było miejsce, które zawierało pokolenia wspomnień. Było to miejsce, w którym tak wielu zebrało się, aby śmiać się, płakać, kochać i pamiętać o tym, co naprawdę się liczy. Było to miejsce, w którym nieznajomi byli witani jak rodzina. To było miejsce, gdzie ciastka, kiełbaski i syrop były podstawowymi produktami śniadaniowymi – i nie wstawałeś, dopóki twój talerz nie był czysty. I było to miejsce, w którym nadal liczył się szacunek; powiedziałeś „tak, proszę pana” i „tak, proszę pani”, razem z „nie, proszę pana” i „nie, proszę pani” — bez względu na wiek. To było miejsce, które wszyscy nadal nazywali domem .
W rozmowie z lokalną prasą przełożony hrabstwa Sam Hall stwierdził: „Na JJ Carter Road jest źle, bardzo źle […] Jesteśmy bardzo wdzięczni, że nikt nie został ranny”. Jego słowa stanowiły doskonałe podsumowanie.
Dom rodziny Carterów wydawał się znajdować bezpośrednio na drodze tornada, które nawiedziło tę część hrabstwa Pike. Pobliskie drzewa łamały się, skręcały, a nawet całkowicie wyrywały z korzeniami. Wiatry przesunęły cały dom z miejsca cumowania o siedem stóp. Zawalił się salon i przedpokój. I murowany komin wpadł do domu. W międzyczasie niwelowano również inne obiekty stodoły i magazyny. Na szczęście w tym czasie nikogo tam nie było, ale zniszczenie całej posiadłości było równie kompletne, co łamiące serce.
PAMIĘTAJ DLACZEGO TO JEST WAŻNE
Dla każdego utrata rodzinnego domostwa przychodzi w trudnym momencie. Rodzina już opłakiwała stratę mojego wuja (jednego z braci mojej matki), który zmarł zaledwie kilka dni temu. Teraz bycie świadkiem zniszczenia domu, w którym wszyscy dorastali, tylko pogłębia ten smutek. Wiemy, że „niewiarygodne” to jedno z nielicznych słów, które z łatwością określa ogrom szoku.
Było tego dużo, to prawda, ale słowa napisane przez moją kuzynkę Jerikę są szczególnie wymowne: „Przeżyliśmy tak wiele emocji w ciągu jednego tygodnia — nowe życie, śmierć i klęskę żywiołową. Ale udało nam się przez to przejść, ponieważ jesteśmy #CarterStrong !” Rzeczywiście, chociaż smutek jest oczekiwany w smutnej chwili takiej jak ta, nie możemy poddać się rozpaczy. Ważne jest, abyśmy pamiętali, dlaczego życie JJ i Williego Mae Carterów, a teraz życie jednego z ich synów, było tak ważne dla nas wszystkich. A wraz z nimi ważne jest, abyśmy pamiętali, dlaczego to gospodarstwo jest ważne także teraz.
Widzisz, dom rodziny Carterów nie jest w pewnym sensie porównywalny z tym, co myślimy o innych posiadłościach, do których posiadamy tytuł prawny. Nawet jako zagorzały kapitalista, w tej kwestii dostrzegam różnicę między motywami ekonomicznymi a motywami rodzinnymi i wierzę, że nie ma ceny, którą ktokolwiek mógłby ustalić na tej ziemi. To dlatego, że ta ziemia jest wyjątkowa, a dom na niej jest fizycznym symbolem tej wyjątkowości.
Dziś zasadniczo utowarowiliśmy nieruchomości. Według firmy konsultingowej McKinsey & Co. z łatwością przerastamy nasze domy — i zmniejszamy je — średnio około trzy razy w ciągu naszego życia. I chociaż wskaźnik posiadania domów jest niższy wśród Afroamerykanów niż, powiedzmy, wśród białych Amerykanów – odpowiednio 43% do 72% – spora liczba Afroamerykanów wciąż kupuje domy z myślą o wzroście wartości aktywów; znacząca liczba z nich kupuje również nieruchomości wyłącznie w celach inwestycyjnych i dochodów z wynajmu. Dziś trwałość jest pojęciem przeklętym, ale nie dotyczyło to naszych dziadków. Dokonywanie tego rodzaju zakupów nieruchomości lub korzystanie z mobilności mieszkaniowej nie było tak łatwe na początku iw połowie XX wieku, kiedy dyskryminacja instytucjonalna (tj. czerwona podszewka) była o wiele bardziej wyraźna. I tak nasi przodkowie, jak J. J. i Willie Mae Carter kupili połacie ziemi z myślą o zapuszczeniu głębokich i trwałych korzeni. To im się udało (i to samo dotyczy rodziny Harrellów, IJS).
