S1 O9: Koniec gry w Karakalpakstanie (część 1)

Nov 27 2022
Panie van Jaarsveld, proszę, nie przypominam sobie, żebym wysłał panu zaproszenie.
Jesień 2012 Pułkownik Konstantin Gawriłowicz Iwanow wyglądał przez okno swojego gabinetu na kwaterę główną Uzbekistanu Państwowej Służby Bezpieczeństwa w Taszkencie. Słyszał kiedyś, że w Hiszpanii deszcz pada głównie na równinę.

Jesień 2012

Pułkownik Konstantin Gawriłowicz Iwanow wyglądał przez okno swojego gabinetu na kwaterę główną Uzbekistanu Państwowej Służby Bezpieczeństwa w Taszkencie.

Słyszał kiedyś, że w Hiszpanii deszcz pada głównie na równinę. W Uzbekistanie spadła ona głównie na nieszczęśliwych, uciśnionych, niewybranych. Innymi słowy, nie ludzie pokroju Iwanowa. On, z racji swojego rodowodu, spędził większość swojego życia pod złotym parasolem. Problem polegał na tym, że przysłowiowe parasole znikały za każdym razem, gdy udawał się do Karakalpakstanu, ciernistego regionu w północno-zachodniej części kraju.

Ostatni raz był tam, kiedy zaczął się ten cały bałagan. Po latach odprężenia ze swoim głównym rywalem z czasów sowieckiego KGB, Amir wystrzelił pierwszą salwę w postaci południowoafrykańskiego agenta szpiegostwa przemysłowego.

Iwanow od razu rozpoznał, czym jest. I chociaż był zdziwiony, że Amir wykorzystał jakąś tanią agencję do wykonania swojej brudnej roboty, nie mógł się powstrzymać.

W branży szpiegowskiej jest często cytowana maksyma, która mówi, że twoim największym atutem jest twój nieświadomy atut. Pożyteczni idioci, jak nazywało ich KGB. Użyteczny idiota był dokładnie tym, kogo widział w Gerhardcie van Jaarsveldzie.

Nie trzeba było długo zastanawiać się, o co chodziło Południowoafrykańczykowi. Przywódca ruchu niepodległościowego Karakalpakstani był dobrze znany Iwanowowi. Do tego stopnia, że ​​rozmieścili szpiegów i informatorów w całym regionie, aby mieli go na oku. Jedną z nich była kobieta obsługująca saunę w Moynaku.

Rusłan większość swoich spraw załatwiał w saunie, więc nie było zaskoczeniem, że po nawiązaniu kontaktu zaprowadził tam van Jaarsvelda. Iwanow polecił kobiecie przeszukać oba komplety ubrań. Kiedy znalazła pamięć USB przyszytą do klapy van Jaarsvelda, wzięła ją i dała Ruslanowi fałszywą. Potem wszystko, co Iwanow musiał zrobić, to przekonać wszystkich, że nic takiego się nie wydarzyło.

Naiwnie miał nadzieję, że to już koniec. Ale wtedy Amir skontaktował się przez pośrednika i powiedział, że zaoferuje Iwanowowi sprawcę kradzieży informacji jako ofiarę pokojową. Jedyny haczyk: Iwanow musiał pojechać do Chujand w Tadżykistanie, aby przyjąć prezent. Jak dwulicowy był Amir, pamiętał, jak wtedy myślał.

„Ofiarą pokojową” okazał się Hans Bergman. Nie tyle pożyteczny idiota, co mniej użyteczny idiota. Dosłownie pasza kanoniczna. Facet nie odróżniał dupy od dziury w ziemi. Zawsze narzeka na to i tamto, mówi o swojej matce o wiele więcej, niż powinien to robić dorosły mężczyzna. Tak więc Iwanow wysłał Bergmana do Kirgistanu z jakąś bezsensowną misją, nie martwiąc się zbytnio o los Niemca.

Ivan Drago ujął to najlepiej w amerykańskim filmie Rocky IV: „Jeśli on umrze, to umrze”.

