Cisza

Dec 10 2022
W tym tygodniu wybrałam się z koleżanką nad jezioro. Pewnego popołudnia staliśmy na przystani i w chwili, gdy przestaliśmy rozmawiać, powiedział: „Słyszysz to?” „Nic nie słyszę.
Jezioro było moim nauczycielem ciszy.

W tym tygodniu wybrałam się z koleżanką nad jezioro. Pewnego popołudnia staliśmy na przystani i w chwili, gdy przestaliśmy rozmawiać, powiedział: „Słyszysz to?” „Nic nie słyszę”. Odpowiedziałem. „Dokładnie, to czysta cisza”. powiedział. Staliśmy tam w pięknej i niezręcznej przestrzeni pozbawionej hałasu tak długo, jak mogliśmy to tolerować.

Świat bez hałasu jest mi niesamowicie obcy. Zastanawiając się nad tymi kilkoma minutami nad jeziorem, zdaję sobie sprawę, że zarówno tęsknię za ciszą, jak i boję się jej. Te dwa konkurujące ze sobą pragnienia przyciągają przeciwne strony mojej duszy, a napięcie jest wyczuwalne.

Tak duża część świata to tylko hałas. Jest hałas z wnętrza, nieustanne gadanie w mojej głowie i sercu, wewnętrzny monolog, który opowiada o moim życiu. Rzadko jest życzliwy i często skłonny do niepokojących pytań i oskarżeń. Pozostawione bez kontroli, to głębokie szemranie ma na celu sabotowanie radości i promowanie takiego poglądu na życie, który niweczy nadzieję, której pragnę.

A potem jest hałas, który przenika świat. Każdy ma coś do powiedzenia i rzadko jest to przemyślane. Mówią, że rozmowa jest tania i to prawda. W ekonomii słów świat jest zalewany banalną gadaniną, w której podaż znacznie przewyższa popyt. W wymianach w mediach społecznościowych, SMS-ach, niezamierzonych rozmowach i niekończących się strumieniach rozrywki nasza kultura nieustannie wpływa na każdy możliwy temat, kierując nasze serca na pustynię.

Nad jeziorem zderzyłem się z surową rzeczywistością, że moje pierwotne pragnienie ciszy jest zakorzenione w potrzebie odpoczynku, piękna i spokoju. Pragnę tych rzeczy tak bardzo, a jednak w konfrontacji z nimi, nawet w małych dawkach, często są one zbyt duże dla mojej „ciężkiej, brudnej duszy”. [I tak, to jest odniesienie do Twenty One Pilots] Pamiętam, jak kiedyś czytałem, że zbyt dużo jedzenia, zbyt szybko, może faktycznie zabić głodującą osobę. I tak jest z duszą pozbawioną ciszy. Zbyt wiele ciszy przepełnionej pięknem zachęcającym do głębokiego odpoczynku może tak łatwo przytłoczyć duszę uwarunkowaną hałasem.

Po powrocie znad jeziora zdałem sobie sprawę, że muszę z większą regularnością przenosić się w spokojne miejsca, jeśli mam zawładnąć życiem, za którym tak rozpaczliwie tęsknię. I w szczęśliwej i bardziej prawdopodobnie wyświęconej chwili świadomości, jednocześnie zdałem sobie sprawę, że pora roku, w której się znajdujemy, jest szyta na miarę dla takiego przedsięwzięcia. Bo to jest Adwent. To jest pora roku, która zaprasza nas do ciszy, wyciszenia naszych dusz, wyciszenia się i przygotowania naszych serc na ujrzenie piękna i odpoczynku, jakiego nigdy nie doświadczyliśmy.

Istnieje świat, w którym cisza zastawia stół dla piękna, radości i odpoczynku, o których tylko odważymy się marzyć. W tym świecie jest Król, którego blask wieńczy ciszę chwałą i zaprasza nas, abyśmy po prostu „byli spokojni i wiedzieli, że jest Bogiem”. Pewnego dnia usiądę w obecności króla i będę milczeć. A cisza będzie bezruchem, który ustępuje miejsca życiu i pełni. Dziś siedzę chwilę bez hałasu, wyobrażając sobie, jak to będzie, dopóki nie odciągnie mnie gwar świata i mojego serca.