Jakie jest Twoje najbardziej niezapomniane przeżycie w czasie kwarantanny?

Apr 29 2021

Odpowiedzi

PoojaSree74 Apr 26 2020 at 14:09

Każdy dzień podczas tej kwarantanny jest dla mnie niezapomniany.

Zanim się dowiem, dlaczego tak mówię? Pozwólcie, że podzielę się krótką historią o moim poście.

Między mną a moim starszym bratem jest różnica dwóch lat. Kiedy byłem w 6 klasie, on przeprowadził się do internatu, żeby studiować.

W dzieciństwie byliśmy jak Tom i Jerry, gdy był daleko ode mnie. Dopiero wtedy wiem, jak bardzo go potrzebuję i tęsknię za nim. Dosłownie płakałam każdej nocy, nie chcę, żeby moja mama i tata o tym wiedzieli.

Jeśli wiedzą, że za nim tęsknię, to również będą smutni i będą się o nas martwić. Więc ukrywam to przed nimi.

Przewijając do przodu, oboje studiowaliśmy w akademiku. Kiedy on zaczynał karierę, to też trzymał się z dala od mojego miasta, jesteśmy razem tylko w dni festiwalowe.

Minęło prawie 15 lat, a my wszyscy czworo (ja, brat, mama i tata) spędzamy wspaniały czas w tym zamknięciu.

Czasami modlę się do Boga, żeby przedłużył ten lockdown. Wiem, że to samolubne, mimo że jako dziewczyna, muszę być z nimi.

Później myślę: „O mój Boże, jaki jestem samolubny!!! Dzięki Bogu, że dał mi chociaż taką szansę”.

Zawsze okazuję mu swoją miłość, ale on rzadko okazuje ją mnie (chłopaki nie wiedzą, jak okazywać miłość... lol)

Przejdźmy do pytania

Najbardziej niezapomniany

Mój brat pracuje w Bangalore, a ja pracuję w Ćennaju.

Po ogłoszeniu blokady

Firma mojego brata umożliwiła mu pracę zdalną już od samego rana.

W moim przypadku była to instytucja finansowa, więc nie miałam możliwości pracy z domu. Postanowili odesłać mnie do mojego miasta i poinformowano mnie o tym około godziny 15:00.

Moi rodzice wysłali samochód po mojego brata, żeby go odebrać. Przyjechał rowerem z Bangalore do Hosur.

Następnie ten sam samochód wysłano po mnie do Czennai.

Mój brat powiedział mi, że przyjedziemy dopiero o 21:00 lub 22:00, więc zamówię taksówkę, a ja odbiorę cię po drodze.

Próbowałem, ale teraz jeden gotowy do wyjścia z miasta. Wtedy mój kolega z biura, którego tubylcy również tacy sami

Więc mnie zapamiętał, zadzwonił do mnie i zapytał siostrę (jest młodszy ode mnie): „Jak jedziesz?” Pojadę rowerem, jeśli chcesz, dołącz do mnie”.

Później rozmawiałem z moimi rodzicami i bratem, oni w połowie wyrazili zgodę i pozwolili mi pojechać z nim.

Przejechałem rowerem około 200 km, później odebrał mnie brat.

Tego dnia czułem się zbyt wyczerpany, nigdy nie wybieram się w daleką podróż rowerem.

Kiedy więc chciałam zasnąć, położyłam głowę na jego kolanach i miałam mnóstwo myśli w głowie (np. że mnie łaja, każe mi się obudzić itp.).

Ale na szczęście nic nie powiedział. Po prostu pozwolił mi spać. Chociaż jest też zbyt zmęczony długimi podróżami rowerem i samochodem.

I jestem zaskoczony, że w ogóle nie rusza nogą. Jeśli to zrobił, myślał, że będę przeszkadzać.

Ale nie mogę spać. Ponieważ tego dnia po prostu lecę i nie ma słów, aby to wyrazić. Myślałem, że jestem gwiazdą na niebie i tak dalej.

Potem po prostu zamykam oczy i myślę, jak bardzo jestem błogosławiony!!!

Nie wiem, czy taka sama sytuacja zdarzy się jeszcze raz.

Dziękuję Bogu, COVID-19 i rządowi za stworzenie niezapomnianego i najbardziej pamiętnego momentu w moim życiu.

A teraz wierzę, że dostałem życiową szansę, aby spędzić ją z moją rodziną, i to we czwórkę, razem.

Jakże będę tęsknić za tym dniem i zapomnę uczynić go niezapomnianym…

Żyj i pozwól żyć innym ✌

Kochaj tego, kto się o ciebie troszczy

~Abu✍

Ps: Przepraszam za błąd gramatyczny, wciąż jestem podekscytowany, więc nie miałbym nic przeciwko gramatyce

RisaMK Feb 03 2021 at 16:02

No cóż, tak, mam.

Byłem na tarasie z bratem i naprawialiśmy rower. Byliśmy tym pochłonięci. Po kilku minutach spojrzałem w górę i zobaczyłem latawca (ptaka) siedzącego na drucie na naszym tarasie! Dosłownie spanikowaliśmy i poszliśmy do otwartego schronienia na naszym tarasie. Natychmiast krzyknęliśmy do mamy, która następnie złapała tatę i pobiegliśmy na taras. Wracając, latawiec opadł. A potem najstraszniejsza część, rzucił się na nas! Jego skrzydła nad ramieniem długi i ostry dziób i oczy były... o mój Boże! Krzyczeliśmy najgłośniej, gdy rzucił się na nas. A potem! Wystraszył się i odleciał! Właśnie, gdy okrążył nasz taras i odleciał, przyszli nasi rodzice. Potem nasz tata zgodził się zostać z nami na tarasie, ponieważ byliśmy przestraszeni. Ale na szczęście nie wrócił.

To był latawiec, na który się natknąłem

Dobrze!

Na szczęście nic nam się nie stało, ale trzęsliśmy się z zimna

DO WIDZENIA!