RAJ MARZEŃ?

Dec 06 2022
Global Development Sector zawodzi profesjonalistów z Globalnego Południa. Wolność pachnie jak McDowell's! Tak, dobrze przeczytaliście — McDowell's — podróbka McDonald's przedstawiona w filmie Coming to America, który dorastałem oglądając w kółko na starej, dobrej kasecie VHS.

Global Development Sector zawodzi profesjonalistów z Globalnego Południa.

Wolność pachnie jak McDowell's! Tak, dobrze przeczytałeś — McDowell's — podróbka McDonald's przedstawiona w filmie Coming to America , który dorastałem oglądając w kółko na starej, dobrej kasecie VHS. Bardzo wyraźny zapach tłuszczu przeniknął strefę celną i graniczną, kiedy wylądowałem w Ameryce z Turkmenistanu, emanując z McDonald's znajdującego się w strefie przylotów. Zapach frytek i grillowanych burgerów, który unosił się na moich włosach i ubraniach jeszcze długo po wyjściu z lotniska, to dla mnie zapach marzeń, wolności i możliwości.

Książę Akeem, główny bohater „Coming to America”, porzucił rozpieszczony styl życia w Zamundzie i przybył do Stanów Zjednoczonych udając biednego studenta z zagranicy w nadziei na znalezienie miłości wykraczającej poza królewskie tytuły. W przeciwieństwie do Akeema nie musiałem udawać biednego studenta z zagranicy — nim byłem. I kiedy Akeem przyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby znaleźć prawdziwą miłość, ja uciekłam od zaaranżowanego małżeństwa, trudnej sytuacji ekonomicznej i braku możliwości. Biegałam do krainy wolności w poszukiwaniu edukacji, równości płci, wolności, sprawczości, równych szans i wyboru. Chciałem również zrealizować swój amerykański sen o budowaniu kariery w instytucjach wielostronnych , z których wiele ma swoje siedziby w Nowym Jorku.

Gdy dążyłem do spełnienia mojego amerykańskiego snu, nastąpiła seria żmudnych i skomplikowanych prób zdobycia pierwszego stażu w agencjach ONZ w nadziei, że zmienię staż w pełnoetatową rolę lub przynajmniej zacznę budować swoją sieć. Opuściłem ojczyznę dzięki hojnemu stypendium oferowanemu przez organizację filantropijną z nadzieją, że jeśli uda mi się dotrzeć do Ameryki i poświęcić swoje życie i czas na ciężką pracę i uczynienie świata lepszym dla wszystkich ludzi, nieuchronnie odniosę sukces. A gdybym w trakcie tego procesu mógł znaleźć rozwój zawodowy, zysk finansowy i, co być może najważniejsze, szczęście, wolną wolę i wolność, osiągnąłbym sukces w życiu. W rzeczywistości jednak sprawy potoczyły się zupełnie inaczej: po opuszczeniu Turkmenistanu, aby uciec przed ograniczeniami, stanąłem przed zupełnie nowym zestawem wyzwań.

PRZYBYWAĆ DO AMERYKI

W tradycyjnym koczowniczym stylu Turkmenów moja mama wypchała dwie duże walizki niepsującą się żywnością, lekarstwami i ubraniami, żebym nie wydawał pieniędzy w Stanach Zjednoczonych. Zrobiłem mentalny obraz mojej rodziny na lotnisku, ponieważ wiedziałem, że nie zobaczę ich przez długi czas, dopóki nie zażądam swojej części chleba i masła, wolności i kariery w „raju” dla marzycieli: Ameryce. Po łzach i pożegnaniach, po lotach i lotach łączonych, po pełnych rozbudzenia godzinach nadmiernego podniecenia w ciemnym samolocie wylądowałem w Nowym Jorku, miejscu, które kochałem na długo przed wejściem na jego ziemię.

Statua Wolności ubrana w tradycyjny strój turkmeński trzymająca w jednej ręce frytki McDonald's aw drugiej dyplom ukończenia studiów wyższych. Zdjęcie dzięki uprzejmości Guzel Tuhbatullina, użyte za zgodą.