Postawa Iwanowa znacznie złagodniała po telefonie od Billa Hinesa, jednego z wielu obcokrajowców, którzy zawdzięczali mu wolność. Stary Bill przypomniał mu, jak katastrofalne byłoby, gdyby coś stało się Bergmanowi. Niemca trzeba było za wszelką cenę utrzymać przy życiu.

W tym celu Iwanow skontaktował się z kilkoma niemieckimi agentami BND, których nie widział od czasu przyjęcia w jego willi w Taszkencie pod koniec lat 90. Para spędziła większość czasu w basenie, miotając się jak para fok. Przypadkowo byli zainteresowani Bergmanem i już nawiązali kontakt. W zamian za przysługę, zasugerował Iwanow, będzie nadal milczał w sprawie niefortunnego incydentu w basenie z udziałem ambasadora Wielkiej Brytanii. Agenci BND byli więcej niż szczęśliwi, mogąc to zrobić.

Wystraszył go dzwoniący telefon.

„Allo, to pułkownik Iwanow, Służba Bezpieczeństwa Uzbekistanu”.

Wolfgang : „Witam, pułkowniku. Dzwonię, aby poinformować, że paczka jest gotowa. Dokąd ma być dostarczony?

Iwanow podał Wolfgangowi adres.

Wolfgang : „Bardzo dobrze. Spodziewaj się dostawy za dwa dni.

"Dobrze. Upewnij się, że paczka nie jest uszkodzona.

Wolfgang : „Nie martw się tak bardzo, pułkowniku. To nie jest dobre dla twojego ciśnienia krwi. Dbamy o przesyłkę.”

Z tarasu swojej daczy na obrzeżach Duszanbe Amir został na chwilę zniewolony przez myszołowa krążącego po jego końcu doliny. Wyobraził sobie rannego Hansa Bergmana gdzieś poniżej, walczącego o ostatnie tchnienie. W rzeczywistości bardziej prawdopodobne było, że jego własne ciało zostanie wkrótce zniszczone przez sforę myszołów.

Powodem było to, że deszcz w Tadżykistanie padał głównie na niespodzianki. Więzy rodzinne, poprzez krew lub małżeństwo, były wszechmocnym gwarantem sukcesu. Amir przez lata był wyjątkiem, ponieważ wiedział, jak załatwiać sprawy. Dyktatury, mimo całej swojej przepychu, słynęły z tego, że były żałośnie niekonkurencyjne na światowych rynkach. Korupcja, nepotyzm, brak konkurencji — wszystko to skutkowało gównem, którego nawet upadłe państwa nie chciały.

Odkąd Hans Bergman został wywieziony z Tadżykistanu pod jego nosem przez nikogo innego jak pułkownika Konstantina Gawriłowicza Iwanowa, presja wywierana na niego przez kazirodczą elitę kraju stale rosła. Na przykład teraz, gdziekolwiek się pojawił, śledziło go kilku kretynów z bezpieczeństwa państwowego, a jego rozmowy telefoniczne z pewnością były monitorowane.

Z perspektywy czasu jego decyzja o poświęceniu Hansa okazała się bolesnym błędem w obliczeniach, choć wynikała z jego własnej krótkowzroczności. Dlaczego nie sprawdził dokładniej Firuze, kobiety, którą wybrał, by uwieść Hansa? Gdyby to zrobił, zdał sobie sprawę, że była atutem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wszystkie rozmowy do poduszki, które bez wątpienia znosiła, skończyły na biurku kogoś znacznie wyżej w łańcuchu pokarmowym niż Amir.

Kiedy się o tym dowiedział, w pierwszym odruchu chciał, żeby Hans poleciał następnym lotem do Stuttgartu. Ale to, jak szybko zdał sobie sprawę, uruchomiłoby dzwonki alarmowe w miejscach, w których nie chciał, żeby dzwoniły. Wręcz przeciwnie, gambit ofiarny wydawał się doskonały. German jedzie do Khujand na spotkanie biznesowe i znika bez śladu. Działo się to cały czas.

Wpadł na ten pomysł z powodu innego gambitu. Na początku roku sytuacja w Karakalpakstanie wydawała się dojrzała do wykorzystania. Wyczuwając okazję, by wkupić się w przychylność swojego prezydenta, wynajął grupę hakerów, aby wydobyć poufne informacje, które mogłyby pomóc sprawie Karakalpakstanu. Kiedy grupa dostarczyła przesyłkę, zlecił wykonanie dostawy firmie z Republiki Południowej Afryki, ponieważ nie ufał przesyłaniu pliku przez Internet. To, że udało mu się również zdobyć Iwanowa, było po prostu bonusem.

