Co parada Dziękczynienia Macy's mówi nam o nas samych

Kiedy byłem dzieckiem dorastającym poza Nowym Jorkiem, poranek w Święto Dziękczynienia zawsze zaczynał się od obejrzenia parady Macy's z okazji Święta Dziękczynienia. Kilka dni przed lub po wakacjach mama zabierała mnie na pielgrzymkę na Herald Square, gdzie jedliśmy gorącą peklowaną wołowinę i kanapki z pastrami w restauracji Carving Board na ósmym piętrze domu towarowego Macy's. Następnie udaliśmy się na północ 6th Avenue, aby zobaczyć występ Rockettes w bożonarodzeniowym programie w Radio City Music Hall.
Tylko raz osobiście uczestniczyłem w paradzie Macy's — i powiem ci, że w telewizji można zobaczyć o wiele więcej niż bycie punkcikiem w tłumie na wietrznych ulicach środkowego Manhattanu. Mimo to oglądanie tego każdego roku w telewizji pozostaje tradycją na całe życie. Ten rok wywarł na mnie wrażenie jako jeden z najlepszych w historii – i to nie tylko dlatego, że Lea Michele, która gra Fanny Brice w broadwayowskiej renowacji „Funny Girl”, rozpoczęła obchody „Don't Rain on My Parade”, jednym z moich ulubione piosenki z jednego z moich ulubionych musicali. (Nawiasem mówiąc, Michele zasługuje na serdeczne pochwały za to, że śpiewał tak energicznie po tym, jak skończył drugi występ o 23:00 poprzedniego wieczoru i miał katar!).
Jednak najbardziej uderzyła mnie piękna różnorodność tegorocznej imprezy. Wygląda na to, że parada w końcu dogoniła zawiły gobelin rasowy, etniczny i duchowy, który tworzy prawdziwą Amerykę.

Była platforma z rdzennymi mieszkańcami Wampanoag; grupa muzyczna złożona ze wszystkich członków LGBTQ; i jedyny w kraju konkurencyjny zespół marszowy składający się wyłącznie z kobiet. Orkiestra marszowa Mariachi i tradycyjni meksykańscy tancerze z Xalapa w Veracruz odzwierciedlali więzi między naszym narodem a jego obywatelami pochodzenia latynoamerykańskiego.
Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek widział tak wielu afroamerykańskich tancerzy wśród Radio City Rockettes, jak również azjatyckich Amerykanów. Nadal jest miejsce na znacznie większą różnorodność, ale była to mile widziana odmiana od całkowicie białych linii tanecznych, które pamiętam z dzieciństwa.
Niestety wśród naszych współobywateli są tacy, którzy promują ideę Stanów Zjednoczonych jako białego, chrześcijańskiego narodu. Tak, Stany Zjednoczone obejmują białych ludzi i chrześcijan, ale są oni tylko częścią skomplikowanego splotu ras, religii i kultur, który sprawia, że nasz naród jest tak żywy, interesujący i wyjątkowy.
Pamiętam, jak jako dziecko spacerowałem Aleją Ameryk i spotykałem kobiety w sari, mężczyzn w turbanach, dzieci mówiące dialektami hiszpańskimi i karaibskimi. Zainspirowało mnie to, że przez całe życie interesowałem się poznawaniem różnych kultur — nie tylko doceniając te różnice, ale także je celebrując.
Mając w życiu tak wiele powodów do wdzięczności, chwalę amerykańską pomysłowość, która jest w stanie stworzyć balony wysokie na cztery piętra i rozciągające się na 100 stóp szerokości, a następnie paradować nimi po wąskich uliczkach Manhattanu. To jest w stanie zorganizować ekstrawagancję 28 pływaków, 40 pontonów, 12 orkiestr marszowych, 10 grup performatywnych, 700 klaunów i jednego Świętego Mikołaja – bez pozornej usterki.
Jestem jednak szczególnie wdzięczny, że urodziłem się w kraju, który jest domem dla tak wielu różnych narodów, z których każdy ma coś wyjątkowego i wartościowego do podzielenia się.
Czy w tym okresie świątecznym możemy szczególnie uważać na piękno, które dzielimy w różnorodności? Jak możemy okazywać wdzięczność?