Pomimo dużego upału i wilgoci nie mogłem uwierzyć, że jestem w Nowym Jorku. Potykałem się przez zatłoczone ulice pełne drapaczy chmur, szybkich spacerowiczów pędzących do pracy, jasnych świateł, żółtych taksówek i ruchliwego ruchu, uśmiechając się od ucha do ucha. Spacerując po mieście, znalazłem się przed hotelem Waldorf Astoriana środkowym Manhattanie. To był ten sam hotel, w którym zatrzymali się matka, ojciec i świta Akeema, kiedy przybyli do Nowego Jorku. Choć brakowało flagi Zamundy, nie sposób było nie rozpoznać tego zapierającego dech w piersiach budynku z mojego ulubionego filmu z dzieciństwa. Ogarnęło mnie tornado emocji. Moje serce biło tak szybko, jakbym miała w klatce piersiowej kolibra, a łzy niekontrolowanie spływały po moich policzkach. W tym momencie poczułem się, jakbym był w kręgu uprzywilejowania i wdzięczności.

Jakaś część mnie wyczuwała, że ​​droga, która mnie czeka, będzie trudna. Wiedziałem, że muszę mieć doskonałe stopnie, aby mieć szansę stawić czoła zaciekłej konkurencji i dostać się na staż w ONZ — niezbędny pierwszy krok do rozwoju kariery i nawiązywania kontaktów. Jako młoda i ambitna dziewczyna z Turkmenistanu naiwnie wierzyłam, że mogę być twórcą zmian, pracując z ONZ lub obok niej, i że mogę stworzyć lepsze perspektywy dla moich ludzi. Wkrótce przekonałem się, że ani dobre stopnie, ani niegasnąca chęć walki z niesprawiedliwością nie wystarczą, by dostać sensowną, płatną pracę, wraz z wizą pracowniczą.

RETORYKA VS. POLITYKA

Rozprzestrzenianie się ideału upodmiotowienia kobiet w przestrzeni poradzieckiej wpłynęło na moje myślenie w bezprecedensowy sposób podczas mojego dzieciństwa w Turkmenistanie. Pomimo dorastania w patriarchalnym społeczeństwie, w którym oczekiwano, że wyjdę za mąż przed ukończeniem szkoły średniej, programy pomocowe wspierające kraje rozwijające się i kraje w okresie przejściowym dały mi swobodę marzeń o tym, że oprócz małżeństwa, macierzyństwa i opieki mogę wybrać inną ścieżkę prowadzącą do edukacji na światowym poziomie.

Wytyczenie autentycznej ścieżki i zintegrowanie się z nową kulturą przy jednoczesnym pozostaniu wiernym kulturze mojej społeczności to trudna podróż, o czym powie każdy marzyciel. Ciężko pracowałem, aby upewnić się, że jestem otwarty na nowe doświadczenia i sprzeczne szkoły myślenia, i pozostawałem otwarty na zmiany, rozwój i przekierowanie. Moja droga do urzeczywistnienia mojego amerykańskiego snu obejmowała przekraczanie granic, opowiadanie się za sobą, bycie głosem mojej społeczności i odkrywanie nowych sposobów nawiązywania relacji z innymi.

Kończąc studia w Stanach Zjednoczonych, czytając wspomnienia Malali Yousafzai, poczułam, jakby moja ucieczka z Turkmenistanu w poszukiwaniu edukacji i moja tożsamość jako feministki zatoczyły koło . Zainspirowany osiągnięciami tej pakistańskiej młodej aktywistki i laureatki Pokojowej Nagrody Nobla z 2014 roku oraz jej aktywnością w ONZ, zacząłem wierzyć, że ja też mogę stać się agentem radykalnych zmian, pracując w sektorze rozwojowym. Ale starając się o staż w ONZ czy organizacjach pozarządowych (NGO), poczułem się zdradzony przez te same instytucje.

