Pokój poza reflektorami
W tej historii jest trochę historii
Sujith Somasundar był niezwykle udanym pierwszym pałkarzem dla Karnataki w latach 90-tych. Był jednym z filarów prawdopodobnie największego zespołu Ranji w historii Karnataki. Po przełomowym roku, w którym zdobył więcej runów niż Rahul Dravid, w 1996 roku został wybrany do kilku meczów ODI dla Indii — jeden z Republiką Południowej Afryki i drugi z Australią.
Sujith nie zdobył punktów w żadnym z tych dwóch wyjść i miał problemy z radzeniem sobie. W swojej obronie walczył z Donaldem, DeVilliersem, McMillanem, McGrathem, Gillespiem i Flemingiem w swoich pierwszych dwóch meczach - sześciu najszybszych, najwredniejszych i najbardziej utalentowanych meloników światowego krykieta.
Widziałem, jak dominował w Tamil Nadu w finale Ranji Trophy w marcu 1996 roku, uderzając jak bóg. Kilka miesięcy później, w październiku, obserwowałem, jak walczy w bezlitosnym, okrutnym świetle reflektorów, kiedy walczył z najlepszymi na świecie.
Nigdy nie zapomniałem dychotomii tych dwóch doświadczeń wizualnych — wizualnych manifestacji Triumfu i Katastrofy, obu w odstępie kilku miesięcy.
Na nieszczęście dla Sujitha, jego „Triumf” obejrzało kilkaset osób. Podczas gdy jego „Katastrofa” była świadkami milionów. Wydaje się to tak przejmujące, tak… niesprawiedliwe, z braku lepszego słowa.
Często wracałem do tego w myślach, nieuchronnie myśląc o tych wersach Kiplinga o „traktowaniu tych dwóch oszustów tak samo”. Jakie to musiało być uczucie?
Kilka lat temu postanowiłem o tym napisać i próbowałem się z nim skontaktować za pośrednictwem mediów społecznościowych. Nie odpowiadał przez kilka tygodni, więc i tak napisałem artykuł.
Miesiąc temu odpowiedział na moją dwuletnią wiadomość, z wdziękiem zgadzając się na połączenie.
……………………….
Jestem podekscytowany. A także nerwowy. Wysyłam mu tekst, który napisałem kilka lat temu.
Pisarzowi nigdy nie jest łatwo napisać o kimś, z kim nigdy nie rozmawiał, a potem kazać tej osobie to przeczytać dwa lata później. Każde pisanie wiąże się z pewnym rodzajem wrażliwości. Otwierasz się na krytykę, niezależnie od tego, o czym zdecydujesz się pisać.
To zupełnie nowy poziom wrażliwości i krytyki, na które się otwierasz, kiedy piszesz o intensywnym doświadczeniu innej osoby, nie rozmawiając z nią o tym wcześniej… a potem spotykając się z nim, aby o tym porozmawiać.
Mógł po prostu odwrócić się i powiedzieć: „To bzdura. Nigdy tak się nie stało. Zejdź mi z oczu'
Mam nadzieję, że on nie.
Od razu uspokaja mnie serdecznym uśmiechem.
„Przeczytałeś ten artykuł?”, pytam nerwowo.
- Tak, zrobiłem... To było bardzo interesujące... - powiedział, odprężając się w swoim krześle.
- Więc... o czym chcesz ze mną porozmawiać?
Mam tak wiele pytań. Mnóstwo ich. Przerabiałem to wiele razy w mojej głowie, kiedy pisałem ten artykuł.
Pytam go, jak to jest uderzać przeciwko szybkiemu melonikowi. Jaki był jego proces myślowy? Jak dobierał wskazówki?
Zajmuje sekundę lub dwie, aby zebrać myśli, a kiedy mówi, każde słowo jest przemyślane.
