Wzmocnienie bodźców do podziału

„To , że nie interesujesz się polityką, nie oznacza, że polityka nie zainteresuje się tobą”. — Perykles
W dzisiejszych czasach wydaje się niemożliwe, bez względu na to, jak bardzo się staramy, uciec od podziału naszej polityki. Kiedyś bezpieczne tematy, takie jak sport, muzyka, a nawet pogoda, często prowadzą do politycznej zaciekłości. Stawanie po którejś ze stron i odrzucanie drugiej strony jest obecnie powszechne w codziennych rozmowach między rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami, często niszcząc relacje. W mediach społecznościowych, gdzie normy uprzejmości są wyrzucane przez okno, a gniew jest nagradzany przez algorytmy, witriol może być przytłaczający. Podziały są dodatkowo wzmacniane w wiadomościach kablowych, w których widzowie wybierają stacje nie na podstawie jakości relacji, ale na którym kanale najbardziej potwierdzą swoje własne uprzedzenia polityczne. Dzisiejsze partie polityczne i politycy aż za dobrze rozumieją ten klimat i są nagradzani za podsycanie płomieni podziałów i oburzenia przez swoich najważniejszych wyborców — niewielką mniejszość zagorzałych wyborców z prawyborów, którzy są najważniejsi dla wygrywania coraz bardziej bezspornych wyścigów jednopartyjnych ( około 70% wszystkich wyborów w USA). Stało się to błędnym kołem i wydaje się, że nie ma dokąd uciec, nie ma gdzie się ukryć.
Kilka wskaźników potwierdza to, co obserwujemy, z liniami trendu w kierunku skrajnej polaryzacji, nieufności i pesymizmu na najwyższych w historii poziomach. Niedawno przeprowadzono badanie, które szczególnie dotyczy tego, gdzie naukowcy opracowali „Wskaźnik stresu politycznego” (PSI), który ma ostrzegać, gdy społeczeństwa są zagrożone wybuchem przemocy. Obecny wskaźnik w Ameryce jest teraz wyższy niż tuż przed wojną secesyjną. Żyjemy na niezbadanych wodach, a podziały i nieufność wydają się tylko pogłębiać.
Jak więc wybrnąć z tej „pętli zagłady”? Najlepszą drogą, jaką widzę, jest zmiana zachęt dla instytucji, które mają najwięcej do zyskania dzięki naszemu podziałowi. Jeśli media, platformy społecznościowe i partie polityczne zaczną postrzegać strategię podziału jako stratę władzy i pieniędzy, szybko zmienią swoje podejście.
Uznając, że każdy z nas ma wpływ na to, jak działają te instytucje, zrobiłem ostatnio bilans własnych wzorców konsumpcji mediów. Zaczęło się od audytu tego, kogo/co obserwuję w mediach społecznościowych. Czemu? Co z tego mam? W jaki sposób czyni mnie mądrzejszym i zapewnia zrównoważony i oparty na faktach pogląd na kwestie, na których mi zależy? Odkryłem, że biernie zapraszałem do swojego życia wiele negatywnych, gniewnych, niezrównoważonych i potwierdzających uprzedzenia treści i ostatnio podjąłem proaktywne kroki, aby to odciąć. Oparłem się również pokusie przełączenia się na telewizję kablową z naiwnym oczekiwaniem, że dziś wieczorem znajdę proste, bezstronne wiadomości, których szukałem od lat. Zamiast tego otwieram książkę. Jeden mały krok, ale wielki skok dla mnie i mojego zdrowia psychicznego.
Gdyby więcej z nas aktywnie podsumowało nasze nawyki medialne, które prawdopodobnie ustaliliśmy lata temu, kiedy hiperpolaryzacja wydawała się pomocnym mechanizmem obronnym, gdybyśmy wprowadzili zmiany, które byłyby bardziej dyskryminujące i bardziej odzwierciedlały ponowne uznanie, że ten „mechanizm obronny” jest w rzeczywistości zaproszenie do niekończącego się błędnego koła, wiem z własnego doświadczenia, że przynajmniej zaczniemy czuć się lepiej. Wyślemy również wiadomość do platform mediów społecznościowych i firm medialnych, że szukamy bardziej konstruktywnej i mniej dzielącej marki treści. Jeśli zrobi to wystarczająca liczba z nas, w końcu zmienimy ich motywację, by informować, a nie dzielić.
Jeśli zmienimy bodźce mediów, zmienimy też bodźce partii politycznych i polityków. Pokaż im poprzez to, co oglądamy i konsumujemy (i to, co odrzucamy), że tak naprawdę chcemy idei i polityki, które popychają nas do przodu i zbliżają, a nie ciągłego oburzenia i trollingu, które nas dzielą i pozostawiają bez nadziei na znalezienie drogi Naprzód. Oczywiście możemy również wysłać im wiadomość najbardziej bezpośrednio i z mocą w kabinie do głosowania.
Warto przypomnieć sobie, że media, platformy technologiczne i politycy tak naprawdę pracują dla nas. Za nasze oceny. Za nasze dolary wydane na ich reklamodawców. Za nasze obserwacje, polubienia i udostępnienia. Za nasze głosy. W rezultacie jednym z naszych najprostszych i najskuteczniejszych narzędzi aktywizmu może być zresetowanie naszych zachowań związanych z konsumpcją mediów i poinformowanie tych, którzy wzorują się na nich, że treść podziału i oburzenia już nam nie służy.