Bez względu na to, dokąd zmierzamy w tym życiu, wypada nam pamiętać, skąd pochodzimy. Rzeczywiście, pochodzi ze skromnego gospodarstwa położonego wzdłuż niegdyś żwirowej drogi, w wiejskiej części Mississippi, gdzie nasze korzenie sięgają głęboko, a nasze wspaniałe tradycje wciąż ożywają. Bez tych korzeni, bez fizycznego miejsca, w którym skupiają się nasze tradycje, jesteśmy skłonni działać z mentalnością „ja i moja”, która przeciwstawia się wszystkiemu, na czym nasza rodzina została zbudowana.
Rozumiejąc ten fakt, mamy obowiązek okazywania szacunku dziedzictwu, które zrodziło się w tym szczególnym miejscu. A jeśli skromny mężczyzna i kobieta z prawie tuzinem dzieci mogliby stworzyć więzi rodzinne, które przetrwają dwa lub trzy pokolenia, to my możemy – i cholernie dobrze powinniśmy – podnieść pochodnię, by nieść dziedzictwo przez kolejne dwa i trzy pokolenia. W końcu tyle im zawdzięczamy.
NAPRZÓD
Smutek jest zrozumiały. Czy to jest to konieczne. Jest to oczekiwane. Ale to, co nie może być, jest trwałe. Dzisiaj członkowie naszej rodziny mogą mówić, że są przytłoczeni. Kto by nie był? Dlatego każdy powinien poświęcić tyle czasu, ile potrzebuje, aby poradzić sobie z trudnymi zmianami, jakie przeszła nasza rodzina. Musimy jednak pamiętać, że nikt, kto był przed nami, nie chciałby, byśmy w nieskończoność pławili się w smutkach, zwłaszcza gdy wiemy, że są w lepszym miejscu.
Kiedy przygotowujemy się do stawienia czoła zmianom, pomocne może być zapamiętanie „czterech A”. Powinniśmy docenić to, co zmieniło się w naszym życiu. Powinniśmy zaakceptować to, co się zmieniło takim, jakim jest — a nie podchodzić do tego z pozycji oporu lub bycia ofiarą. Powinniśmy dostosować się do zmian. I powinniśmy działać , aby iść do przodu w naszej nowej rzeczywistości. Wiedząc, że zmiana jest jedyną stałą w życiu, nasze podróże stają się płynniejsze, gdy jesteśmy zwinni, skupieni na przyszłości i gotowi.
I w ten sposób zaczynamy budować od nowa — z otwartością umysłu, jasnością i zdecydowaną nadzieją. W końcu kim jesteśmy, żeby tego nie robić?
„OKRES PRÓBY I ROZEZNANIA”
W styczniu 2020 roku moja mama powiedziała, że czujemy się, jakbyśmy wkraczali w „sezon prób i rozeznania”. Wtedy, w czasie pandemii, te słowa codziennie odbijały się echem w mojej głowie, a dopiero niedawno zaczęły się powtarzać. Teraz czuję, że my, rodzina Carterów, przechodzimy jedną z tych prób — próbę tego, kim jesteśmy i naszej determinacji, próbę oddania ideałom, które nas wiążą, i próbę naszej chęci pozostania razem jako rodzina. Oczywiście nie wątpię, że jesteśmy w stanie przejść ten test, ale wiem, że jest kilku obserwatorów, którzy w to wątpią.
Kiedy nagrywałem zniszczenia domu, natknąłem się na moją matkę. Stała nad stołem piknikowym, przeglądając kilka dokumentów i albumów, które wysypały się z uszkodzonej konstrukcji. (Wszystko inne było nadal w środku.) Widok jej stojącej tam, tak skupionej na tych pamiątkach, otoczonej powalonymi drzewami i zniszczonymi przez wiatr gruzami, wzruszył mnie do łez. Wszystko, co przychodziło mi do głowy, to jej trzy słowa — „testowanie i rozeznawanie”. Od razu wiedziałem, że ta chwila i każda chwila, która nastąpi po niej, określi, kim jesteśmy.
A kim jesteśmy, na dobre i na złe, jest Carter Strong. . . Musimy być teraz, bardziej niż kiedykolwiek. . .
Listę tę zamykam słowami skierowanymi do mojej rodziny: chcę, abyście wszyscy wiedzieli, jak bardzo was kocham i cenię. Niech Bóg błogosławi każdemu z was i niech każdemu udzieli pociechy i siły w trudnych dniach i tygodniach, które nas czekają.

![Czym w ogóle jest lista połączona? [Część 1]](https://post.nghiatu.com/assets/images/m/max/724/1*Xokk6XOjWyIGCBujkJsCzQ.jpeg)



