„Istnieje tak wiele zmiennych – wariacje melonika, nachylenie, stan piłki… tak wiele rzeczy dzieje się niemal jednocześnie… Ale sztuką jest być świadomym rzeczy bez aktywnego martwienia się o nie…. rodzaj oderwanego stanu świadomości”
Nie jestem pewien, czy rozumiem. Pustka w mojej wypowiedzi prawdopodobnie zdradza mój brak zrozumienia.
Robi kolejną krótką pauzę, aby znaleźć właściwą analogię. Trafia na genialnego.
„To jak jazda samochodem” – mówi. „Jeśli robiłeś to wystarczająco często, możesz to robić naprawdę dobrze i umiejętnie, bez aktywnego martwienia się o rozbicie samochodu. Twój umysł jest czujny, ale tak dobrze znasz mechanikę prowadzenia samochodu, że nie myślisz świadomie o swoich stopach i dłoniach. Włącza się pamięć mięśniowa i bezgranicznie jej ufasz. W rzeczywistości możesz być całkowicie zrelaksowany, a jednocześnie całkowicie skoncentrowany”
Bingo.
Czasami, gdy nauczyciele używają analogii i metafor, aby wyjaśnić złożone idee, mogą one być mylące, wprowadzające w błąd lub redukujące. Ale raz na jakiś czas trafiasz na taki, który działa idealnie. Nagle dokładnie rozumiem, co ma na myśli.
„Więc jak odczytujesz wskazówki melonika, z którym nigdy wcześniej się nie mierzyłeś?”, pytam
Zawsze są wskazówki, które możesz wychwycić, nawet jeśli wcześniej nie grałeś przeciwko niemu. Jeśli szybki melonik zamierza ukłonić krótką piłkę, zwykle będą widoczne oznaki dodatkowego wysiłku — albo będzie biegł szybciej, skakał wyżej, a może jedno i drugie… a potem jest też punkt wypuszczenia, chociaż jeśli jest naprawdę szybki, polega na wyłącznie na punktach wydania, może sprawić, że zostanie Ci zbyt mało czasu.
„Ale kluczem jest odczytywanie wskazówek – w przeciwieństwie do prób odgadywania lub przewidywania – które mogą być katastrofalne… Jeśli grasz wystarczająco długo, rozwijasz instynkt, jakich wskazówek szukać. A jeśli ćwiczyłeś wystarczająco ciężko, zaufasz swojej technice, aby poradzić sobie z bramkarzem, gdy już go podniesiesz. Jeśli możesz ją podnieść i zagrać, nie będziesz się zastanawiać, czy następna piłka będzie bramkarzem. Będziesz pusty, czekając na wskazówki melonika. Trudno to wytłumaczyć nauką ścisłą, ale mniej więcej tak to jest, kiedy mierzysz się z szybkim melonikiem.
Myślę o analogii do jazdy i znowu ma to sens. Po prostu wiesz, kiedy autoriksza wjedzie na twój pas. I po prostu wiesz, kiedy pewien pieszy zamierza przebiec przez ulicę. Istnieją setki małych wskazówek, które odbierasz kątem oka, nawet nie zdając sobie sprawy, że gromadzisz i przetwarzasz informacje.
A jednak, jeśli patrzysz podejrzliwie na każdą autorikszę lub zatrzymujesz się zapobiegawczo co kilka minut, spodziewając się pędzącego pieszego, prawdopodobnie spowodujesz jakiś wypadek.
To idealna analogia.
Mrugnięcie jest jak prowadzenie samochodu. Czysta reakcja. Oderwana czujność. Zrelaksowana koncentracja. Pamięć mięśniowa.
„Kiedy odbijasz dobrze, skupiasz się na właściwych rzeczach we właściwym czasie. Nic nie przesadzasz. Twój umysł jest czysty. Piłka… i wszystkie twoje wskazówki pojawiają się przed twoimi oczami, jasno i jednoznacznie. A ponieważ zaczynasz wcześnie, dajesz sobie wystarczająco dużo czasu, aby zająć idealne pozycje. Tak naprawdę nie myślisz za dużo, w każdym razie nieświadomie… Po prostu reagujesz.