Instytucje, które opowiadają się za równouprawnieniem kobiet i dziewcząt, to te same instytucje, które oferują bezpłatne staże, oczekują, że ludzie będą wystarczająco zamożni, aby pracować za darmo, i nie sponsorują międzynarodowych profesjonalistów za wizy pracownicze. Wkraczałam w świat, który bronił praw kobiet z daleka, ale kiedy prawdziwe, inteligentne kobiety zapukały do ​​ich drzwi, prosząc o szansę na powstanie i zmianę świata, prawie nie dano im szansy.

AMERYKAŃSKI SEN

Bezpłatne staże w ONZ i większości organizacji non-profit w drogich miastach, takich jak NYC, skutecznie zniechęcają międzynarodowych studentów z krajów rozwijających się i słabo rozwiniętych. Tylko najbardziej uprzywilejowani młodzi ludzie mają środki na przyjęcie bezpłatnych staży, co sprawia, że ​​równość jest prawie niemożliwa.

Jeśli zagraniczni studenci, którzy pochodzą z rodzin o niskich dochodach, zgodzą się na bezpłatny staż, wkrótce znajdą się w namiotach przed siedzibą ONZ lub w dwugodzinnej fizycznie wyczerpującej podróży do pracy, żywiąc się ryżem, kawałkami pizzy za 1 dolara, produktami w puszkach , i błyskawiczny ramen . Dla studentów, którzy nie urodzili się w przywilejach, odbycie bezpłatnego stażu oznacza ledwo przetrwanie.

Nie było mnie stać na życie w Stanach Zjednoczonych z „pensją” bezpłatnego stażu; to był fakt. Tak więc po studiach zacząłem szukać pracy na pełen etat lub płatnych staży. Z zaledwie ponad 800Studenci z Turkmenistanu studiujący w Stanach Zjednoczonych, brakuje wzorców do naśladowania w mikrospołeczności, na których mógłbym polegać w zakresie poradnictwa i coachingu. Generalnie imigranci z Turkmenistanu zadowalają się nisko płatną pracą wymagającą niskich kwalifikacji, ponieważ brakuje im przyjaciół i rodziny, którzy mogliby wprowadzić ich w świat profesjonalistów pracujących na stanowiskach umysłowych. Trudno jest wyrzeźbić miejsce w milionowym mieście, zwłaszcza jeśli jesteś studentem z zagranicy i nie znasz zasad. Czasami wydawało mi się, że wszystkie drzwi sektora deweloperskiego są zamknięte dla kogoś takiego jak ja, niezależnie od moich kwalifikacji czy zdolności do wykonania pracy.

Koneksje i pieniądze liczą się bardziej niż talent w obecnym amerykańskim systemie, który prowadzi do gospodarki rynku pracy, w której ludzie z najlepszymi kontaktami mają najwięcej możliwości i dostęp. Jak napisał Mark Granovetter, autor książki „ Getting a Job: A Study of Contracts and Careers ” , sieci pozostają kluczową walutą umożliwiającą awansowanie na amerykańskim rynku pracy, gdzie szacunkowo połowa miejsc pracy jest uzyskiwana za pośrednictwem sieci. Z mojego doświadczenia dowiedziałem się również, że brama do organizacji sektora rozwojowego nie jest w równym stopniu otwarta dla studentów zagranicznych, którym brakuje sieci w Stanach Zjednoczonych.

Brak środków finansowych ogranicza również naszą zdolność do nawiązywania kontaktów z kolegami w nieformalnych sytuacjach, takich jak drinki po pracy, co często jest sposobem na budowanie relacji zawodowych. Sieci mogą otwierać drzwi do wszystkich, a niedostatecznie reprezentowani profesjonaliści, zwłaszcza z Globalnego Południa, którzy nie mają wpływowych powiązań, mogliby ogromnie skorzystać na dostępie do wpływowych powiązań. Dla osób ze zmarginalizowanych środowisk dostęp do takich sieci może być trudny, ponieważ osoby na wysokich i uprzywilejowanych stanowiskach często „pilnują” dostępu do swoich wewnętrznych kręgów. Mnie na przykład nigdy nie udało się spotkać przy filiżance kawy z niektórymi wyższymi dyplomatami, mimo moich wysiłków.