Ale to właśnie ta premia dała Amirowi pomysł, jak poradzić sobie z Hansem. Kilka razy grał w szachy z Iwanowem, kiedy byli w KGB. Uzbek z pewnością doceniłby poświęcenie. To, czego Amir nie przewidział, choć powinien był, to podwójny krzyż Iwanowa. Nie żeby się aż tak martwił. Miał aż nadto powiązań, by stłumić próby Iwanowa wykorzystania Hansa do osłabienia jego wpływów.

Nie powstrzymało to również Amira przed ponownym zaangażowaniem południowoafrykańskiej firmy w wytropienie Hansa i odesłanie go do Tadżykistanu. Sprawy na tym froncie wyglądały dobrze, dopóki wysłany do pracy agent niespodziewanie stracił ofiarę.

W ciągu zaledwie kilku miesięcy plan Amira dotyczący Azji Środkowej zdominowanej przez kontrolowany przez niego Tadżykistan miał teraz tyle samo nadziei co łotewski gambit.

Kiedy zadzwonił jego telefon, wpatrywał się w niego przez kilka sekund. Numer południowoafrykański.

"Witaj. To jest Amir. Z kim rozmawiam?”

Uważnie słuchał ciężkiego akcentu.

– Chcesz mi powiedzieć, że znalazłeś Hansa?

Wreszcie pozytywny rozwój wydarzeń. Jeśli Hans tam był, Iwanow też musi być. Dostanie się do Uzbekistanu będzie wymagało trochę pracy, ale znajdzie sposób.

Nadszedł czas, aby raz na zawsze wyrównać rachunki z Iwanowem.

Gerhardt van Jaarsveld nie tyle przejmował się tym, gdzie pada deszcz, ile raczej tym, jak prowadzić motocykl Ural z wózkiem bocznym.

Wynurzył się dziesięć minut temu z ciemnej otchłani w opuszczonym budynku po uzbeckiej stronie granicy. Jeśli miał być szczery, był zszokowany, że węże BND nie zamknęły zapadni w drodze na zewnątrz lub po prostu nie czekały na niego z paralizatorem lub innym prawym sierpem Arne'a.

Raczej całkiem niewytłumaczalnie, kiedy Gerry wyjrzał przez jedyne okno budynku, zobaczył samochód jakieś pół kilometra dalej przez rozległe pole. Pomyślał, że to muszą być oni.

Wybiegając na zewnątrz, szedł wzdłuż wyboistej drogi gruntowej, która prowadziła od budynku, aż dotarł do mieszkania z dymem unoszącym się ku niebu z komina. Na drodze stał zaparkowany stary motocykl Ural z przyczepą boczną, z kluczykami wciąż w stacyjce. Długo się temu przyglądał, zanim zdecydował, że to jedyny sposób, by dotrzymać kroku Hansowi. Przed odjazdem zostawił właścicielowi trochę pieniędzy na wymianę.

Właściwie jazda motocyklem okazała się jednak niezłą przygodą, zwłaszcza na nierównej drodze. Początkowo kręcił się w kółko, dopóki nie nauczył się wykorzystywać siły górnej części ciała, aby utrzymać rower w linii prostej. Zanim dotarł do utwardzonej drogi, był wyczerpany. Samochód wiozący Hansa wciąż był widoczny w oddali.

Teraz przemierzał uzbecką wieś bez kasku, spotykając zdezorientowane spojrzenia każdego mijanego miejscowego. Ogólnie rzecz biorąc, jego sytuacja nie była najlepsza. Tyle mógł przyznać. Na przykład umierał z głodu, ale nie mógł nic z tym zrobić, dopóki węże BND były w ruchu. Rzeczy, które zrobiłby za stek.

Co możesz teraz powiedzieć o swoim cholernym poście, co, synu?