Co poszło nie tak, kiedy grał dla Indii?
- To były dwa różne mecze. Tablica wyników pokazuje, że poniosłem porażkę w obu z nich. Ale dla mnie to były dwie zupełnie różne gry”
Zatrzymuje się i patrzy w dal.
Czuję się prawie winny, że pytam go o te gry. W końcu nikt nie lubi przeżywać na nowo trudnych wspomnień o porażce z przeszłości.
Ale on, z drugiej strony, nie wydaje się być w najmniejszym stopniu zaniepokojony tymi wspomnieniami. Poświęca swój czas na zapamiętanie szczegółów i dobranie właściwych słów, ponieważ taki właśnie jest — człowiek, który uważa na słowa i szczegóły. Jest spokojny — spokojny, beznamiętny i rozważny.
- Czułem się dobrze w meczu z RPA. Dobrze widziałem piłkę. Nogi chodziły ok. Moja głowa znajdowała się we właściwym miejscu. Z każdą kolejną piłką czułem się coraz bardziej komfortowo. Szkoda tylko, że mnie zabrakło. W tej grze tak się czasem dzieje…
Zawsze zastanawiałem się, czy pałkarz patrzy na „słaby występ” inaczej niż obserwatorzy. Pałkarz ocenia swoją formę na podstawie tego, jak „czuje się”, jak dobrze poruszają się jego stopy, jak dobrze widzi piłkę i jak dobrze nawiązuje kontakt.
Z kolei kibice, dziennikarze i komentatorzy zdają się definiować formę na podstawie wyników, biegów i stuleci.
Pytam go, czy to prawda.
'Absolutnie prawdziwe. Nie czułem się źle po meczu z RPA. Oczywiście wolałbym dobry wynik. Ale nie czułem się przybity.
A Bangalore ODI przeciwko Australii?
W moim wcześniejszym artykule zasugerowałem, że wyglądało na to, że Sujith mógł mieć trudności z podniesieniem piłki, być może dlatego, że walczył ze światłami. Czy to było dokładne?
Może nuta westchnienia. Oczy znów się oddalają, gdy przywołuje kolejne wspomnienie i ustawia je na ostro.
- Miałeś rację co do świateł na stadionie Chinnaswamy tamtego dnia. Blask był niewygodny i przeszkadzało mi to. Nie odbierałem piłki tak wcześnie lub tak dobrze, jak bym chciał. Ale szczerze mówiąc, reflektory były tylko jednym z czynników… było jeszcze kilka innych…
„Moja głowa nie znajdowała się we właściwym miejscu. Za dużo myślałem… myślałem o rzeczach, o których nie powinienem był myśleć…
„Wszyscy moi przyjaciele… moja rodzina… moi trenerzy… ludzie, których znałem z juniorskiego krykieta… wszyscy byli tam na trybunach. W końcu mi się udało i teraz grałem przed nimi wszystkimi przeciwko najlepszemu atakowi na świecie. Oczekiwań było tak wiele…. I hałas….To było tak głośne…Tłum, australijscy polowi…. Wszystko, co powinno pozostać w tle, wydawało się być na pierwszym planie, rozpraszając mnie.
- A jednak nie powinienem był o tym wszystkim myśleć. Powinienem był to wszystko zamknąć…
„Ale tego dnia mój umysł był wszędzie. A przy całym blasku reflektorów nie odbierałem piłki tak wcześnie ani tak dobrze, jak bym chciał. A ponieważ nie odbierałem piłki wystarczająco wcześnie, moje stopy nie poruszały się prawidłowo.
