Moja ulubiona kołysanka

Dec 04 2022
Dzisiejsza noc jest jedną z tych rzadkich okazji, kiedy jeszcze nie śpię, kiedy moja córka wraca do domu z treningu siatkówki. Anna jest teraz w pierwszej klasie liceum, a nasze role się odwróciły we wszystkich dziedzinach naszego życia, a pora spania to tylko jedna z nich.

Dzisiejsza noc jest jedną z tych rzadkich okazji, kiedy jeszcze nie śpię, kiedy moja córka wraca do domu z treningu siatkówki. Anna jest teraz w pierwszej klasie liceum, a nasze role się odwróciły we wszystkich dziedzinach naszego życia, a pora spania to tylko jedna z nich. Szkolny sezon uniwersytecki dobiegł końca, a każdy mecz, który do tej pory oglądałem, wydawał się częścią pożegnalnej lub emerytalnej wycieczki, podczas której szlochający rodzice pojawiają się, by zobaczyć, jak bawią się ich dzieci – „jeszcze tylko jeden, ostatni raz”. A przynajmniej tak mi się wydaje. Tego lata przeczytałem książkę o starzeniu się i przechodzeniu z jednego etapu życia do drugiego i świadomie zdecydowałem, że zamierzam „wykorzystać przemianę” — w moim przypadku przejście od samotnego ojca, który widuje się z córką przez 60–70% czas na bycie pustym gniazdującym. Bo nie pozwolę, żeby to się tak po prostu stało. Nie zamierzam obudzić się pewnego dnia i stwierdzić, że jej nie ma. Zajmę się tym — nią, mną i całym procesem.

Tych wieczorów, kiedy zostaje poza domem dłużej, niż jestem w stanie utrzymać oczy otwarte, jest ich coraz więcej i to bardzo szybko. Dlatego oboje jesteśmy nawet trochę podekscytowani dzisiejszego wieczoru, kiedy ona pojawia się około dziesiątej, a ja wciąż nie śpię i czytam w łóżku. Krótkie „Cześć, cześć”, nadrobienie zaległości, co nie trwa dłużej niż minuta, uśmiechy, buziaki na dobranoc i szybkie „Dobranoc. Kocham cię. Jesteś najlepsza." kiedy wychodzi z mojego pokoju i idzie do swojego, i szybko odpowiada „Też cię kocham tato”, a potem znowu jestem sama. Czytam kolejną stronę lub dwie, gdy słyszę, jak rozmawia przez telefon z przyjaciółmi, porusza się tam iz powrotem między swoim pokojem a łazienką, dźwięki wydobywają się z jej iPada — czy to muzyka, czy ogląda filmy? Nigdy się nie dowiem - i gaszę światła, odkładam książkę,

I cieszę się — mniej więcej tak bardzo, jak fakt, że nie spałam tej nocy, że spędziliśmy z Anną tę chwilę, że miałam ten krótki wgląd w jej życie i znów byłam świadkiem, jaka jest szczęśliwa za każdym razem, kiedy zaczęła uprawiać sport. , szczęśliwy, że wymieniliśmy te kilka zdań, bez względu na to, jak małe i pozornie nieważne się wydają, bo są ważne. Być może są tam najważniejsze rzeczy. Codzienne chwile, które uważamy za oczywiste, ale które nieuchronnie przeminą. To one są ważne. Są wszystkim.

A kiedy tak leżę i próbuję zasnąć, dźwięki dochodzące z pokoju Anny stają się trochę bardziej intensywne, nie głośniejsze, tylko bardziej intensywne. Słyszę dużo podskakiwania, ciężki oddech. Biega tam iz powrotem po swoim pokoju i wiem, co to znaczy: założyła słuchawki, zgasiła światła i tańczy. Po kilku minutach nie mogę się już powstrzymać i muszę sprawdzić co się dzieje, bo ten taniec robi się już trochę intensywny. Wstaję z łóżka, idę do niej przez salon, a kiedy otwieram drzwi i wchodzę do ciemnego pokoju, ona stoi tuż przede mną, przerażona teraz przez krótką chwilę, bo myślała, że ​​już śpię, a ona Nie spodziewałem się, że ktoś teraz wejdzie. Uśmiecham się do niej, a ona uśmiecha się do mnie. Po 2 godzinach intensywnej praktyki i długim dniu, moja córka tańczy w czymś, co wydaje mi się środkiem nocy. Tyle energii.

