Co mam powiedzieć matce, gdy jej syn (23 lata) wyszedł i nie wrócił do domu po 2 dniach?
Odpowiedzi
Do rozważenia, jeśli mały 23-letni syn mieszka w domu, powinien powiedzieć matce, że ma zobowiązania i nie będzie w domu przez 3-4 dni i nie martwić się o niego.
Gdyby ta osoba mieszkała z dala od matki i dzwoniła do niej tylko co 2-3 dni, nie byłoby to coś innego, więc matka by się nie martwiła.
Ten młody człowiek powinien zdać sobie sprawę, że musi brać pod uwagę uczucia innych.
Uwaga: to długa odpowiedź zawierająca 1522 słowa.
Miałem dziewiętnaście lat, kiedy mojego ojca odciągnęła od nas siła Meta zwana śmiercią. Moja mama miała zaledwie 40 lat i straciła partnera, miłość w połowie swojego życia. Jedyne, dla czego pozostała jej do życia, to syn, który ona i jej mąż przyjęli do życia 11 grudnia 1994 roku.
Teraz musiała zadbać o to, by jej syn nie czuł się pominięty, opuszczony lub odizolowany. Musiała się upewnić, że nie odczuwam tak bardzo niedostatku i potrzeby ojca. Musiała się upewnić, że pustka, którą odejście ojca stworzyło w moim życiu, jest czymś, co może nadrobić.
Zawsze była silną i zdecydowaną kobietą, dla której najważniejsza była rodzina. I to, co zostało z tej małej rodziny, to ona i ja. I musiała się upewnić, że w strasznej godzinie nieszczęścia i przeciwności tylko zbliżyliśmy się i nie pogrążyliśmy się w trudnych czasach i wyzwaniach, jakie było życie rzucić się w naszą stronę.
Nie wspominając o tym, że musiała to wszystko robić w czasie, gdy to ona była tą, która najbardziej dotknęła przedwczesna żałoba mojego ojca. Utopia, którą Papa i Maa stworzyli latami miłości, poświęceń i ciężkiej pracy, rozpadała się na strzępy na jej oczach i nic nie mogła na to poradzić.
Tak więc radzenie sobie z tymi wszystkimi instynktownymi emocjami, wspomnieniami Papy, żądnymi pieniędzy krewnymi, radzenie sobie z niezliczonymi duszami wpadającymi do naszego domu, a jednocześnie radzenie sobie z kłótliwym synem, było dla niej bez wątpienia ogromnym wyzwaniem.
I pomimo wszystkiego, co zatapiało jej życie, zachowała dla mnie swój priorytet. Zaczęła traktować mnie jak towarzysza, a nie jak swoje dziecko. Czasami zaczęła stosować się do moich rad. Zaczęła pozwalać mi popełniać błędy, nawet jeśli wiedziała, że zmierzam w złą stronę. Chciała, żebym rozwinął zaufanie, że będzie przy mnie bez względu na wszystko.
Przełamała bariery, które kiedykolwiek istniały między nami. Na przykład syn, który nigdy nie uprawiał seksu z rodzicami, zaczął teraz prowadzić szczegółowe dyskusje na ten temat ze swoją konserwatywną matką.
Zaczęła wysłuchiwać moich poglądów na temat związków otwartych i żywych oraz innych tego typu spraw, które w większości przypadków były tematem tabu w rozmowach wśród indyjskich rodziców i dzieci.
Dziś mogę z nią porozmawiać o seksie, chorobach przenoszonych drogą płciową, pornografii, miesiączkach i kilku innych tego typu kwestiach, które w większości indyjskich rodzin są uważane za tabu. Nigdy nie będzie próbowała mnie odepchnąć, ponieważ temat może wydawać się zawstydzający lub sprzeczny z kulturą społeczną, w której została wychowana.
Mogę z nią porozmawiać, jeśli żywię uczucia do kogoś wyjątkowego lub się zakocham. Rozumie, że jestem młoda, a pociąg jest zjawiskiem naturalnym. Tak, ostrzega mnie, że nie wolno mi wchodzić w nic poważnego, ponieważ może to utrudnić moje zaangażowanie w karierę i szanuję to. W końcu, jeśli ona nie będzie się o mnie martwić, to kto będzie?
Mogę dzielić się z nią prawie wszystkimi rzeczami, które dotyczą mnie i mojego życia. Wie, kogo lubię, a kogo nie lubię. Wie, że nie używam przekleństw, chyba że jestem zbyt zachwycony jakimś idiotą, co może się zdarzać średnio raz na dwa miesiące. A kiedy to się stanie, mogę z łatwością zadzwonić do niej i wyznać: „Byłem tak cholernie wściekły, że w końcu wykorzystałem wulgaryzmy, Maa”.
Myślę, że są to niektóre z głównych problemów, o których indyjskie dzieci najczęściej mają problemy z dyskusją z rodzicami. Ale konfabulacja Maa i ja w takich sprawach jest dzisiaj prozaiczną sprawą. I to tylko dlatego, że nie chodzi już o rozmowę matki i syna. Chodzi raczej o dwóch towarzyszy w życiu, którzy dyskutują o swoim życiu i zainteresowaniach.
Otworzyła mi również o sprawach biznesowych i zarządzaniu finansami domowymi, co znowu było obszarem, którym nie mogłem się wtedy zainteresować. Zaczęła szukać mojej rady i porady, jak mogłaby manewrować swoim biznesem na lepsze wyżyny.