„Nawet moje zwolnienie… nie wybrałem odpowiednio zwolnienia McGratha. Myślałem, że wypuścił go chwilę po tym, jak faktycznie to zrobił. Myślałem, że to pół woleja. Wyeksmitowany żeby być yorker…. taka jest różnica między punktem wybicia, który wybrałem… a faktycznym punktem wybicia… tylko ułamek sekundy… Zakręciło się też trochę — właściwie wystarczająco… naprawdę dobra piłka… nie miałem szans”
Siedzi na krześle i patrzy prosto na mnie, ale kiedy opisuje swoje zwolnienie, podświadomie obraca się na krześle w prawo, jak pałkarz, prawie bokiem do przodu. Kiedy opisuje piłkę, która go dopadła, jego lewa ręka staje się jego kijem, pospiesznie uderzając, ale niestety za późno.
Niemal widzę, jak za nim rozpościerają się pniaki.
Jak on na to wszystko patrzy? Czy to był pech?
„To wymówka”, mówi Sujith z nutą uśmiechu.
„Jeśli odrzucasz każdą chwilę przeciwności losu jako pecha, tracisz szansę na poprawę siebie. Każdemu młodemu graczowi w krykieta, z którym mam kontakt, staram się powiedzieć, że „sprawiedliwe” i „niesprawiedliwe” to po prostu dwie różne strony tego samego obiektywu. Dla gracza w krykieta, który został wybrany, jego wybór był „sprawiedliwy”. Dla faceta, który został odrzucony, decyzja była „niesprawiedliwa”. To nie jest produktywny sposób patrzenia na to.
„Gra jest skonstruowana tak, jak jest. To brutalna rywalizacja. I będziesz musiał stawić czoła przeciwnościom losu, czy tego chcesz, czy nie… takie są fakty z życia, jeśli chcesz uprawiać sport zawodowy. Ale zamiast filozofować na temat „szczęścia” i „uczciwości”, o wiele bardziej produktywne jest wykorzystywanie przeciwności losu jako okazji do introspekcji. Zadać sobie trudne pytania.
„Kiedy patrzę wstecz na siebie, kiedy byłem młodym graczem w krykieta, wiem dokładnie, czego mi wtedy brakowało”.
Przyglądam się jego twarzy, szukając śladu emocji, ale ich nie ma. To nie jest człowiek, który żałuje. To trener beznamiętnie analizujący zawodnika (w tym przypadku siebie).
„To nie żal ani nic… to po prostu szczera autoanaliza”, mówi, prawie czytając mi w myślach.
„Byłem trochę wcześnie rozkwitający. Mrugnięcie było takie łatwe w krykieta grup wiekowych. Nigdy tak naprawdę nie musiałem walczyć. I tak nie wiedziałem, jak walczyć, jak ciężko pracować…. Nie zrozumcie mnie źle, chciałem ciężko pracować. Ale prawdopodobnie nie doceniłem przekształcającej mocy ciężkiej pracy.
„Radzenie sobie z przeciwnościami to umiejętność, jak każda inna. Im częściej sobie z tym radzisz, tym lepiej sobie z tym radzisz. A ponieważ wcześnie rozkwitłem, nigdy tak naprawdę nie spotkałem się z poważnym niepowodzeniem, aż do tego ODI w Bangalore. Po tym, jak przez całe życie mówiono mi, że jestem młodym, utalentowanym graczem w krykieta, pełnym potencjału, nagle stanąłem przed scenariuszem, w którym nie byłem w stanie sobie poradzić.
Jesteśmy narodem zaabsorbowanym ideą cudownego dziecka, młodego super-osiągacza. Z reguły świętujemy wczesne kwitnienie. A jednak, kiedy słyszę, jak Sujith o tym mówi, Wczesny Rozkwit ma własne problemy; problemy, które nie mają łatwych rozwiązań.
Wyobrażam sobie, że jestem utalentowanym młodym pałkarzem, który odnosi ogromne sukcesy w krykiecie w swojej grupie wiekowej. Wszyscy mi mówią, jaki jestem dobry. Karty wyników sugerują, że mają rację. W mojej podróży przez juniorski krykiet sukces był moim stałym towarzyszem. Szybko awansuję i słusznie zostałem nagrodzony możliwością wykazania się na najbardziej elitarnym poziomie mojej profesji.