"Co ty robisz? Co to za dźwięki? – pytam, uśmiechając się do niej, by upewnić się, że rozumie, że nie jestem tu po to, by ją zbesztać lub pouczać.

„Po prostu tańczę. Jakie dźwięki? Nieźle mnie przestraszyłeś. Odwzajemnia uśmiech, prosto w moją twarz.

„Nie chciałem cię przestraszyć. Przepraszam. Nie wiem. Dźwięki tańca, dźwięki oddechu podczas tańca? Brzmi to tak, jakbyś robił wdech i nucił coś do siebie?

„Och, hahaha, tak, możliwe”.

"Co to jest? Co śpiewasz i czego słuchasz?”

„Och, nic, może coś od Taylor Swift”.

„Dobrze, dobranoc, miłego oglądania”. Mówię, teraz prawie się śmiejąc. „Ale możesz tańczyć dalej i nie musisz słuchać muzyki na słuchawkach, wiesz o tym, prawda? Włącz muzykę na głośniku”.

"Ja robię." ona się śmieje. "Dobranoc. Do widzenia.".

Przytulamy się po raz ostatni na dziś, całuję ją w czoło, a potem wracam do swojego pokoju, z powrotem pod ten za duży koc do ciepłej i pluszowej głębi i wygody mojego za dużego łóżka. Jest połowa listopada iw końcu na tyle zimno, że mogę usprawiedliwić cały sprzęt pościelowy, który mam. A ja pławię się w dźwiękach dochodzących z pokoju Anny. Dźwięki, które przypominają mi dźwięki, które moi rodzice wydali w salonie, kiedy mieliśmy gości i musiałem wcześnie iść spać. Dźwięki, które wydawał samochód moich rodziców, gdy jechali, ja na tylnym siedzeniu, drzemiący w ścieżce dźwiękowej mamrotanej rodzicielskiej rozmowy, ryczący silnik samochodu i radio lub magnetofon. Dźwięki, których wciąż pragnę, kiedy jestem z rodzicami, ponieważ ta playlista to nic innego jak odtwarzanie ludzi, których kocham najbardziej, ludzi, którzy są mi najbliżsi, kompilacja zażyłości, intymności i bezwarunkowej miłości. Ścieżka dźwiękowa, którą wciąż lubię za każdym razem, gdy ich odwiedzam i mam nadzieję, że pewnego dnia Anna poczuje się równie dobrze, pewnego dnia, kiedy będzie mogła to wszystko docenić.

Bo to jest dźwięk pokoju, dźwięk miłości, dźwięk, że wszystko jest w porządku i będzie dobrze. Jestem teraz zarówno szczęśliwy, jak i smutny - szczęśliwy, że doświadczam tej chwili i mam środki, aby ją zrozumieć i uchwycić tak, jak to robię, smutny, że to się skończy i że te chwile nieuchronnie się skończą bycia doświadczonym — nie później niż za 1,5 roku od teraz, kiedy Anna skończy szkołę i pójdzie na studia. Jestem jednak bardziej szczęśliwa niż smutna, potrafię docenić piękno i spokojnie zapaść w głęboki sen.

