Korzeń i róża

Dec 07 2022
z As It Were Walking Carondelet Street, z egzemplarzem Czterech kwartetów, który właśnie znalazłem w przydrożnej bibliotece. Co mogło być i co było Wskaż jeden koniec, który jest zawsze obecny.

z Jak to było

Idąc ulicą Carondelet, z egzemplarzem Czterech kwartetów , który właśnie znalazłem w bibliotece na chodniku.

Co mogło być i co było
Wskaż jeden koniec, który jest zawsze obecny.
Odgłos kroków odbija się echem w pamięci
W dół korytarza, którym nie szliśmy
W stronę drzwi, których nigdy nie otworzyliśmy

Najpierw przeczytałem to z Maggie, leżąc na ciepłej cegle nad wodą, tuż za ogrodem różanym.

Ze swojego podwórka Delvin przewodniczy gotowaniu raków i grillowaniu.

W porządku, kochanie! Przyjdź po coś do jedzenia i odpocznij! Życie nie musi być takie szybkie!

Z frontowego ganku głośniki puszczają „ The Root ” z Voodoo .

Jak deszcz do brudu
Od winorośli do wina
Od Alfy i stworzenia
Do końca czasu

I to jest zabawne, bo kiedy po raz pierwszy usłyszałem tę muzykę, słyszałem bardzo niewiele.
Oglądałem TRL z Oscarem i kiedy pojawił się teledysk do „ Untitled (How Does It Feel )”, pamiętam tylko napad złości dwóch dorastających Anglików, wpatrujących się w nagiego czarnego mężczyznę, zirytowanego, podnieconego.

(Prawda była taka, że ​​nie byliśmy osamotnieni w naszej reakcji: wideo mogłoby wystrzelić nowo wyrzeźbioną postać w stratosferę, jednocześnie prawie wrzucając go do grobu; obraz wyprzedził muzykę, a poprzednio i naturalnie duży- kościsty D'Angelo, niesamowity talent i „muzyk-muzyk”, zatracił się w wrzawie wokół swojego statusu symbolu seksu i wpadł w głęboką i mroczną walkę z alkoholem i narkotykami).

Delvin obejmuje przybyłą rodzinę, mówi im, że mają tu raki, żeberka i kurczaka, i żeby wrócił do kuchni, żeby zobaczyć się z Odettą po czerwoną fasolę i étouffée. Jedno z małych dzieci marszczy twarz. Nie lubię étouffée ! Delvin się śmieje. Jeszcze nie musi ci się to podobać, kochanie. Daj temu czas.

podany czas; zajęty czas.
Czas wyrafinowany, w stylu Dilla, bóstwo i diabeł do tańca.

A z czasem muzyka wróciła do mnie, bez wizualnej przeszkody, i usłyszałem ją. To był oszałamiający dźwięk, który przełamywał kwantyzację, zachowywał nierównowagę, akceptował niedoskonałości.

Słyszałem J Dilla.

Słyszałem razem muzyków w pokoju, grających dla muzy, jeszcze nie sługusów swoich maszyn.

Słyszałem dźwięk w czasie i poza nim.