A kiedy gram przeciwko Największym melonikom na świecie, na oczach wszystkich moich przyjaciół i rodziny, kiedy czuję, że najbardziej jej potrzebuję, Sukces mi umyka.
Kiedy próbuję postawić się w sytuacji młodego Sujitha, czuję mieszankę zakłopotania, odrzucenia i bólu, ale szczerze mówiąc, nie mogę nawet pojąć rozmiaru jego udręki.
Ten mecz z Australią zraniłby słabszego człowieka. A jednak, dwadzieścia pięć lat później, potrafi o tym mówić beznamiętnie, cofając się w czasie, by przeanalizować, co poszło nie tak.
„Z kimś takim jak Rahul Dravid było odwrotnie. Ciężko pracował na swój sukces w krykieta grupy wiekowej. Nauczył się radzić sobie z przeciwnościami losu i celowo ćwiczyć. Był tak skupiony, a co ważniejsze, dokładnie wiedział, na czym powinien się skupić. Sprawi, że każda sesja będzie się liczyć. A kiedy połączysz to z jego naturalnymi zdolnościami, to była tak mocna recepta na sukces.
„Pamiętam, że kiedy mieliśmy okazję wchodzić w interakcje ze wspaniałymi byłymi graczami, często byłem zawiązany na język. Nie wiedziałam, jakie zadać pytania. Z drugiej strony Rahul byłby gotowy z listą pytań. Dłubałby w ich mózgach, chłonąc każde słowo jak gąbka…
Rahul Dravid również nie odniósł sukcesu w swoich pierwszych dwóch występach międzynarodowych - miał wyniki 3 i 4 w swoich pierwszych dwóch ODI w kwietniu 1996 roku, w Pucharze Singera w Singapurze. Kilka miesięcy później był człowiekiem, który zdobył 95 punktów w swoim debiucie testowym w Lord's. A trzy lata później został najlepszym strzelcem w Pucharze Świata w 1999 roku. Skończył jako legenda Indian Cricket, jeden z najlepszych pałkarzy w historii gry.
Patrzymy na udaną karierę i świętujemy ją taką, jaka się wydaje. Nie zawsze wiemy, co poszło w jego budowę.
Gdybyśmy to robili, prawdopodobnie szanowalibyśmy go jeszcze bardziej.
………………………
Sujith zdobył całą górę biegów Ranji Trophy w sezonie poprzedzającym jego wybór do Indii — 803 biegi przy średniej prawie 62. W tym sezonie był trzecim najlepszym strzelcem w kraju.
W sezonie bezpośrednio po tym, jak odpadł, jego średnia spadła poniżej 30.
„Trudno mi było poradzić sobie z etykietą„ byłego krykiecisty z Indii ”… to etykieta, która niesie ze sobą własne oczekiwania. Zawsze chcesz dobrze sobie radzić jako zawodowy sportowiec, ale po tych 2 meczach dla Indii poczułem dodatkową presję, to oczekiwanie… Czułem, że muszę spisać się wystarczająco dobrze, aby pokazać ludziom, że zasługuję na miejsce w tym elitarnym klubie krykieta, który grał w Indiach…. I że selekcjonerzy nie mylili się, wybierając mnie w pierwszej kolejności… A radzenie sobie z tymi oczekiwaniami bardzo cię testuje psychicznie.
Zatrzymuje się na chwilę, a kiedy zastanawiam się nad jego słowami, zdaję sobie sprawę, że chociaż napisano i powiedziano tomy o ciężarze oczekiwań, jakich doświadczają międzynarodowi gracze w krykieta, nie mówi się wystarczająco dużo o bagażu, który ciąży na byłych krykieciarzach z Indii. Mimo że blask reflektorów już dawno zniknął, pozostawia po sobie taki pokręcony, bolesny ciężar.