Budzę się 7 godzin później, nadal szczęśliwy i wypoczęty. Wykonuję swoją poranną rutynę, wciąż i wciąż wracam myślami do ostatniej nocy. Przygotowuję śniadanie i stawiam sobie cel — jeszcze bardziej dzisiaj niż w inne dni — że jemy razem śniadanie, nie poganiamy się i razem wychodzimy z domu, czego zwykle nie robimy. Pomimo tego, że generalnie jestem dość niecierpliwy, zwłaszcza rano, zmuszam się do czekania na nią, będąc już w pełni ubranym, aż będzie gotowa. Następnie idziemy do metra. Nastrój jest wesoły, pozytywny, pełen miłości — Anna uśmiecha się tak samo jak ja. Minęło trochę czasu, odkąd razem wyszliśmy rano z domu, więc to wszystko jest trochę dziwne i przypomina trochę powrót do czasów, kiedy przyprowadzałem ją do szkoły.

„To było naprawdę miłe zeszłej nocy. Uwielbiałem słuchać, jak tańczysz w swoim pokoju. Zobaczysz kiedyś — pięknie jest mieć życie w domu. Mieć ludzi w domu. Nadal tak się czuję, kiedy odwiedzają mnie babcia lub dziadek i słyszę, że po prostu są w pobliżu”. Mówię jej, kiedy idziemy.

„Ale babcia jest taka cicha – nigdy, przenigdy nie wydaje dźwięku. Ledwo ją słychać. ona odpowiada.

„Racja, ale to sama obecność ludzi, poczucie, że są wokół ciebie, w tej samej przestrzeni. To wszystko. To właśnie jest takie piękne. Zwłaszcza jeśli jest to rodzina lub ludzie, których kochasz”. Kontynuuję.

"Naprawdę?" uśmiecha się do mnie, prawdopodobnie trochę zaszczycona.

"Tak naprawdę. I niestety te dni są policzone. Bo kto będzie w moim domu i będzie wydawał dźwięki, kiedy wyjedziesz na studia? – pytam, uśmiechając się szeroko, żeby upewnić się, że mnie źle nie zrozumie. Przylepni rodzice — nie chcę być ani sprawiać wrażenia takich. Kiedykolwiek.

„Tak, bardzo szybko te dni się skończyły”. ona potwierdza.

"Co masz na myśli? Wkrótce?" – pytam, nagle zdenerwowana i zirytowana.

„Za półtora roku, kiedy pójdę do college'u”. uśmiecha się do mnie.

„Tak, półtora roku. I to jest dobre. Ale dopilnuję, że nawet po tym będziemy się spotykać dość często. Obiecuję." – mówię, kończąc dzisiejszą poranną rozmowę, kiedy wpadamy na koleżankę Anny ze szkoły, z którą będzie kontynuowała dojazdy.

Całuję ją na pożegnanie i kontynuuję samodzielną podróż. Wyjątkowo niepozorny wieczór i równie nie wyróżniający się poranek. Jestem taki szczęśliwy. Minuty słownej wymiany zdań, tylko krótkie chwile miłości, a jednak jestem taka, taka szczęśliwa. Mój przyjaciel powiedział wczoraj, że „romans jest walutą życia”. z czym od razu się zgodziłem. Ale myślę, że miłość naprawdę jest tą walutą lub intymnością, która się z nią wiąże. Dźwięki i zapachy tworzą aurę i obecność ludzi oraz są wyrazem i artykulacją ich istnienia i obecności, i bardzo niewiele może nas uspokoić i wprowadzić w spokojniejszy i szczęśliwszy stan umysłu niż to.

Ile wieczorów mi zostało, ile wieczorów nam zostało? A ile rano?

Będę teraz szukał i znajdował te chwile częściej i bardziej świadomie, gdy mi się pojawią. Tak długo, jak mogę. I tak często, jak tylko mogę. Ponieważ pewnego dnia nadejdzie ostatni raz i do tego czasu będę ssać te chwile i te emocje i trzymać je tak długo, jak tylko będę mógł. I mam nadzieję, że Anna i ludzie wokół mnie pewnego dnia poczują to samo i będą w stanie wydobyć i wydobyć z ludzi i ich obecność to samo, co ja. I dzięki temu prześpię równie dobrze noc, jak ostatniej nocy.

Wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek minęły i minęły. I już szukam swojego następnego „wczoraj” i następnego „dzisiaj rano”. Nie mogę się doczekać.