Rapsodia wróbla

Dec 06 2022
Otwieram oczy, żywy, szeroko otwartymi oczami, prawie rozbudzony. Słuchaj — co widzę, co zbieram! Świat rozciągnięty jak niekończący się sen, nie popełnij błędu Niebieski, zielony i wszystkie kolory pomiędzy. Wykrzykuję na widok niezliczonych elementów, nie mogę przestać się dziwić Wszystkim rzeczom podksiężycowym, behemotom, ale malutkim na pierwszy rzut oka Odcinam to wszystko, rozdzieram kawałki wizji na strzępy. Myślę, że to musi być tylko dom, cała ta rozległa przestrzeń.

Otwieram oczy, żywy, szeroko otwartymi oczami, prawie obudzony
Hark — co widzę, co zbieram!
Świat rozciągnięty jak niekończący się sen, nie pomyl się z
niebieskim i zielonym i wszystkimi kolorami pomiędzy.

Wykrzykuję na widok niezliczonych elementów, nie mogę przestać się dziwić
Wszystkim rzeczom podksiężycowym, behemotom, ale maleńkim na pierwszy rzut oka
Odłupuję to wszystko, rozdzierając kawałki wizji na strzępy.
Myślę, że to musi być tylko dom, cała ta rozległa przestrzeń.

Mówią, że dom to miejsce, a może ukochana osoba
Ale piosenka w mojej głowie, melodia tak melancholijna
O wątpliwościach i pytaniach, o samotności i wysiłku,
ćwierkam, by ją uciszyć, ale wciąż i wciąż szarpie się tak rytmicznie.

Rozpościerając skrzydła, pędzę, by rozwiązać moje sploty.
Odlatuję w odległe niebo, przed nieznanymi terytoriami.
Szukam domu, ale nigdy go nie znajduję.
Próbuję uspokoić ten głos, ten nieustępliwy w mojej głowie.

A potem pewnego idyllicznego dnia, wypełnionego brzęczącymi dzwoneczkami,
widzę mojego rodzaju i peep, ptaka, który na mnie zapiszczał
Uśmiechnął się wszechwiedzący, moja udręka i lament rozwieją się
Nucę z powrotem do tego głosu, nowej melodii, która mnie uwolniła.

Bo dom jest tym, co buduję i robię, moje legowisko wolne od choroby
Grzęda z gałązkami, które zbieram i wybieram, i zrywam jak najbardziej słusznie.
Jestem wróblem, a to jest moja rapsodia
Pieśń śpiewa, że ​​jestem taka malutka, odpowiadam, że jestem tylko potężna.