O ile wiedział, znajdował się w słynnej Dolinie Fergańskiej. Urodzajny i jakże różnorodny kulturowo kraj został podzielony między Uzbekistan, Kirgistan i Tadżykistan w najbardziej makiaweliczny sposób, jaki był możliwy przez Stalina i jego bandę geokulturowych sadystów. Jeśli kiedykolwiek istniał spór przeciwko granicom państwowym, Kotlina Fergańska była eksponatem A.

Na początek wyglądało to jak wielka ślepa uliczka otoczona wysokimi górami od północy, wschodu i południa. Jedynym wyjściem, które nie wymagało nadludzkich wyczynów inżynierii drogowej, była droga na zachód.

Był też najbardziej urodzajnym regionem w całej Azji Środkowej, dzięki rzece Syr-darii i jej dopływom wpływającym z Kirgistanu. Nigdy nie tracąc okazji do ekobójstwa, Sowieci uczynili Dolinę bijącym sercem jej niefortunnego przemysłu bawełnianego. Było to tak niefortunne, że księgowi ekologiczni mieli powiedzenie: każdy dodatkowy pączek bawełny w Ferganie oznaczał o jedną rybę mniej w Morzu Aralskim.

Teraz tutaj zrobiło się ciekawie.

Uzbecka SRR kontrolowała zdecydowaną większość Doliny i jej gruntów ornych. W zamian za ten przywilej Sowieci przekazali kontrolę nad jedynym naturalnym wyjściem Doliny do Tadżykistanu. Geograficzny środkowy palec, jeśli kiedykolwiek taki istniał. Aby zapewnić wieczną walkę między Uzbekami i Kirgizami, Sowieci postanowili uczynić miasto Andiżan z większością kirgiską częścią Uzbekistanu, a Osz z większością uzbecką częścią Kirgistanu.

Wszystko to było możliwe do opanowania w czasach sowieckich. Po upadku Dolina przekształciła się w coś w rodzaju geopolitycznej gry wet za wet. Uzbekistan otwierałby i zamykał swoje granice do woli, Kirgistan ograniczałby dostawy wody, a Tadżykistan wprowadzałby kontrole graniczne tak uciążliwe, że uzbeccy kierowcy ciężarówek nie mieli innego wyboru, jak tylko obrać okrężną trasę północną, aby dotrzeć do Samarkandy i Buchary.

Jeśli kiedykolwiek istniało miejsce na thriller geopolityczny, to właśnie to.

Po wielu godzinach manewrowania niezadowolonym koniem samochód z Hansem skręcił na parking prywatnego lotniska tuż za dużym miastem. Gerry patrzył, jak samochód się zatrzymuje, węże BND wciągają Hansa do czekającego samolotu, a potem samolot startuje w kierunku zachodnim.

Przejechał Uralem przez bramę lotniska i zapytał jedyną znaną mu osobę, dokąd leci samolot. Odpowiedź przyprawiła go o dreszcze. To było jedyne miejsce, do którego nigdy nie chciał wracać. Kiedykolwiek.

Karakalpakstan.

Samolot z Wolfgangiem, Arne i Hansem zaczął opadać. To był kolejny słoneczny dzień w Karakalpakstanie, ale Hans czuł się raczej nieswojo. Nadal próbował przetworzyć ostatnie dwadzieścia cztery godziny i ich znaczenie dla jego przyszłości na ziemi – ćwiczenie to było o wiele trudniejsze z powodu braku leków przeciwlękowych.

Wolfgang i Arne byli z siebie raczej zadowoleni. Wyrwali Hansa z paszczy politycznie umotywowanego morderstwa dzięki sprytnej jeździe i jednym ze złośliwych prawych haków Arne'a. Dobra robota i jeszcze tylko kilka godzin do powrotu do obalania reżimów w imieniu niemieckiego rządu.

Arne : „Nie bądź taki smutny, Herr Bergman”.

„Ale dlaczego nie powinienem? Nie jestem wolnym człowiekiem”.

Arne : „Pewnie, że tak. Pułkownik Iwanow nie trzyma jeńców.

Wolfgang : „Spójrz na to w ten sposób, Herr Bergman. Jesteś jak uczeń, który mieszka w piwnicy, ale nie wolno mu wychodzić z domu”.