Dyplomaci mogą mieć napięte harmonogramy, ale myślę, że brakuje im również okazji do interakcji i poznania krajów niedostatecznie reprezentowanych z pierwszej ręki. To doświadczenie sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy rządzący są zaniepokojeni zmianami w skali kraju i czy naprawdę zainwestowali w sprawienie, by głosy kobiet z Globalnego Południa znalazły się na czele zrównoważonego rozwoju. Koncentracja władzy i możliwości wśród już uprzywilejowanych zawęża grupę talentów i wzmacnia ekskluzywność nad różnorodnością.

KTO KIERUJE ONZ?

ONZ, która istnieje, aby chronić prawa człowieka, walczyć z nierównością, wzmacniać pozycję marginalizowanych i bronić sprawiedliwości społecznej, nie praktykuje tego, co głosi. Zamiast tego promuje praktyki pracy, które mocno dyskryminują biednych. Nawet najniższa pensja w ONZ przekracza budżet przeznaczony na zaangażowanie młodzieży . Jako wiodąca instytucja odpowiedzialna za globalne zarządzanie, ONZ powinna reprezentować ludzi z całego świata, ale programy stażowe w ONZ są mało zróżnicowane. Na przykład 87% respondentów w Globalnym raporcie ONZ dotyczącym staży 2017 Fair Internship Initiative pochodziło z krajów o średnich lub wysokich dochodach.

W 2014 roku miałem szczęście, że moje CV i list motywacyjny trafiły do ​​Sofii Garcii-Garcii, która wówczas prowadziła projekty rzecznicze SOS Wiosek Dziecięcych (SOS CV), mające na celu wywarcie wpływu na Agendę Rozwoju po 2015 roku — proces od 2012 do 2015 roku prowadzony przez ONZ do zdefiniowania przyszłych ram globalnego rozwoju, które zastąpią milenijne cele rozwoju. Sama będąc imigrantką, Sofia musiała przedostać się do sektora deweloperskiego poprzez bezpłatne staże. Jej osobiste doświadczenia systemowego ucisku ukształtowały Sofię w silnej orędowniczce praw dzieci i młodzieży. Opowiadała się więc za płatnymi stażami w swojej organizacji i opracowała kompleksowe zmiany organizacyjne. Zostałem pierwszym płatnym stażystą w SOS CV International. Ta szansa była możliwa dzięki życzliwej i troskliwej osobie zaangażowanej w sprawiedliwość społeczną pomimo zepsutego systemu. Istnieją wyjątkowi profesjonaliści, zarówno w sektorach non-profit, jak i rozwojowych, zaangażowanych w tworzenie integracyjnych i sprawiedliwych polityk, które pozwolą młodym profesjonalistom z Globalnego Południa odnieść sukces, ale nie należy pozostawiać tego szczęściu i indywidualnym działaniom, musi nastąpić zmiana systemowa.

Odbywając staż jako Lobbying and Advocacy Trainee w SOS CV International, często pracowałam w siedzibie ONZ nad Agendą Rozwoju po 2015 roku i wnosiłam wkład w tekst Agendy 2030 wraz z innymi profesjonalistami non-profit. Uderzyła mnie jednak nieobecność fachowców z Globalnego Południa, gdzie kierowana była większość pomocy rozwojowej. W rzeczywistości od września 2022 r. obywatele Azji Środkowej są mniej niż odpowiednio reprezentowani na stanowiskach podlegających geograficznemu rozmieszczeniu w ONZ. W ostatnich latach ONZ ciężko pracowała, aby lepiej reprezentować obywateli z niedostatecznie reprezentowanych krajów Azji Środkowej, umieszczając ich na liście priorytetów programu Junior Professional Program (JPO). Spośród 335 JPO wybranych w okresie od 1 stycznia 2009 r. do 31 grudnia 2013 r.tylko 13 pochodziło z krajów rozwijających się z krajów kandydujących (DCCN), w tym mniejszość kandydatów z Kirgistanu i Uzbekistanu. Młodzi, inteligentni, głodni i wyrafinowani kandydaci z Turkmenistanu, Kazachstanu i Tadżykistanu są praktycznie niewidoczni.