Wiedziała, że nie jestem wystarczająco dojrzała i doświadczona, by dać jej przemyślaną sugestię lub argument na bardzo wiele z tych tematów. Ale mimo to pytała mnie o zdanie, bo chciała, żebym czuł się zaangażowany we wszystko, o co chodziło w jej życiu.
Wszystko dlatego, że dbała o to, co myślę o wszystkim, co dotyczy nas, mnie i jej, razem i indywidualnie. Ślepo ufała mi i moim zdolnościom i uczyniła mnie częścią wszystkiego, czego była częścią, i wkrótce to wzmocnione i liberalne zaangażowanie przerodziło się w związek silniejszy niż ten, jaki kiedykolwiek miałem z nią lub tatą w dawnych czasach.
Po tym, jak mój ojciec nas opuścił, zmniejszyła dzielące nas odległości, przełamała społeczne bariery dotyczące tego, o czym mówić, a czego nie, wystawiła mnie na każdy aspekt życia, przed którym do tej pory byłam chroniona przez nią i tatę, i dała mi wolność otwarcia się z nią na wszelkie myśli, idee i poglądy pod warunkiem, że nie będzie mnie osądzać za to, kim jestem, kim byłem lub kim chciałem się stać.
Prawie we wszystkim, o czym otworzyliśmy, było tak wiele przypadków, w których nasze poglądy nie były zgodne. Gdybym chciał coś skierować na południe, ona zawsze chciałaby skierować się na północ. Gdyby wszystko było tak, jak przed wyjazdem papy, bez wątpienia moje głosy zostałyby stłumione w takich przypadkach.
Ale teraz pożyczyła mi swoje uszy i czas. Wysłuchała mnie i podzieliła się ze mną swoją opinią, gdy nie zgodzi się z moją. I zrobiła to wszystko, przyjmując zasadę, że jeśli nie robię tego, czego ode mnie kazała, nie oznacza to, że robię niewłaściwą rzecz. Zrozumiała, że życie nie działa w kategoriach binarnych – jedno dobre, drugie złe.
Dziś mogę ją zbesztać, gdy czuję, że zrobiła coś złego. Cierpliwie słucha, przyznaje się do błędów i naprawia. Przynajmniej próbuje to zrobić. Również dzisiaj mogę stanąć w obronie jej dobra, gdy rodzinne i społeczne naciski próbują zaważyć na jej zainteresowaniach.
I przede wszystkim pozwala mi to robić tak, jak tato by wstawił się w jej obronie. W przeszłości mój wznoszący się głos zostałby odrzucony przez nią na miejscu! Przyznaje, że choć moje poglądy i sposoby prowadzenia się od niej różnią się od niej, to oboje chcemy tylko dla siebie i siebie wszystkiego najlepszego.
Więc nie tłumi moich myśli, jak wcześniej. Raczej pozwala mi się na nią otworzyć, daje mi swobodę odkrywania i eksperymentowania, a na koniec popycha mnie, by moje racjonalne przesłanki decydowały o tym, co jest dobre, a co złe dla mnie i dla niej.
Dała mi bardzo potrzebną przestrzeń do rozszyfrowania terminów i zasad, na podstawie których pragnę żyć, nawet jeśli moje sposoby są przekleństwem wobec tego, co zaakceptowałoby społeczeństwo lub rodzina. Ponieważ rozumie, że większość rodzinnych i społecznych norm wyrządziła nam, matce i synowi więcej szkody niż pożytku po śmierci mojego ojca.
Więc pozwoliła mi wytyczyć własną ścieżkę, wiedząc, że upadnę, siniak, popełnię błędy i wiele razy zranię. Zrobiła to, ponieważ życie nauczyło ją, że najwspanialszych lekcji można się nauczyć poprzez doświadczanie, a nie tylko słuchanie czy czytanie.
Tak więc pozwala mi się mylić i popełniać błędy, i prowadzi mnie, jak objąć te szaleństwa, kiedy się zdezorientuję. I ta wolność od mojej matki i metamorfoza wcześniejszej więzi matki i syna w dwoje towarzyszy życia zrobiła mądrą różnicę po tym, jak Papa musiał odejść.
I to w skrócie było spojrzeniem na to, jak moja Maa poradziła sobie ze mną, jej dziewiętnastoletnim złamanym synem, kiedy została samotną matką i musiała prowadzić trudne życie samotnej kobiety.
Potrzebowała kogoś, na kim mogłaby polegać we wszystkim i zaszczyciła mnie możliwością bycia tym kimś. Potrzebowałam kogoś, kto nie patrzyłby na mnie jak na dziecko, ale jak na dorosłego, na którym mogą polegać. Z wolnością, którą obdarzyła mnie i moje sposoby, stała się kimś, kogo potrzebowałem.
Ona jest księżycem, a ja gwiazdą. Mamy dzielić tę samą przestrzeń. Odległości między nami mogą czasami rosnąć i zmniejszać się, ale nic nie jest w stanie zerwać wiecznej więzi, którą dzielimy. To jest coś, co mogę z dumą powiedzieć od dzisiaj.
I to tylko dlatego, że moja mama szukała we mnie towarzysza.
Mam nadzieję, że ta odpowiedź wzbogaci perspektywę czytelnika. Wszystkiego najlepszego!
Miłość,
Shilanjan