„Przechodziłem przez okresy zwątpienia w siebie. Było wiele dobrych rad z różnych środowisk na temat po prostu „spędzania czasu w środku”. A potem przeszedłem przez cały cykl majstrowania przy mojej grze i metodach… Walczyłem, ponieważ próbowałem grać jak ktoś inny, aby odnieść sukces.
To zabawne, jak często popadamy w stereotypy, kiedy doradzamy innym, bez względu na to, jak szlachetne mogą być nasze intencje. „Spędzanie czasu w środku” to jeden z najstarszych frazesów Cricketa. Czasami może działać, w przypadku niektórych typów farszów, ale z pewnością nie jest lekarstwem na wszystko, o czym się mówi. W przypadku niektórych innych typów pałkarzy — jako przykłady przychodzą na myśl Azharuddin i Sehwag — agresywna rozgrywka udarowa była ich metodą na wyrwanie się z rutyny. Tak naprawdę nie ma uniwersalnego rozwiązania problemu.
Sujith powtarza ten pomysł.
„Kiedy teraz o tym myślę, kluczem jest autentyczność. Powinienem był grać w swoją grę, po swojemu. Jeśli czułem potrzebę obrony ze względu na to, jak odczytuję grę w kręgle lub warunki, to właśnie to musiałem zrobić. Jeśli czułem, że moje stopy poruszają się lepiej, gdy uderzałem agresywnie, to właśnie to musiałem zrobić… Z góry przyjęta, z góry ustalona metoda odbijania w określony sposób, ponieważ działała dla X lub była zalecana przez Y, nie była właściwa droga.
Jak na kraj, który twierdzi, że kocha krykieta, tak naprawdę nie szanujemy naszych graczy w krykieta i ich podróży. Cenimy ich, gdy dobrze sobie radzą, ale wyśmiewamy ich, drwimy z nich i ranimy, gdy im się nie udaje. Czy z nim też tak było? Dotarło do niego?
— To się stało. Krążyły pogłoski, że zostałem wybrany tylko z powodu pewnego tajemniczego lobby Karnataka… Takie lobby nie istniało, ale to nie powstrzymało plotek… Po tym, jak zostałem odrzucony, poczułem potrzebę spróbowania zdusić te brzydkie plotki moimi występami . Byłem wyśmiewany przez tak wielu ludzi, ponieważ porównywali moje wyniki w 2 ODI do mojej wartości jako krykiecisty. Przez jakiś czas też mnie to wciągnęło. Porażka wydawała mi się bardzo osobista i zraniła mnie do tego stopnia, że zacząłem kwestionować własną wiarę w siebie. Zacząłem się zastanawiać, czy może mieli rację, a może byłem tylko błyskiem na patelni… To był okropny czas… i okropne miejsce do przebywania.
„Na szczęście byli przyjaciele i koledzy z drużyny, którzy mnie wspierali. Na przykład Sachin i Rahul, obaj legendy tej gry, dali mi tak pozytywne wsparcie i potwierdzenie pośród wszystkich negatywnych rzeczy. Ale to był trudny etap w mojej karierze.
„A potem, kilka lat później, zdecydowałem, że moje występy na boisku nie będą decydowały o mojej własnej wartości. I poczułam się bardziej komfortowo we własnej skórze. Nie chodziło już o udowadnianie komuś racji… ani o walkę o odzyskanie szacunku do samego siebie. Byłem wart dużo więcej niż 2 niskie wyniki w 2 meczach krykieta…. Definiują mnie moje wartości, moje wybory i moje czyny, które nie miały nic wspólnego z biegami, stuleciami czy zwycięstwami na boisku… i kiedy patrzysz na życie w ten sposób, to jest wyzwalające. Odkrywasz wtedy, że grasz z właściwych powodów… i że jesteś o wiele szczęśliwszy”
„Nigdy nie pozwól, aby czyjeś wyniki decydowały o własnej wartości”, powtarzam sobie, ponieważ znowu jest to zdanie, które ma tak wiele sensu. Zdaję sobie sprawę, że chociaż szczęście, fortuna i losowość mogą wpływać na wyniki każdego dnia, nie mają one żadnego wpływu na poczucie własnej wartości gracza w krykieta.