Naiwnie wierzyłem, że bezpośrednie zaangażowanie interesariusza ze społeczności w podejmowanie decyzji będzie rutyną w ONZ, ale tak nie było. Mówiąc dosadniej, sektor deweloperski (a także sektor non-profit) jest uderzająco biały, nasycony samozwańczymi „specjalistami” i „ekspertami” w Azji Środkowej i brakuje rzeczywistej obecności z Azji Środkowej. W związku z tym projekty zaprojektowane i realizowane przez tych międzynarodowych „ekspertów” są często oderwane od kontekstu historycznego i współczesnego , mają niewielką lub żadną praktyczną wartość dla społeczeństwa lub nie zapewniają odpowiedniej analizy struktur władzy i dźwigni politycznych, które biali „eksperci” mistrz jako proponowane „rozwiązania”utrzymać status quo poprzez promowanie inkrementalizmu bez zajmowania się pierwotnymi nierównościami. Wynika to z pracy nad tymi zagadnieniami, a nie ze społecznością.

Kiedy młodzi profesjonaliści, tacy jak ja, urodzeni w krajach rozwijających się, proszą o sponsorowanie pozwolenia na pracę lub wizę dyplomatyczną , ponieważ wiąże się z tym nasze prawo do pozostania w USA, jesteśmy oceniani przez pryzmat niedostatku : nie jesteśmy wystarczająco wykształceni, nasze akcenty są używane, aby nas pomniejszyć, nasze życiowe doświadczenia w rozwiniętym świecie są dyskontowane jako stronnicze. Jako międzynarodowi studenci z krajów rozwijających się często pozostajemy w tyle , jeśli chodzi o ustalenie naszego statusu prawnego. Wynik? Ludzie, którym sektor rozwoju pracuje, aby „pomóc”, są raz za razem odrzucani od możliwości.

Aby wdrażać projekty i osiągać większe zmiany systemowe w sposób uwzględniający kontekst, potrzebujemy ekspertów, którzy zarówno mówią językiem Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ, jak i rozumieją lokalne kultury, historię i politykę, a także mogą służyć jako budowniczowie mostów. Dlatego, aby opracować wpływ społeczny i rozwiązać głęboko zakorzenione problemy świata, organizacje rozwojowe muszą zrewidować swoje wewnętrzne polityki zatrudniania i różnorodności, równości, integracji i przynależności (DEIB), aby odzwierciedlić fundamentalny i transformacyjny zamiar przyciągania i wspierania międzynarodowych studentów i imigrantów, którzy mieć bardziej oddolną i praktyczną wiedzę o społecznościach, którym te organizacje chcą pomóc. Ostatecznie, bez względu na to, jak ciężko imigranci pracują i uczą się, jeśli kwestie związane z możliwościami, dostępnością i DEIB pozostają nierozwiązane i nieuznane,

AKTYWIZM ODPOWIEDZIALNOŚCI

Moje zeznania mogą sprawiać wrażenie, że narzekam i nie jestem wdzięczny za możliwości, jakie dały mi organizacje pozarządowe, fundacje i Stany Zjednoczone. Jednak, jak wyjaśnia Sarah Ahmed — płodna badaczka feministyczna, pisarka i aktywistka — identyfikacja problemów w strukturze wpływowych organizacji nie jest narzekaniem. Jest to forma aktywizmu, która pociąga organizacje do odpowiedzialności za ich niesprawiedliwe i dyskryminujące praktyki. Skargi sprawiają, że wspólne problemy studentów zagranicznych w Stanach Zjednoczonych i młodych profesjonalistów z Globalnego Południa stają się widoczne, słyszalne i czytelne . Jest to praktyczny aktywizmktóra ma na celu uczynienie naszego świata bardziej sprawiedliwym i koncentruje się na długofalowej zmianie systemowej. Kierujemy nasze oburzenie na znalezienie rozwiązań, łącząc kropki między rządami a imigrantami, organizacjami i międzynarodowymi talentami. Słuchanie profesjonalistów z Globalnego Południa, uczenie się na własnych doświadczeniach i podejmowanie celowych działań w celu wdrożenia sprawiedliwych praktyk, które pociągają organizacje do odpowiedzialności za niesprawiedliwe praktyki zatrudniania, pomogą talentom rozwijać się, generować świeże myślenie i wprowadzać innowacje, pomagając organizacjom odnieść sukces w ich misji .