"Nie rozumiem. Jak to dobrze?

Wolfgang : „Ponieważ nie można było cię wypuścić z piwnicy”.

Samochód czekał na nich na starym wojskowym lotnisku pod Nukus. Stare czołgi i baterie przeciwlotnicze zaśmiecały opuszczony krajobraz.

Minęli podjazd do miasta w milczeniu. Hans nie chciał więcej słyszeć o niewoli w piwnicy. Właściwie stwierdził, że woli szorstki, robotniczy sposób radzenia sobie ze światem Arne'a. Przynajmniej wiedział, co dostaje od Arne'a. Wolfgang był dwulicową łasicą, która polegała na innych, by realizować swoje sadystyczne zachcianki.

Umieszczono ich w jednoosobowym pokoju hotelowym z widokiem na opuszczoną fabrykę. Większość miejsca zajmowały dwa pojedyncze łóżka. Arne zajął resztę.

„Co teraz się stanie? Chciałbym wiedzieć."

Wolfgang : „To już nie potrwa długo. Pułkownik wkrótce przybędzie do Nukus.

Pułkownik Iwanow czekał na nich w prywatnym pokoju na tyłach ogromnej restauracji nad rzeką w centrum miasta. Ilość jedzenia na stole sugerowała, że ​​dołączy armia, ale Hans wiedział lepiej.

Iwanow : „Witamy w Karakalpakstanie, panie Bergman”.

Hans: „Ja, cześć. Powiedz mi, co mi zrobisz. Jestem zmęczony i chcę spać”.

Iwanow : „Cierpliwości, panie Bergman. Proszę, najpierw skorzystaj z mojej gościnności”.

Iwanow zażądał butelki wódki, która była zamrożona. Nalał cztery szklanki i rozdał je.

Iwanow : „Toast”.

Wolfgang : „Czemu zawdzięczamy ten toast, pułkowniku?”

Iwanow zastanowił się nad pytaniem.

Iwanow : „Za międzynarodową przyjaźń”.

Arne skinął głową z zapałem.

Arne : „Za długotrwałą przyjaźń narodów niemieckiego i uzbeckiego”.

Hans wpatrywał się w swój kieliszek. Miał ochotę na wódkę tak bardzo, jak na randkę z Amirem.

Wolfgang : „Chodź, Hans. Dołącz do nas w tym toaście”.

Otwarcie drzwi do prywatnego pokoju sprawiło, że wszyscy podnieśli głowy. Hans nie mógł uwierzyć własnym oczom.

Amir : „Cześć, Konstantinie. Witaj, Hansie.

Iwanow pozwolił sobie niechętnie skinąć głową.

Iwanow : „Amir. Czemu zawdzięczamy tę przyjemność?”

Amir : „Przyjechałem jako mój własny łącznik. Sprawiłeś mi tyle problemów, Konstantinie.

Drzwi ponownie się otworzyły. Amir odwrócił się.

Gerry : „Cholera jasna, wszyscy już tu jesteście. Spóźniłem się czy co?

Oczy Iwanowa zwęziły się.

Iwanow : „Pan. van Jaarsveld, proszę, nie przypominam sobie, żebym wysłał ci zaproszenie.

Gerry : „Nie przejmuj się, ja . Nie miałem problemu ze znalezieniem drogi. Więc o czym rozmawiamy?

Iwanow niechętnie nalał jeszcze dwa kieliszki.

Iwanow : „Widzisz, Amir, to nie ja przysporzyłem ci problemów, ale raczej ty przysporzyłeś mi problemów”.

Amir : „Jeśli w to wierzysz, to jest tylko jeden sposób, aby to załatwić, Konstantinie”.

Iwanow : „Tak, podejrzewam, że masz rację”.

Gerry : „Co, zamierzacie walczyć na ringu?”

Iwanow : „Cicho, panie van Jaarsveld. Ty i twój ojciec-najemnik macie takie proste umysły.

Amir : „Więc to uzgodnione. Jutro gramy w szachy o przyszłość Azji Środkowej”.

Accidental Intrigue to dramat dźwiękowy zawierający opowieści o podróżach i tajemnicach napisane przez Kenta Babina i opowiedziane przez Remingtona Cooneya.