Czy jego własne wewnętrzne zmagania wpłynęły na wybór kariery po wycofaniu się z zawodowej gry? Jest dyrektorem ds. edukacji w National Cricket Academy i regularnie prowadzi programy szkoleniowe i seminaria dla trenerów w całym kraju.
'Z całą pewnością. Moja własna podróż zainspirowała mnie do studiowania psychicznego aspektu tego, przez co przechodzi sportowiec — psychologii sportu, umiejętności umysłowych, tego typu rzeczy… i zawsze ciągnęło mnie do coachingu, ponieważ uważam, że jest to najbardziej znaczący sposób pomagania młodym, utalentowane dzieci radzą sobie z sukcesami i porażkami”.
„Chociaż ci młodzi gracze w krykieta są tak wysoko wykwalifikowani, w końcu są ludźmi. Mają mocne i słabe strony. Każdy krykiecista jest inny.
Zatrzymuje się na chwilę.
„Podróż do poprawy naprawdę zaczyna się dopiero wtedy, gdy zrozumieją siebie, poprzez głęboką i szczerą introspekcję. Staramy się pomóc naszym graczom w krykieta i trenerom osiągnąć poczucie samoświadomości”
Nagle zdaję sobie sprawę, że mężczyzna, z którym rozmawiam, jest jednym z najbardziej samoświadomych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem.
Bo kiedy się nad tym zastanowić, człowiek, który potrafi beznamiętnie mówić o swoich najwyższych i najniższych chwilach i wykorzystuje własne doświadczenia do badania własnych wad z przenikliwością, mądrością i głębią, jest naprawdę samoświadomy.
………………………..
Przybyłem uzbrojony w pytania dotyczące odbijania, reflektorów i wybierania meloników. Przygotowując się do wyjazdu, zastanawiam się nad głębszymi pytaniami, skierowanymi głównie do mnie.
Czasami rozmowy w krykieta prowadzą cię do interesujących króliczych nor, głębszych niż sama gra.
Jak dobrze naprawdę znam siebie? Czy kiedykolwiek znajdę w sobie odwagę, szczerość i hart ducha, by beznamiętnie przedyskutować moment porażki z zupełnie obcą osobą, taką jak mężczyzna po drugiej stronie stołu?
Dziękuję mu za poświęcony czas, szczerość i hojność w dzieleniu się swoją historią. Rozchodzimy się.
Ale jest coś w historii Sujitha, co utkwiło mi w pamięci.
Zastanawiając się nad jego podróżą, myślami i pomysłami, zdaję sobie sprawę, że chociaż motywują cię niektóre idee Triumfu i Katastrofy, w rzeczywistości są to ulotne chwile intensywnych emocji, rozgrywające się w jaskrawym świetle reflektorów, z twoimi bliskimi w frekwencja na trybunach. Te chwile przeminą. Są przejściowe. Twoja definicja „Triumfu” może się jutro zmienić. Albo dzień później.
O wiele bardziej znacząca niż pogoń za „Triumfem” w świetle reflektorów jest podróż w głąb siebie, aby poznać siebie i obnażyć się z bezwzględną szczerością. To mroczna i chaotyczna podróż, ale kiedy już tam dotrzesz, zostaniesz pobłogosławiony jasnością perspektywy, która może trwać całe życie. I jesteś całkowicie pogodzony ze sobą.
Tak jak Sujith Somasundar.

![Czym w ogóle jest lista połączona? [Część 1]](https://post.nghiatu.com/assets/images/m/max/724/1*Xokk6XOjWyIGCBujkJsCzQ.jpeg)



