Ten rodzaj aktywizmu jest formą pracy nad różnorodnością i częścią procesu przywracania równowagi istniejącej nierównowagi sił i wyrównywania szans dla wszystkich mniejszości w sektorach rozwoju i non-profit. Każdej osobie, zwłaszcza kobietom z Globalnego Południa, którym powiedziano, że obserwowana niesprawiedliwość to „skargi”, wzywam do odpowiedzi w następujący sposób: „Zapewnianie sprawczości i przeciwstawianie się pozbawieniu władzy nie jest narzekaniem. To iskra do szerszych zmian systemowych”.

I jako wiadomość dla wszystkich moich marzycieli z Azji Środkowej, którzy wyobrażają sobie dzień, w którym oni również mogliby wylądować w Stanach Zjednoczonych, aby szukać nowego początku z nieograniczonym potencjałem, zrealizować swój amerykański sen i znaleźć wyzwolenie: wolność może pachnieć jak McDowall's, i Stany Zjednoczone mogą być równie kuszące jak soczysty burger, ale droga do wyzwolenia jest kosztowna. Czy jesteś gotowy, aby przełknąć rzeczywistość: ciągłą walkę o pozwolenie na pracę, znalezienie przyzwoitej pracy, bycie innym i próby przynależności? Czy jesteś wystarczająco zdeterminowany, aby rozwikłać autentyczną Amerykę z jej rasizmem, walkami pokoleniowymi i traumami, które będziesz musiał znieść, zanim możliwości zapukają do twoich drzwi?

Ameryka, którą znamy z hollywoodzkich filmów i programów pomocy zagranicznej, to obraz kraju kochającego imigrantów, demokratycznego rządu, który żyje w przekonaniu, że wszyscy ludzie są równi i obdarzeni niezbywalnymi prawami, w tym do życia, wolności i dążenie do szczęścia. Ale jak wszystko, ten amerykański sen ma swoją ciemną stronę.

Toczą się ogromne walki z imigracją, ukrytą nienawiścią, zinternalizowanym uciskiem i uciszaniem, które mogą na zawsze zmienić twoje relacje z tym krajem. Czy „wolność” i amerykański sen nadal będą kusić, pomimo niskiego poziomu lęku przed naszym statusem drugiej kategorii? Czy jesteś gotowy pracować non stop, aby spełnić swoje marzenia, bez względu na przeciwności losu, bez względu na dyskryminację, jaką będziesz znosić i bez względu na to, ile szklanych sufitów będziesz musiał rozbić? A co najważniejsze, czy jesteś gotowy, aby zapuścić grubą skórę, aby przeciwstawić się innym, piętnowaniu, rasizmowi, odrzuceniu i dyskryminacji?

Doświadczenie ciemnej strony amerykańskiego snu jest nieuniknione, ale wiedz, że wciąż są współczujące, czułe i wyrozumiałe osoby, które chcą wyciągnąć pomocną dłoń, a w krainie wolnych wciąż istnieją możliwości dla odważnych marzycieli. W rzeczywistości ta ziemia potrzebuje imigrantów takich jak my, aby byli następni w dziedzictwie walki z niesprawiedliwością i dogmatami oraz mieli swój udział w odbudowie systemu w sprawiedliwy i sprawiedliwy sposób, abyśmy nie zawiedli kolejnego pokolenia marzycieli w raj dla walczących zwany Ameryką!

Blog jest pierwotnie publikowany przez Inkstick Media.